W naparze herbaty była tylko mieszkanka ziołowa. Na ukojenie nerwów. Nie miała zadania usypiać. Tylko rozluźnić umysł, ciało. Aby do końca dnia poczuć się trochę uspokojonym. Nicholas nie zrobiłby tego specjalnie, aby cokolwiek miałoby zaszkodzić Rodolphusowi. Ale po niektórych spotkaniach, póki człowiek do wszystkich zachowań bliskich im osób się nie przyzwyczai, taka mieszkanka była na wagę złota. Mogła nawet pomagać w innych stresujących momentach. Tyle pamiętał, co o tych ziołach opowiadała mu Cynthia Flint.
Nie uprzedził kolegi co zamierza zrobić, zatem nic dziwnego, że był zaskoczony faktem dotyku, kiedy Nicholas próbował rozmasować jego napięte mięśnie barków. Robił to powoli, raz mocniej, raz słabiej. Naciskał na odpowiednie punkty puszczał. Nie miał zamiaru zrobić mu krzywdy. Ani też nie planował go udusić. Jaki miałby w tym cel? Żaden.
Każdy każdego oceniał. Każdego się obawiał. Ograniczał zaufanie. Obaj panowie jednak pracowali w oby miejscach razem. A także współpracowali z jedną, wspólnie znaną im osobą. Musieli przy tym zbudować swoją relację. Zbudować zaufanie do siebie. Nicholas zaczął od tego, że go wysłuchał. A teraz, użyczył nawet i mieszkania. Aby mógł w spokoju, poukładać swoje myśli. Ogarnąć swoje życie.
Słysząc, że ma się odsunąć, zabrał ręce i cofnął się. Podejrzewając najpewniej, że Rodolphus nie chciał tego masażu. Może chciał wstać, zmienić pozycję. Cokolwiek. Ale nie. Odsunął jedynie na tyle, aby przyciągnąć do siebie Nicholasa. Travers uniósł brew ku górze, przeniósł wzrok na swoją rękę, kiedy poczuł dotknięcie za nadgarstek i przyciągnięcie bliżej. Chciał, aby usiadł mu na kolanach? Zwykle bywało odwrotnie. To Nicholas siedział a inny zajmowali jego nogi. Czas może zrobić raz inaczej? Niechętnie, ale podszedł bliżej, usiadł na nim okrakiem. Dwa wysokie chudzielce, siedzący jeden na kolanach drugiego. Mogło z boku wyglądać komicznie.
Znów ten dotyk na swoich ustach. Nie przynosił przyjemnych wspomnień z misji. Wtedy Rodolphus tak badał jego twarz. Na ustach zatrzymując się na dłużej. Nicholas chciałby o tym zapomnieć. Ale on brutalnie o tym przypominał. Dobrze, że nie miał w dłoni różdżki, bo by mu ją chyba złamał.
Siedząc, Nicholas wpatrywał się w jego stalowe, srebrne czy szare oczy. Kolor w sumie rzadko spotykamy. Przyciągający uwagę. Lestrange przysunął twarz bliżej. Czekał najwyraźniej na odpowiedź. Tak szybko zapomniał o swojej narzeczonej? Czy może chciał o niej zapomnieć? Nicholas nie zastanawiał się dłużej. Pochylił także i ucałował go w usta. Czule. Badając teren. Jeżeli kolega odwzajemnił, pogłębił go. Swoją dłoń położył na jego karku, jakby chciał przytrzymać jego głowę. Nie był delikatny. Z mężczyzną tego pokroju, nie musiał.