02.03.2024, 17:09 ✶
Zagryzł zęby, nie pozwalając słowom wydobyć się z ust. Naprawdę miał ochotę odpowiedzieć dziękuję, kapitanie oczywistość na to stwierdzenie. Czuł, jak gardło go pali, ślina napływa do ust, a słowa chcą wydobyć się na powierzchnię. Ale przełknął je, nie pozwolił by znalazły ujście. Skupił się na tym, by zamknąć ryj i po prostu iść dalej. Nie podobała mu się ta okolica, tak samo jak nie podobał mu się dom, do którego podchodzili. Wyglądał na lekko zaniedbany, na dodatek był niewielki, piętrowy, tuż przy lesie. W okolicy nie dostrzegał niczego innego, ale w zasadzie to nie dostrzegał nic, więc może do tej wioski było niedaleko? Może była za lasem i po prostu nie widzieli świateł? W tej chwili wszystko było możliwe.
Lestrange zgasił różdżkę i schował ją pod mokrym płaszczem, ale nie wypuszczał z dłoni. Nie wiedzieli, na kogo trafią, więc wolał trzymać palce na jej rękojeści w pogotowiu. Możliwe że trafią na mugoli, lepiej było więc nie zdradzać za dużo już na starcie. Mogliby udawać, przeczekać tę burzę w takim towarzystwie. W zasadzie to było zastanawiające, w jaki sposób warunki na zewnątrz sprawiały, że ludzie naginali własne zasady.
Odetchnął w duchu, widząc skrzata domowego. Mogli założyć, że są prawie bezpieczni. Nie oznaczało to jednak, że mogli faktycznie tak się poczuć, bo byli sami, na odludziu, w dziwnym domu kobiety o imieniu Una. Czy dlatego tak chętnie przyjmowała gości, bo nie miała ich zbyt często? A może przychodzili do niej ludzie w różnych sprawach? Na przykład z tej nieszczęsnej wioski, do której mieli trafić, ale do niej nie trafili? Czasem czarownice lokowały się w bajkach, pozwalały mugolom wierzyć, że mają bajkowe moce, że parają się zielarstwem. Żyły na uboczu, celowo udając dziwadła, by jednocześnie przyciągnąć uwagę i ją od siebie odsunąć, kreując się na szalone. Może tak było i w tym przypadku. A może po prostu kobieta wolała ciszę i spokój. Stojąc jednak w progu niczego się nie dowiedzą, więc Lestrange przepuścił Roberta przodem, a potem sam przekroczył próg domu. Otarł twarz mokrą dłonią, zaczesał zmoczone włosy w tył. Przyjemne ciepło ogarnęło jego organizm, jednocześnie boleśnie przypominając o tym, że ubranie lepiło się do zimnego ciała. Najchętniej zrzuciłby te mokre ciuchy, wysuszył je magią, a sam wskoczył do wrzątku. Nie podejrzewał, że pogoda może aż tak dać w kość - dosłownie. Mięśnie mu drżały z zimna, chociaż nie było to aż tak widoczne, to jednak gdyby ktoś się przyjrzał, mógłby dostrzec drżenie rąk. Gadaninę zostawił więc Robertowi. Sam nie miał ani ochoty, ani siły na to, by rozmawiać z byle skrzatem.
Lestrange zgasił różdżkę i schował ją pod mokrym płaszczem, ale nie wypuszczał z dłoni. Nie wiedzieli, na kogo trafią, więc wolał trzymać palce na jej rękojeści w pogotowiu. Możliwe że trafią na mugoli, lepiej było więc nie zdradzać za dużo już na starcie. Mogliby udawać, przeczekać tę burzę w takim towarzystwie. W zasadzie to było zastanawiające, w jaki sposób warunki na zewnątrz sprawiały, że ludzie naginali własne zasady.
Odetchnął w duchu, widząc skrzata domowego. Mogli założyć, że są prawie bezpieczni. Nie oznaczało to jednak, że mogli faktycznie tak się poczuć, bo byli sami, na odludziu, w dziwnym domu kobiety o imieniu Una. Czy dlatego tak chętnie przyjmowała gości, bo nie miała ich zbyt często? A może przychodzili do niej ludzie w różnych sprawach? Na przykład z tej nieszczęsnej wioski, do której mieli trafić, ale do niej nie trafili? Czasem czarownice lokowały się w bajkach, pozwalały mugolom wierzyć, że mają bajkowe moce, że parają się zielarstwem. Żyły na uboczu, celowo udając dziwadła, by jednocześnie przyciągnąć uwagę i ją od siebie odsunąć, kreując się na szalone. Może tak było i w tym przypadku. A może po prostu kobieta wolała ciszę i spokój. Stojąc jednak w progu niczego się nie dowiedzą, więc Lestrange przepuścił Roberta przodem, a potem sam przekroczył próg domu. Otarł twarz mokrą dłonią, zaczesał zmoczone włosy w tył. Przyjemne ciepło ogarnęło jego organizm, jednocześnie boleśnie przypominając o tym, że ubranie lepiło się do zimnego ciała. Najchętniej zrzuciłby te mokre ciuchy, wysuszył je magią, a sam wskoczył do wrzątku. Nie podejrzewał, że pogoda może aż tak dać w kość - dosłownie. Mięśnie mu drżały z zimna, chociaż nie było to aż tak widoczne, to jednak gdyby ktoś się przyjrzał, mógłby dostrzec drżenie rąk. Gadaninę zostawił więc Robertowi. Sam nie miał ani ochoty, ani siły na to, by rozmawiać z byle skrzatem.