Nie spodziewała się takiego wybuchu radości ze strony Leo. Uśmiechnęła się widząc, jak zaczął tuptać nóżkami. Miód na jej serduszko, naprawdę cieszyła się z tego, że sprawiła mu przyjemność. Norka od zawsze lubiła uszczęśliwiać wszystkich obok siebie, taką już miała naturę. Oczywiście, że w tle leciała muzyczka, bardzo skoczna. Panna Figg uważała, że dzięki temu ludzie są weselsi, no i ciastka też, więc zawsze było tutaj dosyć głośno.
Wtedy też Leo zupełnie znienacka podbiegł do niej i porwał ją do tańca. Nie opierała się temu specjalnie, co ten chłopak robił ze swoją szefową! Gdyby wpadła tu jakaś kontrola BHP, czy sanepid, mogliby się zastanowić nad tym, czy faktycznie wszystko z tym miejscem było w porządku. Kto normalny tańcował w kuchni? No nikt, ale akurat ciężko się było doszukać normalności w tej dwójce.
Obrócił ją zwinnie kilka razy, towarzyszył temu jej śmiech, bo wyśmienicie się bawiła. Zupełnie zapomniała o szarej codzienności, o ciastkach w piecu, o śmierciożercach którzy czaili się za rogiem, aby zabić jej przyjaciół. Był to oddech, którego potrzebowała.
Na całe szczęście kotek miał głowę na karku i rozsądek, którego zabrakło pannie Figg. - Cholera jasna, ciastka! - Zawtórowała mu i odskoczyła od chłopaka jak poparzona.
- Otwórz, wyciągnij, uratuj je! - Skoro już znalazł się przy tym piecu i tam zaglądał, to zrobi to zdecydowanie szybciej od niej.
- Tylko uważaj... - Tyle, że o tym wspomniała chyba zbyt późno, bo Leo już wsadzał do środka swoją głowę. Biedny on, na pewno poczuł na twarzy zew gorącego powietrza. Powinna szybciej mu o tym powiedzieć.
- Na pewno opijemy, to będzie wspaniała okazja do świętowania. - Wiedziała, że jej pracownicy potrzebują trochę luzu, a skoro mogła bawić się z nimi, to chyba nikt na tym nie tracił, dopóki wszystko było robione odpowiedzialnie. Norce raczej nie brakowało rozsądku, no chyba, że pojawiał się obok niej ten kot, który powodował, że przestawała myśleć racjonalnie. Co dwie kocie głowy to nie jedna, nie ma co.
[b] - Postaw proszę tam na blacie, jest przystosowany do takich temperatur i uważaj na łapki słoneczko, szkoda, żebyś się poparzył.
- Nie wchodziła mu w drogę, bo wiedziała, że może się to skończyć wypadkiem przy pracy, a zdecydowanie wolała tego uniknąć.[/a]