02.03.2024, 14:25 ✶
Pod tym względem mieli ze sobą wiele wspólnego. Oboje trzymali swoje emocje zamknięte na klucz, zepchnięte gdzieś na samo dno, zatrzaśnięte tak, by nic przypadkiem nie wypłynęło na powierzchnię i nie zburzyło idealnie wykreowanego wizerunku. Czasem się jednak nie dało trzymać nerwów i emocji na wodzy - były w końcu emocjami, były nieprzewidywalne. Niektóre odruchy były tak silne, tak naturalne, że nie dało się ich powstrzymać. Jak na przykład reakcja Victorii na jego słowa. Westchnął w odpowiedzi. Być może źle sformułował pytanie. A być może po prostu jego kuzynka miała już po dziurki w swoim pięknym nosie tego tematu. Nie zdziwiłby się, przecież musiała zostać porządnie przemaglowana przez pracowników różnych Departamentów, a co z tego wynikło? No właśnie.
Słuchał jej uważnie i nie przerywał. Chciał, by ostatnie słowa dobrze wybrzmiały, chciał mieć chwilę, by się nad nimi zastanowić. Victoria wydawała się być skałą podczas sztormu, niewzruszoną. Ale nawet najmocniejsza skała pękała, gdy fale wściekle w nią uderzały raz za razem. Ile była w stanie znieść jedna osoba? Kiedy w końcu Victoria pęknie i pogrąży się w odmętach szaleństwa, skoro możliwe, że niedługo i tak zginie? Czy do końca życia będzie chowała się za maską i czy jej umysł owładnie beznadzieja i czekanie na koniec? A może przeciwnie - zmusi to ją do działania, do wykonywania porywczych acz skutecznych ruchów? Zastanawiał się nad tym ostatnio i prawdę mówiąc nie miał pojęcia. Między innymi dlatego zdecydował się zaprosić ją do siebie.
- Zamierzasz się jej sprzeciwić? - zapytał, uważnie obserwując jej reakcję. Widział, że była nieszczęśliwa, słyszał to w jej głosie. Kto na jej miejscu tryskałby dobrym humorem i optymizmem? Chyba tylko szaleniec, a z tego co wiedział, kuzynka nie należała do szalonych osób. Przynajmniej jeszcze. Widząc ranę na jej policzku, której nie dostrzegł wcześniej, zmarszczył brwi. Normalnie nie wtrącał się w rodzinne sprawy, ale nie podobało mu się to, co widział. Rodolphus mimo całej swojej postawy i osób, wokół których się obracał, nie był szowinistą. Uważał, że kobietom należy się szacunek - nie dlatego, że są kobietami, ale dlatego, że stanowiły jeden z filarów magicznego społeczeństwa. Oczywiście istniały wyjątki od tej reguły, ale Victoria do nich nie należała. Czuł, że gdzieś w żyłach powoli zaczyna przepływać mu irytacja. Objawiła się nieciekawym grymasem na jego twarzy, gdy tak patrzył na jej policzek. Z reguły nie pozwalał sobie na taką ekspresję. - Czy poszukać kogoś na własną rękę?
To byłaby jedna z opcji, która sprawiłaby, że Victoria miałaby jakiś wybór. Nawet jeżeli nie chciała małżeństwa, to przecież zamiast się buntować, mogła poszukać kogoś sama. Jednak patrząc na jej życie w ostatnich miesiącach, to nie wchodziło w grę.
- I czy potrzebujesz pomocy? Mam informację, która być może na dłuższy czas odwróci wzrok twojej matki i rodu od twojej osoby - absolutnie nie zamierzał się podkładać specjalnie dla kuzynki i przyjmować na siebie ciosy. Po prostu wiedział, że jego sytuacja i tak wypłynie prędzej czy później. Jeżeli mógłby sprawić, że chociaż na chwilę Victoria odzyska spokój, był gotów na potwierdzenie tego wcześniej, niż później. To, że oferował pomoc, było rzadkie, ale nie niespotykane. Rodolphus był osobą skrytą i egoistyczną, patrzącą tylko na własne bezpieczeństwo. Jeżeli decydował się na taki ruch, to musiał mieć w tym jakiś cel.
Słuchał jej uważnie i nie przerywał. Chciał, by ostatnie słowa dobrze wybrzmiały, chciał mieć chwilę, by się nad nimi zastanowić. Victoria wydawała się być skałą podczas sztormu, niewzruszoną. Ale nawet najmocniejsza skała pękała, gdy fale wściekle w nią uderzały raz za razem. Ile była w stanie znieść jedna osoba? Kiedy w końcu Victoria pęknie i pogrąży się w odmętach szaleństwa, skoro możliwe, że niedługo i tak zginie? Czy do końca życia będzie chowała się za maską i czy jej umysł owładnie beznadzieja i czekanie na koniec? A może przeciwnie - zmusi to ją do działania, do wykonywania porywczych acz skutecznych ruchów? Zastanawiał się nad tym ostatnio i prawdę mówiąc nie miał pojęcia. Między innymi dlatego zdecydował się zaprosić ją do siebie.
- Zamierzasz się jej sprzeciwić? - zapytał, uważnie obserwując jej reakcję. Widział, że była nieszczęśliwa, słyszał to w jej głosie. Kto na jej miejscu tryskałby dobrym humorem i optymizmem? Chyba tylko szaleniec, a z tego co wiedział, kuzynka nie należała do szalonych osób. Przynajmniej jeszcze. Widząc ranę na jej policzku, której nie dostrzegł wcześniej, zmarszczył brwi. Normalnie nie wtrącał się w rodzinne sprawy, ale nie podobało mu się to, co widział. Rodolphus mimo całej swojej postawy i osób, wokół których się obracał, nie był szowinistą. Uważał, że kobietom należy się szacunek - nie dlatego, że są kobietami, ale dlatego, że stanowiły jeden z filarów magicznego społeczeństwa. Oczywiście istniały wyjątki od tej reguły, ale Victoria do nich nie należała. Czuł, że gdzieś w żyłach powoli zaczyna przepływać mu irytacja. Objawiła się nieciekawym grymasem na jego twarzy, gdy tak patrzył na jej policzek. Z reguły nie pozwalał sobie na taką ekspresję. - Czy poszukać kogoś na własną rękę?
To byłaby jedna z opcji, która sprawiłaby, że Victoria miałaby jakiś wybór. Nawet jeżeli nie chciała małżeństwa, to przecież zamiast się buntować, mogła poszukać kogoś sama. Jednak patrząc na jej życie w ostatnich miesiącach, to nie wchodziło w grę.
- I czy potrzebujesz pomocy? Mam informację, która być może na dłuższy czas odwróci wzrok twojej matki i rodu od twojej osoby - absolutnie nie zamierzał się podkładać specjalnie dla kuzynki i przyjmować na siebie ciosy. Po prostu wiedział, że jego sytuacja i tak wypłynie prędzej czy później. Jeżeli mógłby sprawić, że chociaż na chwilę Victoria odzyska spokój, był gotów na potwierdzenie tego wcześniej, niż później. To, że oferował pomoc, było rzadkie, ale nie niespotykane. Rodolphus był osobą skrytą i egoistyczną, patrzącą tylko na własne bezpieczeństwo. Jeżeli decydował się na taki ruch, to musiał mieć w tym jakiś cel.