02.03.2024, 21:16 ✶
Zapomniał o jednym. Przed wszczęciem jakichkolwiek negocjacji, powinien najpierw rzucić jakieś zaklęcie na Penny i ją skutecznie zakneblować. Albo, wybierając tę nieco bardziej drastyczną i ostateczną opcję, najpierw ją zamordować, a później transmutować w coś, co nie rzucałoby się w oczy, żeby ukryć ślady zbrodni.
- Nie pomagasz... - rzucił półgębkiem, posyłając jej krótkie piorunujące spojrzenie. Następnie, już ponownie z uśmiechem na twarzy, mógł zwrócić się ponownie w kierunku sprzedawczyni. Pozwolił jej wymienić wszystkie te cudowne właściwości jaspisu, pozwolił nawet wtrącić się przyjaciółce, jednocześnie samemu - tak dla odmiany - nie wcinając się nikomu w słowo.
- Skoro tak, to masz już wystarczająco dużo pewności siebie, ochrony i innych takich. W końcu to ten sam kamień, co w kolczykach, nie? Więcej na pewno już nie potrzebujesz. Co za dużo, to niezdrowo i takie tam - sięgnął po trzymaną przez Penny bransoletkę, zgrabnie wyciągając ją z jej ręki. Początkowo chciał po prostu oddać błyskotkę kobiecie, w połowie tego ruchu zawahał się jednak. Najpewniej przez kolejne słowa, które dotarły do jego uszu - choć może nie do końca z powodu, jaki zapewne zamierzała wzbudzić sprzedawczyni. Z rosnącym rozbawieniem zerknął na Penny. Później na wciąż trzymaną w ręku bransoletkę. Znów na Penny. A wreszcie spojrzenie zatrzymało się na kobiecie, a on sam parsknął krótkim śmiechem.
- To jej tym bardziej niepotrzebne - nie uznał wprawdzie za konieczne, by jakoś bardziej bezpośrednio sprostować zaistniałe nieporozumienie, ale chyba i bez tego można było się domyślić, że argument zawierający w sobie całą tę rzekomą pasję i namiętność, zdecydowanie nie był trafiony. - Zwłaszcza za tę... No ty chyba już do reszty zdurniałaś!
Mniej więcej w połowie własnej wypowiedzi zorientował się, o co właśnie zapytała jego przyjaciółka. Ta sama, która jeszcze przed chwilą prosiła go o pożyczenie kilku sykli, bo przecież nawet nie miała przy sobie pieniędzy, żeby móc przepuścić je na jakieś kompletnie zbędne świecidełka. I przy okazji ta sama, która najwyraźniej zdążyła już zapomnieć, że Terry nie zgodził się jeszcze na żadną pożyczkę.
Tym razem już bez zbędnego wahania wcisnął sprzedawczyni bransoletkę do ręki, a następnie bezceremonialnie złapał Penny za przegub, by odciągnąć ją tych kilkanaście kroków od stoiska.
- Wisiorek...? Poważnie, w i s i o r e k? - tym razem faktycznie już jęknął, przy okazji bezradnie rozkładając ręce. - Mogło ci umknąć, ale w ostatnim czasie nie miałem na liście rzeczy do zrobienia żadnego włamania do Gringotta i okradzenia kilku skrytek. A gdyby nawet się zdarzyło, to raczej nie po to, żeby wykupować całe stoisko jakichś beznadziejnych błyskotek. To...
Urwał, patrząc na Penny i zdając sobie chyba sprawę z tego, że próba przemówienia jej do rozsądku mogła być mniej więcej tak samo skuteczna jak mogłaby okazać się próba przemówienia do tegoż rozsądku jemu samemu. Szkoda głosu.
- Możesz dostać bransoletkę. T y l k o bransoletkę - oznajmił po krótkiej chwili. - I tylko pod warunkiem, że przestaniesz trzymać jej stronę, jeśli chodzi o cenę.
