02.03.2024, 23:57 ✶
Liczył się z tym, że Oddech Bazyliszka może nie być najprzyjemniejszym doświadczeniem dla nieprawionego w alkoholowych wyprawach młodzieńca, ale, na Merlina, nie miał pojęcia, że skończy się odruchem wymiotnym.
— O nie, nie nie, Desmondzie, tylko nie na dywan... — jęknął przerażony, szukając w zasięgu swojego wzroku czegoś, co mogłoby mu pomóc. Kazać chłopakowi wypić wodę z wazonu i podstawić ozdobną misę? Co się robiło w takich sytuacjach? Zaklęcie? Tak, było zaklęcie, ale jedyna inkantacja, jaka teraz przychodziła Blackowi do głowy to silencio, a to wcale nie rozwiązałoby problemu.
Wtedy też zjawił się Elliott i Perseus na moment wstrzymał oddech - tak jak za każdym razem, gdy Malfoy pojawiał się w zasięgu jego wzroku. Z wdzięcznością okraszoną pewną dozą czci, obserwował, jak przyjaciel błyskawicznie radzi sobie z kryzysem.
Miał ten sam eliksir w kieszeni, ale o nim zapomniał...
— Tak... Umm... Cóż... Lepiej będzie, jeśli usiądziesz — odkaszlnął teatralnie, po czym z nie mniejszą dozą dramatyzmu podsunął Elliottowi krzesło; laska, którą w międzyczasie oparł o stół nadawała tej sytuacji jeszcze większej groteski. — Mam nadzieję, że to, co teraz powiem pozostanie tajemnicą. Przynajmniej dopóki nie ogłosimy tego oficjalnie...
Mówiąc to patrzył przede wszystkim na Desmonda; dyskrecji swojego przyjaciela był bardziej niż pewien, nawet jeśli temat, który zamierzał poruszyć był nieco drażliwy, ze względu na... niedawne wydarzenia. Wyglądało na to, że pisana jest mu łatka skandalisty.
— Elliotcie, pamiętasz kobietę, z którą byłem na Beltane? Pannę Rookwood — zaczął ostrożnie, wyraźnie akcentując słowo panna; Vespera przecież nie była panną, lecz podwójną wdową. Nie miało to jednak znaczenia w dalszej części tej historii, toteż wyprostował się i powiódł wzrokiem po twarzach swych kompanów, tym razem skupiając się przede wszystkim na sylwetce Elliotta; od jego reakcji miało zależeć wszystko, co wydarzy się dalej — Zaczęliśmy się spotykać na początku kwietnia...
Urwał, pozbawiony wcześniejszego animuszu, jakby czekał na słowa dezaprobaty. W końcu sprowadził tę kobietę do swojego mieszkania ledwo po tym, jak wyprowadziła się z niego Eunice. Był świadom tego, w jakim stawia go świetle, jakie okropieństwa ludzie zaczną wygadywać za jego plecami - "Perseus Black nie umie być sam!". Ale przecież on był sam; był sam, chociaż nosił obrączkę ciążącą mu na palcu, był sam, choć dzielił mieszkanie z żoną. Osobne sypialnie, osobne życia, osobne sekrety; a on tak bardzo tęsknił za bliskością drugiego człowieka. Nie tą fizyczną, niekiedy machinalną niemalże, lecz tą, która następowała później - te szczere rozmowy, splecione dłonie i czułe pocałunki, zanim świt wyrwał ich ze swoich objęć.
Vespera powiedziała mu, że go kocha. Od byłej żony nigdy nie usłyszał nawet, że go lubi.
— ...i najpóźniej w sierpniu musimy wziąć ślub, zanim stanie się tematem salonowych plotek — przełknął ślinę, choć to wcale nie poluzowało niewidzialnej ręki, jaka zacisnęła się na jego gardle — Vespera jest w ciąży i zgodziła się za mnie wyjść.
Kiedy to mówił, przez jego twarz przewinęła się cała paleta emocji; radość mieszała się ze smutkiem, odwaga i lęk walczyły o dominację. Były to uczucia tak silne i sprzeczne, że Perseus miał wrażenie, jakby rozrywały go od środka. Nie mogąc znieść wewnętrznego napięcia, polał każdemu z nich jeszcze jeden kieliszek; dłonie mu przy tym drżały i odrobina bezcennego (choć niedrogiego) trunku wylała się na obrus. Zaraz też przypomniał sobie sytuację, jak przed kilkoma dniami przypadkiem teleportował się na stół jadalny Elliotta, zalał go zupą i zażenowany wybiegł z mieszkania. Zakrył więc usta dłońmi, próbując stłumić histeryczny śmiech - naturalną, choć nieco abstrakcyjną reakcję, gdy Perseus był czymś przytłoczony.
