Obaj niewymowni. Rozumieli się najwyraźniej lepiej w milczeniu niżeli w słowach. Lecz ograniczeni wiedzą, współpracując z inną osobą. Nie mogli za wiele między sobą zdradzać. Nie wiedząc najpewniej, że ta trzecia osoba, wie o nich tak samo, jak oni o nim. To dyskretne omijanie tematów, szczegółów. Ale też wyrozumiałość. Wzajemny szacunek. Pokazywało, budowanie zaufania. Jeden ostrzegał drugiego. Jeden wspierał drugiego. Wzajemna pomoc i akceptacja.
Kolację dokończyli na tyle, ile sami zdołali zjeść. Dalej pozostawały już herbaty w kubkach. Siedzieli w milczeniu, mogąc wpatrywać się w płomienie świecy, w siebie, lub inne przedmioty otoczenia. A także i w stronę okna.
Kiedy Rodolphus oznajmił, że zajmie się sprzątnięciem talerzy po kolacji, Nicholas nie zabraniał mu tego. W końcu pozwolił koledze zamieszkać tutaj tak długo, jak chciał. Mogli się nawet podzielić obowiązkami.
Nicholas postanowił zająć się stopniowym opróżnianiem kubka z herbatą, kiedy Lestrange, zajął się rzucaniem carów wymuszenia naczyń do umycia się. Następnie wrócił na swoje miejsce i znów w milczeniu mogli siedzieć, wpatrywać się w siebie. Te stalowe, nietypowe oczy, przykuwały Nicholasa uwagę. Spuścił wzrok, kiedy zobaczył że Rodolphus rozpiął dwa guziki od koszuli. Nic dziwnego, skoro było tutaj ciepło, a on wrócił niedawno z jednego spotkania. Trawers miał także koszulę, rozpiętą już wcześniej pod szyją. Albo nie zapiał się tak wysoko.
W pewnym momencie tej ciszy, odstawiając kubek na blat stołu. Travers wstał, obszedł stół i stanął za krzesłem, na którym siedział Lestrange. Swoje dłonie, położył na jego barkach i zaczął masować. Jakby chciał go w ten sposób rozluźnić, po tym intensywnym zadaniu, przed jakim postawił go Robert.