Wypowiadając kolejne zdanie, wskazał palcem ponad swoim ramieniem, w kierunku sprzedawczyni. Warunek był chyba dość zasadny. Zwłaszcza, że mowa była o wydawaniu jego pieniędzy, z którymi wcale nie miał większej ochoty rozstawać się w tak bezsensowny sposób.
- Nie pomagasz... - rzucił półgębkiem, posyłając jej krótkie piorunujące spojrzenie. Następnie, już ponownie z uśmiechem na twarzy, mógł zwrócić się ponownie w kierunku sprzedawczyni. Pozwolił jej wymienić wszystkie te cudowne właściwości jaspisu, pozwolił nawet wtrącić się przyjaciółce, jednocześnie samemu - tak dla odmiany - nie wcinając się nikomu w słowo.
- Skoro tak, to masz już wystarczająco dużo pewności siebie, ochrony i innych takich. W końcu to ten sam kamień, co w kolczykach, nie? Więcej na pewno już nie potrzebujesz. Co za dużo, to niezdrowo i takie tam - sięgnął po trzymaną przez Penny bransoletkę, zgrabnie wyciągając ją z jej ręki. Początkowo chciał po prostu oddać błyskotkę kobiecie, w połowie tego ruchu zawahał się jednak. Najpewniej przez kolejne słowa, które dotarły do jego uszu - choć może nie do końca z powodu, jaki zapewne zamierzała wzbudzić sprzedawczyni. Z rosnącym rozbawieniem zerknął na Penny. Później na wciąż trzymaną w ręku bransoletkę. Znów na Penny. A wreszcie spojrzenie zatrzymało się na kobiecie, a on sam parsknął krótkim śmiechem.
- To jej tym bardziej niepotrzebne - nie uznał wprawdzie za konieczne, by jakoś bardziej bezpośrednio sprostować zaistniałe nieporozumienie, ale chyba i bez tego można było się domyślić, że argument zawierający w sobie całą tę rzekomą pasję i namiętność, zdecydowanie nie był trafiony. - Zwłaszcza za tę... No ty chyba już do reszty zdurniałaś!
Mniej więcej w połowie własnej wypowiedzi zorientował się, o co właśnie zapytała jego przyjaciółka. Ta sama, która jeszcze przed chwilą prosiła go o pożyczenie kilku sykli, bo przecież nawet nie miała przy sobie pieniędzy, żeby móc przepuścić je na jakieś kompletnie zbędne świecidełka. I przy okazji ta sama, która najwyraźniej zdążyła już zapomnieć, że Terry nie zgodził się jeszcze na żadną pożyczkę.
Tym razem już bez zbędnego wahania wcisnął sprzedawczyni bransoletkę do ręki, a następnie bezceremonialnie złapał Penny za przegub, by odciągnąć ją tych kilkanaście kroków od stoiska.
- Wisiorek...? Poważnie, w i s i o r e k? - tym razem faktycznie już jęknął, przy okazji bezradnie rozkładając ręce. - Mogło ci umknąć, ale w ostatnim czasie nie miałem na liście rzeczy do zrobienia żadnego włamania do Gringotta i okradzenia kilku skrytek. A gdyby nawet się zdarzyło, to raczej nie po to, żeby wykupować całe stoisko jakichś beznadziejnych błyskotek. To...
Urwał, patrząc na Penny i zdając sobie chyba sprawę z tego, że próba przemówienia jej do rozsądku mogła być mniej więcej tak samo skuteczna jak mogłaby okazać się próba przemówienia do tegoż rozsądku jemu samemu. Szkoda głosu.
- Możesz dostać bransoletkę. T y l k o bransoletkę - oznajmił po krótkiej chwili. - I tylko pod warunkiem, że przestaniesz trzymać jej stronę, jeśli chodzi o cenę.
Wypowiadając kolejne zdanie, wskazał palcem ponad swoim ramieniem, w kierunku sprzedawczyni. Warunek był chyba dość zasadny. Zwłaszcza, że mowa była o wydawaniu jego pieniędzy, z którymi wcale nie miał większej ochoty rozstawać się w tak bezsensowny sposób.