— O nie, nie nie, Desmondzie, tylko nie na dywan... — jęknął przerażony, szukając w zasięgu swojego wzroku czegoś, co mogłoby mu pomóc. Kazać chłopakowi wypić wodę z wazonu i podstawić ozdobną misę? Co się robiło w takich sytuacjach? Zaklęcie? Tak, było zaklęcie, ale jedyna inkantacja, jaka teraz przychodziła Blackowi do głowy to silencio, a to wcale nie rozwiązałoby problemu.
Wtedy też zjawił się Elliott i Perseus na moment wstrzymał oddech - tak jak za każdym razem, gdy Malfoy pojawiał się w zasięgu jego wzroku. Z wdzięcznością okraszoną pewną dozą czci, obserwował, jak przyjaciel błyskawicznie radzi sobie z kryzysem.
Miał ten sam eliksir w kieszeni, ale o nim zapomniał...
— Tak... Umm... Cóż... Lepiej będzie, jeśli usiądziesz — odkaszlnął teatralnie, po czym z nie mniejszą dozą dramatyzmu podsunął Elliottowi krzesło; laska, którą w międzyczasie oparł o stół nadawała tej sytuacji jeszcze większej groteski. — Mam nadzieję, że to, co teraz powiem pozostanie tajemnicą. Przynajmniej dopóki nie ogłosimy tego oficjalnie...
Mówiąc to patrzył przede wszystkim na Desmonda; dyskrecji swojego przyjaciela był bardziej niż pewien, nawet jeśli temat, który zamierzał poruszyć był nieco drażliwy, ze względu na... niedawne wydarzenia. Wyglądało na to, że pisana jest mu łatka skandalisty.
— Elliotcie, pamiętasz kobietę, z którą byłem na Beltane? Pannę Rookwood — zaczął ostrożnie, wyraźnie akcentując słowo panna; Vespera przecież nie była panną, lecz podwójną wdową. Nie miało to jednak znaczenia w dalszej części tej historii, toteż wyprostował się i powiódł wzrokiem po twarzach swych kompanów, tym razem skupiając się przede wszystkim na sylwetce Elliotta; od jego reakcji miało zależeć wszystko, co wydarzy się dalej — Zaczęliśmy się spotykać na początku kwietnia...
Urwał, pozbawiony wcześniejszego animuszu, jakby czekał na słowa dezaprobaty. W końcu sprowadził tę kobietę do swojego mieszkania ledwo po tym, jak wyprowadziła się z niego Eunice. Był świadom tego, w jakim stawia go świetle, jakie okropieństwa ludzie zaczną wygadywać za jego plecami - "Perseus Black nie umie być sam!". Ale przecież on był sam; był sam, chociaż nosił obrączkę ciążącą mu na palcu, był sam, choć dzielił mieszkanie z żoną. Osobne sypialnie, osobne życia, osobne sekrety; a on tak bardzo tęsknił za bliskością drugiego człowieka. Nie tą fizyczną, niekiedy machinalną niemalże, lecz tą, która następowała później - te szczere rozmowy, splecione dłonie i czułe pocałunki, zanim świt wyrwał ich ze swoich objęć.
Vespera powiedziała mu, że go kocha. Od byłej żony nigdy nie usłyszał nawet, że go lubi.
— ...i najpóźniej w sierpniu musimy wziąć ślub, zanim stanie się tematem salonowych plotek — przełknął ślinę, choć to wcale nie poluzowało niewidzialnej ręki, jaka zacisnęła się na jego gardle — Vespera jest w ciąży i zgodziła się za mnie wyjść.
Kiedy to mówił, przez jego twarz przewinęła się cała paleta emocji; radość mieszała się ze smutkiem, odwaga i lęk walczyły o dominację. Były to uczucia tak silne i sprzeczne, że Perseus miał wrażenie, jakby rozrywały go od środka. Nie mogąc znieść wewnętrznego napięcia, polał każdemu z nich jeszcze jeden kieliszek; dłonie mu przy tym drżały i odrobina bezcennego (choć niedrogiego) trunku wylała się na obrus. Zaraz też przypomniał sobie sytuację, jak przed kilkoma dniami przypadkiem teleportował się na stół jadalny Elliotta, zalał go zupą i zażenowany wybiegł z mieszkania. Zakrył więc usta dłońmi, próbując stłumić histeryczny śmiech - naturalną, choć nieco abstrakcyjną reakcję, gdy Perseus był czymś przytłoczony.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory