Chester do ogrodu wyszedł już w pełni ubrany - narzucony na piżamę szlafrok zastąpił białą koszulą z długim rękawem i czarnymi eleganckimi spodniami, których nogawki zachodziły nieznacznie na noszone przez niego czarne buty. Przystający do posiadłości ogród wprost uwielbiała jego żona i zawsze kazała go odpowiednio pielęgnować, przynajmniej do czasu, kiedy była w stanie wydawać polecenia skrzatom. Przez długi czas Chester starał się robić to za nią. Z czasem to stało się jednym z jego przyzwyczajeń. Nawet, jeśli jego żona odeszła z tego świata przed laty, to nadal ten ogród oraz cała ta posiadłość powinny prezentować się odpowiednio. Skrzaty domowe miały za zadanie pielęgnować rośliny, usuwać chwasty i wszelkie szkodniki, w tym lubujące się w warzywach gnomy. Jak cię widzą, tak cię piszą dotyczyło także tego typu.
Stając w ogrodzie sam spojrzał w zasnute gęstymi chmurami niebo, podchodząc z dozą obojętności przebijających się przez nie promieni słonecznych. Dostrzegając swojego syna zmarszczył brwi. W pamięci miał rozmowę z jego żoną, której przebieg miał pozostać wyłącznie między nim a synową. Starał się przekonać Imogen co do tego, że Augustus nie dopuszcza się zdrad w czasie, kiedy ona nosi pod sercem jego dziecko. Jeśli okaże się, że jest inaczej i ma kochankę to sam zostanie postawiony w niekorzystnym świetle, bo niejako za niego poręczył i to będzie mieć swoje konsekwencje zarówno dla niego i Augustusa. Oczywiście, ich wyciągnięcie będzie musiał przemyśleć przez wzgląd na to, że to mogłoby się negatywnie odbić na Imogen i nienarodzonemu jeszcze dziecku.
— W żadnym wypadku, synu. — Zapewnił swojego drugiego syna. — Przeszkodziłem ci w ćwiczeniach? — Przyglądał mu się aż nazbyt wnikliwie, jakby chciał zapytać go o to, czy jest coś, co chce mu powiedzieć.