Radosna niewiedza ludzkości pozwalała na takie spotkania. Pierwszą zasadą było to, aby nie trzymać się podejrzanie zbyt daleko. Kiedy tworzy się nad wyraz sztywną linię ułudy, gdzie nie pozwala na zupełnie żadne gesty, żadnych świadków bliskości, spędzanie wielu godzin w czyimś mieszkaniu jest dziwaczne. Gdy nie dotykasz, gdy uciekasz wzrokiem, ignorujesz, jeszcze wyraźniej maluje się pulsujące pożądanie. W czterech ścianach nie miało to takiego znaczenia, stąd mogła nastąpić ta mała sztuka teatralna.
Smutną prawdą jest, że nie wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Czasem podejmujemy złe decyzje i jesteśmy zmuszeni żyć z nimi przez resztę naszego życia. I każdy wie, że powinien żyć ze swoją. Ale mimo to, w najbardziej samotne noce, patrząc w górę na nieboskłon, Morpheus zatrzymywał się, uśmiechając się, bo choć podążał różnymi ścieżkami, wbrew wszelkim przeciwnościom, ich gwiazdy się przecięły. I to zawsze, na zawsze będzie dość. Przynajmniej dla niego.
— Bezczelny — zaśmiał się cicho Morpheus, niemal złowrogo, gryząc Neila w szyję, jakby był wampirem. Nie rozciął alabastrowej skóry zębami, ale było blisko. Jak ostrzeżenie, aby go nie podpuszczać. Zostawił ślad w dość widocznym miejscu, które odznaczy się zapewne półksiężycem sińca. Nie dość mocny, by ktokolwiek mógł rozpoznać, czyja to szczęka, ale wystawał ponad linię kołnierzyka koszuli.
Pośpieszna miłość. którą uprawiali, znacząco różniła się od tego, co pokazał mu w domku ogrodnika. Pośpieszne pozbywanie się ubrań, nawet nie do końca, złoty łańcuszek z klepsydrą obijał się o skórę kochanków, pragnienie uwolnienia od napięcia, spełnienie najbardziej prymitywnych potrzeb w gwałtowny sposób. Znacznie mniej troski, dużo więcej uścisku, częściej zęby zahaczały o miękką skórę, a w pewnym momencie rzeczywiście dłoń Longbottoma wylądowała na ustach wilkołaka, zaduszając wszelkie dźwięki. Wieczór wirowała dookoła nich, miłość durna, miłość zła, miała nad nimi władzę. Nie było czasu, ale ten minął, zbyt szybko. Nie chciał zadawać mu bólu, więc znalazł dla nich inny sposób na spełnienie.
Stał, oparty czołem o obojczyk Neila, oddychając bardzo szybko od ekstazy spełnienia. Przyszpilił go do kuchennej ściany swoim ciężarem, teraz już nie zostało nic z siły, z jaką to zrobił. Zdjął swoją rękę z twarzy kochanka i oparł swobodnie na jego ramieniu, drugą, ze śladami ich przyjemności, odsuwając od ich obojga. Musiał umyć ręce, ale najpierw złapać oddech. Zdecydowanie musiał popracować nad kondycją.