03.03.2024, 09:56 ✶
Właśnie przez to, że rzadko mu się to zdarzało, Rodolphus pozostawał czujny. Przesunął go, sięgnął po różdżkę. Nie miał pojęcia, co Travers tam robił, ale wyglądał, jakby się spieszył. Być może przed kimś uciekał? To mu wystarczyło do tego, by założyć, że coś jest nie tak. Zapewnienia Nicholasa że jest w porządku i nic się nie dzieje, miał w tej chwili za nic. Bo przecież to był naturalny odruch: uciekać przed czymś, o czym nie chciało się mówić, i powiedzieć że jest okej, gdy wpadło się na kogoś, kto na tej sytuacji przyłapał. Gdy ten jednak dotknął jego przedramienia i powtórzył, że jest w porządku, Lestrange rzucił mu dziwne spojrzenie. Ostrożnie opuścił rękę.
- Słowo daję... - mruknął, kręcąc głową. Całe to zamieszanie o rodzinę? Wiedział co prawda, że Nicholas za nimi nie przepadał, ale żeby aż tak? Nie miał pojęcia kto był jego wujem ani jakie mieli stosunki, ale pamiętał co Nick mówił o swojej babce. Lestrange westchnął, przeniósł ciężar na jedną nogę i wcisnął ręce do kieszeni. Skoro mówił po raz kolejny, że jest dobrze, to w porządku - niech mu będzie.
To, co zrobił Rodolphus, było zupełnie odruchowe i nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie poświęcił temu większej uwagi, zwłaszcza że Nick zmienił temat. Kiwnął głową potwierdzająco. To było dziwne pytanie, bo przecież skoro tu był, to było oczywiste, że skończył pracę. Chociaż w sumie to i nie do końca, bo przecież Lestrange miał w zwyczaju szlajać się po Londynie i poza nim, gdy tylko pewne osoby tego sobie zażyczyły. Ale teraz był wolny, szedł do mieszkania i miał zamiar po prostu odpocząć. A na pewno nie planował niemal zderzać się z kimkolwiek. Był akurat po spotkaniu z Cynthią, musiał wysłać sowę do Roberta z kilkoma informacjami. Ale to mogło poczekać, przecież Mulciber nie musiał wiedzieć, że Rodolphus był na każde jego zawołanie i robił wszystko od razu. Chociaż... być może to już wiedział. Pewnie tak.
- Tak - odpowiedział, lustrując go wzrokiem. Zastanawiał się, co on by zrobił, gdyby na ulicy dostrzegł kogoś ze swojej rodziny. Przed bratem by nie uciekał, przed ojcem i matką... Być może? Unikał ich jak ognia, zbywał listownie, mówił że jest zapracowany. Wierzyli mu, bo to była prawda. Odkąd rozpoczął pracę w Departamencie Tajemnic, praktycznie nie bywał w rodzinnym domu czy w posiadłości Lestrange'ów. Od zawsze ich unikał - nawet tych, którzy pracowali w Ministerstwie. Teraz być może odrobinę się to nasiliło. - Ty, z tego co widzę, też.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Travers zmieniał temat. Nie drążył, bo akurat w tym przypadku szanował granice. I tak Nicholas mówił mu więcej, niż inni i niż sam by podejrzewał, że kiedykolwiek powie. Nie wiedział jednak o chorym sercu. Być może gdyby wiedział, to nie wziąłby jego reakcji tak poważnie, jak przed chwilą. Kusiło rzucić jakimś sarkastycznym komentarzem, ale się powstrzymał. Nikomu to nie było potrzebne: ani Nickowi, ani jemu. Przeczesał więc włosy i westchnął.
- Chodź, nie będziemy przecież stać na ulicy - w zasadzie mógłby jeszcze skoczyć do sklepu po kilka rzeczy, ale to zrobi jutro. Odechciało mu się. Nie to, żeby wcześniej mu się chciało, bo nienawidził robić zakupów, nawet jeżeli tyczyło się to książek, prasy czy uzupełnienia pergaminów i piór. Jeśli o to chodziło, to odkładał to w czasie jak tylko mógł. Z reguły zabierał się od razu do wszystkiego, ale... Nie był idealny. Nikt nie był. - Planowałem zajść do siebie zabrać rzeczy, będziemy przechodzić obok.
