03.03.2024, 03:00 ✶
Rozmawiam z Brenną. Klasycznie obgadujemy Sebastiana. Patrzę na Florence i zastanawiam się, co ją łączy z człowiekiem, z którym tańczy. Zamawiam zwykły alkohol i zbieram się do szukania McMillana.
Patrick zamrugał, zastanawiając się, czy źle ocenił dyrektora szkoły i ten – gdyby miał się tutaj pojawić – rzeczywiście przyłączyłby się do konkursu tanecznego na parkiecie. Albus Dumbledore sprawiał wrażenie nieco wyzwolonego, ale żeby aż tak?
- Nie mogłaś ukryć… - zaczął i urwał. Wpatrywał się w Brennę intensywnie. Nie mogła ukryć imprezy na siódmym roku, bo jeszcze nie była na siódmym roku. Oczywiście, niedługo na nim będzie, ale wtedy on, Patrick Steward, ukończy już Hogwart. Nadal nie był pewien, co powinien dalej zrobić ze swoim życiem. Dziadek widział go u boku wujka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, babcia wolałaby, żeby skupił się na rysowaniu i pracy w Gabinecie Luster, wujek sugerował najpierw Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a on sam jeszcze nie był do końca przekonany, w którą stronę skierować kroki. Tak naprawdę, lubił obserwować i ingerować dopiero wtedy, gdy wymagała tego sytuacja. Czy było jakieś miejsce, w którym potrzebne były akurat takie kwalifikacje?
Znowu zamrugał. Wsłuchiwał się w krótką wymianę zdań między Brenną Longbottom a barmanem. Och, więc to kwestia drinka? Skupił na dłużej uwagę na pustym szkle. I rzeczywiście, jakby przejaśniało mu się w głowie…
Pokręcił głową, osobliwie rozbawiony świadomością rozważań, które chodziły mu tylko co po głowie. Ale czy był zły? Niespecjalnie. O ile śpiewanie na scenie – z perspektywy kogoś, kto wolał unikać zainteresowania, było niepokojące; o tyle chwilowe zamroczenie… cóż, wychodziło na to, że po prostu lubił regularnie odgrywać króla dramatu. Na Ostarze skręcił kostkę, na Beltane opił się amortencji a na potańcówce pomieszało mu się na chwilę w głowie. Taki to już jego… urok.
Przez kilka sekund patrzył na tańczącą Florence, odruchowo zakładając, że sam powinien być jej partnerem do tańca.
- On cię lubi. Naprawdę. Po prostu musi swoje… -wzruszył ramionami, żeby znowu nie powiedzieć czegoś o marudzeniu. Wszystko co mówiła Brenna rzeczywiście brzmiało jak wyciągnięte żywcem z ust McMillana i Patrick uśmiechnął się szerzej, niemal widząc minę, którą musiał mieć, kiedy je wypowiadał.
Westchnął, zdając sobie sprawę z tego, że czegokolwiek nie powiedziałby o Sebastianie, jego towarzyszka wszystko to wiedziała. Tak, był zrzędliwy i czasem trudny w kontaktach. Tak, pozostawał przy tym wysoko wykwalifikowanym egzorcystą, który potrafił sobie poradzić nawet z bardzo trudnymi przypadkami. Tak, warto było popukać w jego skorupę, bo pozostawał przy tym naprawdę fascynującym stworzeniem, nawet jeśli sam nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Wracając do komplementów. Chyba jeszcze nie pochwaliłem cię za zorganizowanie tej potańcówki, co? Jest wspaniała. Widzę, że ludzie świetnie się bawią – zmienił temat, a potem posłał dłuższe, trochę zamyślone spojrzenie kelnerowi i zamówił u niego jeszcze dwa napoje alkoholowe (nic nadzwyczajnego, chociaż korciło go zapytanie czy w menu było może wino mszalne). – Pójdę poszukać Sebastiana. – Zanim mi ucieknie. – Może mi się uda przekupić go całkiem zwykłym alkoholem.
Patrick zamrugał, zastanawiając się, czy źle ocenił dyrektora szkoły i ten – gdyby miał się tutaj pojawić – rzeczywiście przyłączyłby się do konkursu tanecznego na parkiecie. Albus Dumbledore sprawiał wrażenie nieco wyzwolonego, ale żeby aż tak?
- Nie mogłaś ukryć… - zaczął i urwał. Wpatrywał się w Brennę intensywnie. Nie mogła ukryć imprezy na siódmym roku, bo jeszcze nie była na siódmym roku. Oczywiście, niedługo na nim będzie, ale wtedy on, Patrick Steward, ukończy już Hogwart. Nadal nie był pewien, co powinien dalej zrobić ze swoim życiem. Dziadek widział go u boku wujka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, babcia wolałaby, żeby skupił się na rysowaniu i pracy w Gabinecie Luster, wujek sugerował najpierw Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a on sam jeszcze nie był do końca przekonany, w którą stronę skierować kroki. Tak naprawdę, lubił obserwować i ingerować dopiero wtedy, gdy wymagała tego sytuacja. Czy było jakieś miejsce, w którym potrzebne były akurat takie kwalifikacje?
Znowu zamrugał. Wsłuchiwał się w krótką wymianę zdań między Brenną Longbottom a barmanem. Och, więc to kwestia drinka? Skupił na dłużej uwagę na pustym szkle. I rzeczywiście, jakby przejaśniało mu się w głowie…
Pokręcił głową, osobliwie rozbawiony świadomością rozważań, które chodziły mu tylko co po głowie. Ale czy był zły? Niespecjalnie. O ile śpiewanie na scenie – z perspektywy kogoś, kto wolał unikać zainteresowania, było niepokojące; o tyle chwilowe zamroczenie… cóż, wychodziło na to, że po prostu lubił regularnie odgrywać króla dramatu. Na Ostarze skręcił kostkę, na Beltane opił się amortencji a na potańcówce pomieszało mu się na chwilę w głowie. Taki to już jego… urok.
Przez kilka sekund patrzył na tańczącą Florence, odruchowo zakładając, że sam powinien być jej partnerem do tańca.
- On cię lubi. Naprawdę. Po prostu musi swoje… -wzruszył ramionami, żeby znowu nie powiedzieć czegoś o marudzeniu. Wszystko co mówiła Brenna rzeczywiście brzmiało jak wyciągnięte żywcem z ust McMillana i Patrick uśmiechnął się szerzej, niemal widząc minę, którą musiał mieć, kiedy je wypowiadał.
Westchnął, zdając sobie sprawę z tego, że czegokolwiek nie powiedziałby o Sebastianie, jego towarzyszka wszystko to wiedziała. Tak, był zrzędliwy i czasem trudny w kontaktach. Tak, pozostawał przy tym wysoko wykwalifikowanym egzorcystą, który potrafił sobie poradzić nawet z bardzo trudnymi przypadkami. Tak, warto było popukać w jego skorupę, bo pozostawał przy tym naprawdę fascynującym stworzeniem, nawet jeśli sam nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Wracając do komplementów. Chyba jeszcze nie pochwaliłem cię za zorganizowanie tej potańcówki, co? Jest wspaniała. Widzę, że ludzie świetnie się bawią – zmienił temat, a potem posłał dłuższe, trochę zamyślone spojrzenie kelnerowi i zamówił u niego jeszcze dwa napoje alkoholowe (nic nadzwyczajnego, chociaż korciło go zapytanie czy w menu było może wino mszalne). – Pójdę poszukać Sebastiana. – Zanim mi ucieknie. – Może mi się uda przekupić go całkiem zwykłym alkoholem.