08.12.2022, 14:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2022, 14:55 przez Fergus Ollivander.)
Skinął głową na słowa Nory, chociaż ciekawość nieco go zżerała. Wiedział jednak, że należało uszanować prywatność przyjaciółki i fakt, że nie o wszystkim mogli porozmawiać przy dziecku. Dorośli nie powinni zrzucać swoich problemów na siedmiolatkę, a nawet gdyby cokolwiek usłyszała, mogła zinterpretować to po swojemu i doprowadzić do niemałych kłopotów, mając dobre intencje. Nie żeby Fergus był jakimś specjalistą od dzieciaków w tym wieku, zwłaszcza że nie miał ich w najbliższej rodzinie, a całą swoją wiedzę czerpał wyłącznie od Figgów.
- Oczywiście, że się da – odparł Ollivander, uśmiechając się do dziewczynki. – Przecież przywieźli tutaj to wszystko. Ale musielibyśmy mieć do tego specjalny wóz, jak ci sprzedawcy, a nie mamy. Dlatego kupimy tylko tyle, ile zmieści ci się w kieszeni.
Spojrzał przelotnie na Norę, która nadal wydawała się dziwnie nieswoja i odległa. Martwił się o nią, nawet bardzo, dlatego postanowił, że przez chwilę pozwoli jej odetchnąć chociaż w kwestii zwracania uwagi na Mabel i sam skupi się na zabawianiu jej. Musiał pokazać dziewczynce, że jest najlepszym wujkiem pod słońcem, dlatego kiedy spoglądała na słodycze, pochylił się do niej.
- Skoro mama nie patrzy, weźmy jeszcze to, co zmieści się u mnie – wyszeptał do niej, wskazując na kieszenie swojego płaszcza, które z pewnością pomieszczą o wiele więcej, niż te wszyte w ubrania dziecka. – Tylko cii, bo nam zabroni – dodał jeszcze, przystawiając palec do ust, żeby nadać powagi sytuacji.
Kiedy już napchali kieszenie i opłacili wszystkie słodkości, które wybrała sobie mała Figg, mogli ruszyć dalej. Fergus starał się nie zgubić w tłumie Mabel, grzebiąc przy tym po kieszeniach, żeby wśród mnóstwa cukierków i czekoladowych żab odnaleźć paczkę papierosów. Samo wdychanie takich ilości cukru sprawiło, że poczuł potrzebę zaciągnięcia się dymem, nie bacząc już nawet na obecność siedmiolatki. Wcisnął fajkę do ust i odpalił, dopiero po chwili ogarniając, że zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do straganu z amuletami, spod którego wcześniej został odciągnięty, by zdobyć słodycze.
Szlag by to znowu, mruknął do siebie w myślach, czując okropną gulę w gardle i niemal dusząc się od dymu z papierosa. Do tej pory nigdy mu się to nie zdarzyło, ale może też dlatego, że zdobywał to, na czym mu zależało, nim ktokolwiek odwrócił jego uwagę. A nie mógł nic poradzić na to, że wisiorek wbił mu się w umysł i zagnieździł jako największe pragnienie czegoś, co chciałby posiadać. Do momentu, aż wyląduje w szafie i znów o nim zapomni, ale coś w jego wnętrzu zostanie zaspokojone.
Poprowadził Mabel do straganu, uznając, że Nora wciąż się za nimi wlecze i dochodząc do wniosku, że błyskotki zwrócą uwagę siedmiolatki równie mocno, co słodycze. Sam dostrzegając, że sprzedawca jest zajęty obsługą innego klienta, zacisnął palce na interesującym go przedmiocie, modląc się w duchu, by nikt go teraz nie obserwował.
Rzucam na złodziejstwo
- Oczywiście, że się da – odparł Ollivander, uśmiechając się do dziewczynki. – Przecież przywieźli tutaj to wszystko. Ale musielibyśmy mieć do tego specjalny wóz, jak ci sprzedawcy, a nie mamy. Dlatego kupimy tylko tyle, ile zmieści ci się w kieszeni.
Spojrzał przelotnie na Norę, która nadal wydawała się dziwnie nieswoja i odległa. Martwił się o nią, nawet bardzo, dlatego postanowił, że przez chwilę pozwoli jej odetchnąć chociaż w kwestii zwracania uwagi na Mabel i sam skupi się na zabawianiu jej. Musiał pokazać dziewczynce, że jest najlepszym wujkiem pod słońcem, dlatego kiedy spoglądała na słodycze, pochylił się do niej.
- Skoro mama nie patrzy, weźmy jeszcze to, co zmieści się u mnie – wyszeptał do niej, wskazując na kieszenie swojego płaszcza, które z pewnością pomieszczą o wiele więcej, niż te wszyte w ubrania dziecka. – Tylko cii, bo nam zabroni – dodał jeszcze, przystawiając palec do ust, żeby nadać powagi sytuacji.
Kiedy już napchali kieszenie i opłacili wszystkie słodkości, które wybrała sobie mała Figg, mogli ruszyć dalej. Fergus starał się nie zgubić w tłumie Mabel, grzebiąc przy tym po kieszeniach, żeby wśród mnóstwa cukierków i czekoladowych żab odnaleźć paczkę papierosów. Samo wdychanie takich ilości cukru sprawiło, że poczuł potrzebę zaciągnięcia się dymem, nie bacząc już nawet na obecność siedmiolatki. Wcisnął fajkę do ust i odpalił, dopiero po chwili ogarniając, że zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do straganu z amuletami, spod którego wcześniej został odciągnięty, by zdobyć słodycze.
Szlag by to znowu, mruknął do siebie w myślach, czując okropną gulę w gardle i niemal dusząc się od dymu z papierosa. Do tej pory nigdy mu się to nie zdarzyło, ale może też dlatego, że zdobywał to, na czym mu zależało, nim ktokolwiek odwrócił jego uwagę. A nie mógł nic poradzić na to, że wisiorek wbił mu się w umysł i zagnieździł jako największe pragnienie czegoś, co chciałby posiadać. Do momentu, aż wyląduje w szafie i znów o nim zapomni, ale coś w jego wnętrzu zostanie zaspokojone.
Poprowadził Mabel do straganu, uznając, że Nora wciąż się za nimi wlecze i dochodząc do wniosku, że błyskotki zwrócą uwagę siedmiolatki równie mocno, co słodycze. Sam dostrzegając, że sprzedawca jest zajęty obsługą innego klienta, zacisnął palce na interesującym go przedmiocie, modląc się w duchu, by nikt go teraz nie obserwował.
Rzut 1d100 - 45
Rzucam na złodziejstwo