W sumie to nie planował, ale nie zaszkodzi to zrobić. Wizytę w swoim mieszkaniu też odwlekał. Były takie sytuacje, w których zachowywał się jeszcze gorzej, niż zwykle.
- Słowo daję... - mruknął, kręcąc głową. Całe to zamieszanie o rodzinę? Wiedział co prawda, że Nicholas za nimi nie przepadał, ale żeby aż tak? Nie miał pojęcia kto był jego wujem ani jakie mieli stosunki, ale pamiętał co Nick mówił o swojej babce. Lestrange westchnął, przeniósł ciężar na jedną nogę i wcisnął ręce do kieszeni. Skoro mówił po raz kolejny, że jest dobrze, to w porządku - niech mu będzie.
To, co zrobił Rodolphus, było zupełnie odruchowe i nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie poświęcił temu większej uwagi, zwłaszcza że Nick zmienił temat. Kiwnął głową potwierdzająco. To było dziwne pytanie, bo przecież skoro tu był, to było oczywiste, że skończył pracę. Chociaż w sumie to i nie do końca, bo przecież Lestrange miał w zwyczaju szlajać się po Londynie i poza nim, gdy tylko pewne osoby tego sobie zażyczyły. Ale teraz był wolny, szedł do mieszkania i miał zamiar po prostu odpocząć. A na pewno nie planował niemal zderzać się z kimkolwiek. Był akurat po spotkaniu z Cynthią, musiał wysłać sowę do Roberta z kilkoma informacjami. Ale to mogło poczekać, przecież Mulciber nie musiał wiedzieć, że Rodolphus był na każde jego zawołanie i robił wszystko od razu. Chociaż... być może to już wiedział. Pewnie tak.
- Tak - odpowiedział, lustrując go wzrokiem. Zastanawiał się, co on by zrobił, gdyby na ulicy dostrzegł kogoś ze swojej rodziny. Przed bratem by nie uciekał, przed ojcem i matką... Być może? Unikał ich jak ognia, zbywał listownie, mówił że jest zapracowany. Wierzyli mu, bo to była prawda. Odkąd rozpoczął pracę w Departamencie Tajemnic, praktycznie nie bywał w rodzinnym domu czy w posiadłości Lestrange'ów. Od zawsze ich unikał - nawet tych, którzy pracowali w Ministerstwie. Teraz być może odrobinę się to nasiliło. - Ty, z tego co widzę, też.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Travers zmieniał temat. Nie drążył, bo akurat w tym przypadku szanował granice. I tak Nicholas mówił mu więcej, niż inni i niż sam by podejrzewał, że kiedykolwiek powie. Nie wiedział jednak o chorym sercu. Być może gdyby wiedział, to nie wziąłby jego reakcji tak poważnie, jak przed chwilą. Kusiło rzucić jakimś sarkastycznym komentarzem, ale się powstrzymał. Nikomu to nie było potrzebne: ani Nickowi, ani jemu. Przeczesał więc włosy i westchnął.
- Chodź, nie będziemy przecież stać na ulicy - w zasadzie mógłby jeszcze skoczyć do sklepu po kilka rzeczy, ale to zrobi jutro. Odechciało mu się. Nie to, żeby wcześniej mu się chciało, bo nienawidził robić zakupów, nawet jeżeli tyczyło się to książek, prasy czy uzupełnienia pergaminów i piór. Jeśli o to chodziło, to odkładał to w czasie jak tylko mógł. Z reguły zabierał się od razu do wszystkiego, ale... Nie był idealny. Nikt nie był. - Planowałem zajść do siebie zabrać rzeczy, będziemy przechodzić obok.
W sumie to nie planował, ale nie zaszkodzi to zrobić. Wizytę w swoim mieszkaniu też odwlekał. Były takie sytuacje, w których zachowywał się jeszcze gorzej, niż zwykle.