W przypadku Ger jakiekolwiek towarzystwo było zwycięstwem, tak to musiałaby przetrwać sama te kilka godzin, a nie znosiła takich miejsc. Czuła się tu trochę, jak intruz. Nie pasujący zupełnie do wszystkich wokół. Pojawiała się tu jednak, bo taki był jej obowiązek. Była to winna rodzicom, szczególnie, że nie wtrącali się zbytnio w jej życie, a mogli.
- Tak, wspaniały wybór, nie sądzisz? - Poprawiła rękaw koszuli, który jej się podwinął. Nie znosiła tego stroju, wszystko ją kuło, nie miała pojęcia ile jeszcze wytrzyma. Najchętniej by to wszystko z siebie zrzuciła w tym momencie. Uśmiechnęła się na samą myśl, takiego przedstawienia to towarzystwo pewnie jeszcze nie widziało. No, ale nie zamierzała oczywiście tego zrobić, miała w sobie odrobinę ogłady.
- Och, skoro tak mówisz. - Akurat Erikowi ufała, wiedziała, że ma rację. Rozejrzała się po ludziach, ale trudno jej było przypisać nazwiska do twarzy, miała wrażenie, że zna coraz mniej osób.
- Na to wygląda, ale razem jakoś to przetrwamy. - Wsunęła rękę Longbottomowi pod ramię. Erik był jednym z nielicznych mężczyzn, który był od niej wyższy, dodawało jej to pewności siebie. Razem nie rzucali się tak bardzo w oczy, nikt nie zwracał uwagi na to, że jej wzrost odbiega od normy. - Znasz mnie na tyle, że powinieneś wiedzieć, czego się po mnie spodziewać. Oczywiście, że nie wiem, co to za sztuka. Ojciec wysłał mi bilet, to jestem. Liczyłam na darmowy alkohol, i nic więcej. - Nie sądziła, że ta sztuka ją porwie, bo raczej średnio przepadała za taką formą rozrywki, chociaż może będą faceci w rajstopach... wtedy by się jej podobało, to była ostatnia nadzieja na dobrą zabawę.
- To nie jest mój sezon urlopowy, zazwyczaj wypoczywam zimą. - Latem miała zawsze dużo roboty, dni były też dłuższe i mogła więcej czasu poświęcić na polowania. - Coś czuję, że najprędzej w listopadzie uda mi się stąd wyrwać, chociaż na chwilę. Mam strasznie dużo pracy, przez to się dzieje ludzie coraz częściej korzystają z moich usług, każdy chce mieć pełne spiżarnie, wcale mnie to nie dziwi. - Dawno nie miała tylu zleceń. Wzbogacać się na strachu... nie było to może do końca moralne, ale korzystała z okazji, głupi by nie wykorzystał.
- A Ty zaliczyłeś chociaż krótki urlop? Wy pewnie też macie ręce pełne roboty. - Zdawała sobie sprawę, że pracownicy ministerstwa również mieli dużo pracy. W końcu co chwilę dochodziły słuchy o jakichś mugolakach zaatakowanych przez popleczników Voldemorta.