Jeśli mówić o akcentach, podobnie było u Richarda, kiedy przez ponad dwadzieścia lat mieszkał w Norwegii. Musiał nauczyć się ich języka, aby przetrwać w tamtych rejonach Skandynawii. To także zwracał na siebie uwagę, angielskim akcentem. Nie pozbywał się go. Nie chciał dosłownie odcinać się od swoich rodzinnych korzeni. Ale też dawał innym znać, że mimo iż nie jest tutejszy, to jednak szanował ich tradycję, język i kulturę.
Od samego przepraszania go nieco mdliło, ale musiał dobrze grać, aby nie wypaść na upierdliwego sprzedawcę. Od tego zależał sukces ich biznesu handlowego. Więc dobrze, że kobieta ciągle zapewniała, że nic się nie stało. Zostawił już ten temat z uśmiechem wdzięczności i przeszedł do zapisywania ustaleń, jak i zapytania o kolejne zamówienia.
Świec, na razie nie potrzebowała. Ale miała co prawda pytanie o dostarczanie paczek co miesiąc. O ile będzie płaciła z góry, to będzie je dostawać. Tylko będzie musiał to z bratem przegadać. Bo może widział to inaczej, niż Richard? Teoretycznie, problemu nie widział. Ale od praktycznej strony, nie chciał za brata i jego córkę decydować. Jeszcze jemu się oberwie, że przyjął zamówienie na chorą ilość, której oni we dwoje nie wyrobią. A on sam kompletnie nie znał się na tworzeniu świec. Czy to może czas, aby się tego nauczyć? Czy on miałby do tego cierpliwość?
- Myślę, że byłaby możliwość, umówić się na comiesięczne dostarczanie paczki. Chociaż, jeżeli chodzi o opłacenie, to byłbym skłonny zrobić to na zasadzie pośrednika od naszej strony. Dostarczamy osobiście towar, Pani płaci. Jest także opcja, że przeliczymy ustaloną ilość towaru na świece do przodu, przypuśćmy, na trzy miesiące, czyli kwartał i Pani zapłaci nam z góry. A wtedy będziemy przez ten ustalony w umowie okres, dostarczać w terminie zamówienie. Przedstawię ten temat bratu i jeżeli Pani wyrazi zgodę, przygotujemy umowę.Przedstawił jej propozycje, analizując rozwiązanie z opłacaniem towaru, najlepiej z góry. Żadna ze stron nie będzie stratna. A umowa ich wiążąca na papierze będzie zapewnieniem, do wywiązania się ze zlecenia. Najwyżej Robert wyśle jej pewne sprostowania. Ale nie sądził, żeby to musiał robić. Potrzebowali pieniędzy. Bo już nie tylko Robert musiał mieć na utrzymanie, ale oszczędności Richarda, też kiedyś się skończą.
Dał Camille chwilę na zastanowienie się, pozwalając sobie na upicie łyka kawy, dość dużego. Gdyż korciło go zapalić teraz papierosa, ale musiał się powstrzymać od tego. Kawa musiała mu ten ważniejszy nałóg zastąpić.