poprawiam datę
Może i wycieczka do Paryża to nie było wiele, ale i tak cieszyła wizja wyrwania się na chwilę z londyńskiego zaduchu i to gdzieś stosownie daleko. Daleko i jednocześnie dostatecznie blisko, żeby nie robiło to problemów na wielu płaszczyznach. Co więcej, będzie mógł się przy okazji rozejrzeć, choć ciężko to nazwać profitem osobistym. Feliciana często przez ostatnie dni kusiło, by zaznaczyć, że może nie mieć czasu sprawdzić, co w Sekwanie pływa albo się topi, ale jakoś nie znalazł na to ani okazji, ani odpowiedniego argumentu, więc pozostał z tym niewygodnym "no dobra" aż do teraz, a teraz już nie było odwrotu. Cóż, może faktycznie będzie się nudził.
Nie planował towarzystwa w podróży, o czym mogła świadczyć książka w jego rękach, kiedy wsiadał do powozu.
Ubrany był wygodnie. Proste, czarne buty. Ciemno brązowe spodnie nie przylegały za bardzo do ciała, kamizelka w tym samym kolorze miała kilka poręcznych kieszeni, pod nią widniała kremowo-biała koszula. Taki idealny odcień, który można na ulicy zakurzyć i nie będzie tego widać. Do jednej z kieszeni wpadał łańcuszek od zegarka, gdzieś pod ubraniem zapewne kryła się różdżka. Walizka, również całkiem zwyczajna, wylądowała na górze, koło drugiego bagażu.
— Dzień dobry... — rzucił, siadając naprzeciwko i przez moment rozważając, na ile to możliwe, że kobieta nie jest tu za sprawą Cutty Sark. Ale chyba kiedyś ją widział, tak przelotnie. — Chyba... nie mieliśmy okazji? Felician Hollow — przedstawił się, przez sekundę chcąc wyciągnąć do niej rękę, ale dostatecznie szybko zdał sobie sprawę, że to ona powinna to zrobić pierwsza, więc poprzestał na ściskaniu książki z rysunkiem czaszki owitej w aksamity na okładce i tytułem "Le Fantôme de l’Opéra".