Miała się tak po prostu uspokoić? Przecież to nigdy nie działało w ten sposób. Poza tym, w obecnej sytuacji, miała pełne prawo wpaść w panikę! Przeżyć najprawdziwsze załamanie nerwowe. Nawet pobić tego cholernego brygadzistkę, który nie wiadomo za kogo się uważał. Dupek. Gdyby tylko się na tym znała, rzuciłaby na niego jakąś wyjątkowo paskudną klątwę. Może wiecznego, upierdliwego trądziku? Tak samo paskudnego, jak jego charakter...
Zapyta później Terry'ego czy nie udostępni jej w tym celu kilku świec. Zdecydowanie.
Odetchnęła głęboko, kiedy odciągnął ją na bok. Lekko potrząsnął. Przecież będzie dobrze. To był tylko cholerny, nokturniany szczur. Najpewniej jeden z tych, przed którymi wcześniej ostrzegał ją Parkinson. Kiwnęła głową, kiedy kazał jej wszystko powiedzieć.
- W zasadzie nie do końca wiem. Skorzystałam z książki o runach i takiej jeszcze jednej, dotyczącej zabezpieczeń. Mówiłam Ci, że jakoś to wszystko załatwię, pamiętasz? No więc starałam się nad tym pracować i chyba... - zawahała się. - wydaje mi się, że skończyłam. Prawie skończyłam? W nocy. Nie wracałam do mieszkania tylko zdecydowałam się odpocząć w sklepie. Sam przecież zawsze powtarzasz, że w tych okolicach, to wieczorami jest ciut niebezpiecznie. - przypomniała mu tym samym o tym, jak kilka tygodni temu opierdolił ją za to, że razem z Terrym bawili się w jednym z tutejszych pubów. Tak jakby było to coś skrajnie głupiego. Nierozsądnego. Przecież bawili się tam tak samo jak wszyscy pozostali i nikomu nie wchodzili w drogę. No ale Parkinson zawsze zdawał się wszystko wiedzieć lepiej. - Obudził mnie huk, hałas. Na początku kompletnie tego nie ogarniałam, ale później zauważyłam jakiegoś mężczyznę, który uciekał chyba... w tamtą stronę. I tego drugiego, o, tutaj. - w tym miejscu wskazała na niedoszłego trupa. W sumie trochę szkoda. Gdyby musiała pójść na kolejną rozmowę o pracę, bo Zaczarowane Różności okazały się jednak być niewypałem, mogłaby przynajmniej powiedzieć, że skutecznie obroni lokal. Starczy raz i już nikt więcej nie zaryzykuje.
Chociaż... czy po tym zdarzeniu ktokolwiek jeszcze tego rodzaju ryzyko rzeczywiście podejmie? To było coś nad czym pewnie warto się pochylić. Porządnie to przemyśleć.
- Nie wiem co dokładnie się stało. Możliwe, że coś namieszałam przy zabezpieczaniu drzwi. - kontynuowała, zerkając w stronę Borgina, który coś przy nich robił. - Żadnych wybuchów ani podobnych temu efektów nie miałam w planach. I nawet, prawdopodobnie, nie wiedziałabym jak to powtórzyć. - było jej trochę z tego powodu smutno. Żal. Dało się to wychwycić w jej spojrzeniu. Tonie głosu. Postawie? Rzecz w zasadzie całkiem zrozumiała. Bo przecież takie zabezpieczenie, to już jedno z tych lepszych. I do tego jakże zaskakujących! Nikt by jej nie podskoczył, gdyby się rozeszło, że potrafi coś takiego wykonać. Nałożyć. Kto wie? Może zostałaby nawet nową królową Nokturnu? Do tego w tak młodym wieku...
Ah te marzenia.