• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Chinatown [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent

[28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
02.03.2024, 22:03  ✶  

Wykorzystać obecność… Nie miała się przecież zaraz rozpłynąć w niebyt, nie planowała też żadnego rychłego powrotu do Egiptu. Póki co nie planowała żadnego wyjazdu z Europy, zupełnie o tym nie myślała, miała tu pracę, miała co robić… I nie wyglądało, by się miało szybko skończyć, to nie tak, że za miesiąc wracała do Afryki i tyle ją widzieli. Natomiast rzeczywiście nie zawsze była na miejscu w Anglii, znaczną część czasu spędzała w Walii na wykopaliskach i był to bardzo intensywny czas. Na zaproszenie jednak odpowiedziała, bo dlaczego by nie? Sama często do Londynu się nie zapuszczała, a jeśli już, to jej wycieczki kończyły się na Magicznych Dzielnicach, zwłaszcza na Pokątnej, ewentualnie na Horyzontalnej. Tam zaopatrywała się w eliksiry potrzebne jej do pracy, w pergaminy, atrament, to tam wpadała do pubu na kremowe piwo (jako, że nie była przesadną fanką alkoholu, w Egipcie w ogóle nie było kultury picia napojów procentowych, dlatego jeśli już, to pijała mało i sporadycznie, głowy nie mając zbyt mocnej) i to tam łaziła do biblioteki. Sama możliwość pospacerowania po niezbyt jej znanych ulicach Londynu, w tak miłym dla oka i duszy towarzystwie, była jak nagroda – a za co? Chyba za nic konkretnego, ale z przyjemnością przystała na zaproszenie. Sama, choć wedle czarodziejskiego, angielskiego świata była określona czarownicą półkrwi, to mugolakami i mugolami wcale się nie otaczała. W pracy w Egipcie bardzo nie lubiła, gdy niemagiczni archeolodzy przyplątywali się na teren odkrywek i psuli im robotę, trzeba się było nimi zajmować jak dziećmi i zabajerować na tyle, żeby dali im spokój, a najlepiej to rzucić zaklecie, by zapomnieli i więcej nie przeszkadzali. Tak właściwie to w większości kontakt utrzymywała z czarodziejami czystej krwi, albo właśnie półkrwi. Znała kilkoro mugolaków, na ognisku w maju rozmawiała też całkiem chętnie z mugolkami, ale… to tyle. Nic do nich nie miała, po prostu jakoś tak wyszło, a kodeks tajności też wszystko weryfikował i nakreślał ramy, wedle których się poruszała.

Nie miała takich rozterek jak Laurent względem swojego ubioru. Po prostu włożyła na siebie leciuteńką, kwiecistą sukienkę do kolan, odsłaniającą jej długie, opalone nogi; w długie włosy wpięła spinkę z kwiatem, zbierając je z jednej strony, usta pociągnęła różową szminką i… choć nie wyróżniała się jakoś przesadnie w ubiorze pomiędzy mugolskimi kobietami, to i tak przyciągała wzrok, dzięki swojemu wzrostowi (bo prawie dorównywała Laurentowi i głównie dlatego nie założyła butów na obcasie, nie chciała być wyższa od niego) oraz zwłaszcza urodzie. Do mugolskiego klubu to mogła użyć na siebie zaklęcia, by zmienić kolor skóry, naciapać szpachlę jasnego pudru na twarz, by w razie rozpłynięcia się zaklęcia, to on na chwilę utrzymał tę maskaradę, nim w łazience zmieni znowu swoją skórę, by nie wzbudzać zbytnich emocji wśród ludzi. Ale tak na ulicy… Ewentualne puszczanie zaklęcia byłoby znacznie bardziej widoczne, tak jak ponowne rzucenie go na siebie, dlatego całkowicie z tego zrezygnowała. No i teraz się za nimi oglądali. Przyjmowała to z zakłopotanym uśmiechem i starała się to ignorować – bo nie była do tego przywykła. Czarodzieje nie zwracali uwagi na kolor skóry, więc choć jakiś tam wzrok przykuwała, to nigdy taki. A w Egipcie była tamtejsza, wiec się nie wyróżniała tak bardzo. Ale tutaj, na ulicach Chinatown…

Wyglądali, jakby urwali się z jakiegoś planu filmowego, a Laurent grał tam bogatego młodzieńca, adorującą przyjezdną, nieśmiałą pannę z dobrego domu.

– Absolutnie nie – odparła z przekonaniem i bez zawahania. Pech pechem, miał zwyczajne nieszczęście, które też mu zresztą przewidziała kilka dni temu, ale jeśli i jej się przy tym coś stanie w jego towarzystwie… to trudno. Widać tak miało być. Dlatego niezbyt poświęcała nad tym myśli, właściwie to w ogóle, bo nawet nie przyszło jej to do głowy. – prawdę mówiąc, to nawet o tym nie pomyślałam – wypowiedziała na głos te słowa, które chwile wcześniej zakołatały jej w głowie i wygięła usta do góry. – Jeśli pięć razy źle skręciliśmy i się zgubiliśmy, no to trudno. Najwyżej się gdzieś schowamy, poszukamy gdzie jest północ… Iii gdzieś się dostaniemy. A może przy okazji zobaczymy coś ładnego? – zasugerowała, rozglądając się zresztą po okolicy, po której właśnie sobie spacerowali powoli i rozmawiali o rzeczach mniej czy bardziej ważnych. Kobieta chłonęła te nowe bodźce, pierwszy raz widząc to miejsce. Sama nie była wielką fanką miast, wolała bardziej dzikie tereny. – Lubię. Od dziecka trochę rysuję i maluję. Nie są to żadne dzieła, które by się nadawały na wystawę, ale tak wiesz… Hobbystycznie, dla odprężenia – i raczej nie mogłaby tego robić zawodowo. Czasami w ten sposób na papierze utrwalała obrazy ze snów, zwłaszcza tych, które w jakiś sposób ją tknęły. Miały znaczenie. O czymś mówiły, albo gdzie sploty magii pokazywały jej jakieś znaki… symbole. – Ładny był, ten budynek w sensie. Ale jakoś nie zwróciłam uwagi, że to muzeum – chyba miała zbyt małe obycie z Angielską kulturą po prostu.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (3183), Laurent Prewett (3678)




Wiadomości w tym wątku
[28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 01.03.2024, 20:17
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 02.03.2024, 22:03
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 03.03.2024, 21:08
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 04.03.2024, 22:13
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 05.03.2024, 19:30
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 08.03.2024, 00:49
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 08.03.2024, 14:38
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 10.03.2024, 23:16
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 12.03.2024, 01:34
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 14.03.2024, 09:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa