03.03.2024, 20:32 ✶
Wszedł na parkiet, czując momentalnie potężne uderzenie gorąca.
Trzymał Effie za delikatną białą dłoń, ale nie mógł się początkowo skupić na swojej partnerce. Wymuszał na sobie pogłębienie oddechu, wymuszał swobodny krok, pamiętając o diademie, który umieściła mu na głowie Brenna. Nie był tylko w stanie wymusić uśmiechu, przejęty całą sprawą, przejęty konkursem, przejęty otaczającymi go ludźmi.
Przejęty Norą i Erikiem, którzy najwidoczniej też zamierzali zagościć na zamarzniętym jeziorze, migocząc i brylując pośród wszystkich par, Samuel był tego pewien.
Pulsująca toksyczną zielenią zazdrość wbiła mu lodowate kolce, zacisnęła się na klatce piersiowej.
Głęboki wdech i bardzo, bardzo powolny wydech...
– Effie, nie wiem... może powinnaś zatańczyć z kimś innym, jeśli chcesz wygrać. Naprawdę... nie jestem w tym dość dobry, nie chciałbym, żebyś przeze mnie straciła swoje szanse. – odwrócił się do dziewczęcia, której pląsy niejednokrotnie miał szansę obserwować na leśnej polanie. Wiedział, że jej wrodzona gracja, naturalny czar mógłby za moment rozświetlić gwieździstym pyłem cały ten magiczny las. Mogłaby być nimfą wodzącą na pokuszenie młodych straceńców, którzy w jej chłodnym objęciu stracą ostatni...
Tak, oddech, to klucz do tego, aby nie zepsuć nikomu przyjęcia. Klucz do tego, by ziemia nie ruszyła mu z pomocą, by nie otoczyła go ostrym, zaborczym kokonem, raniąc wszystkich wkoło.
Uśmiechnął się nawet, wolą rozpychając płuca, odwrócił się do niej i ucałował delikatne wierzch jej dłoni, jak wtedy, gdy z łatwością rozpoznała go podczas wiejskiej zabawy, wtedy, gdy mieli oboje zawiązane oczy. Teraz gdy nie miał tak wiele zarostu, a jego włosy były krótsze, z pewnością sprawiłoby jej to większą trudność.
– Dołożę starań panienko, byś była zadowolona... – choć byli już po imieniu, skupił się na tym, by podroczyć się nieco, by odciążyć myśli by...
Zabrzmiały pierwsze gitarowe nuty. Riff wzbudził zachwyt, wielu, lecz on nie znał tej piosenki. Wydawała mu się przeraźliwie szybka. No nic, słowo się rzekło i kobyłka stała u płota. Pozostawało patrzyć na okoliczne pary i zgapiać bezczelnie wszystkie ruchy wydające mu się adekwatne. Taniec godowy, ptakom przychodziło to naturalnie, czemuż on miałby mieć problemy?
Trzymał Effie za delikatną białą dłoń, ale nie mógł się początkowo skupić na swojej partnerce. Wymuszał na sobie pogłębienie oddechu, wymuszał swobodny krok, pamiętając o diademie, który umieściła mu na głowie Brenna. Nie był tylko w stanie wymusić uśmiechu, przejęty całą sprawą, przejęty konkursem, przejęty otaczającymi go ludźmi.
Przejęty Norą i Erikiem, którzy najwidoczniej też zamierzali zagościć na zamarzniętym jeziorze, migocząc i brylując pośród wszystkich par, Samuel był tego pewien.
Pulsująca toksyczną zielenią zazdrość wbiła mu lodowate kolce, zacisnęła się na klatce piersiowej.
Głęboki wdech i bardzo, bardzo powolny wydech...
– Effie, nie wiem... może powinnaś zatańczyć z kimś innym, jeśli chcesz wygrać. Naprawdę... nie jestem w tym dość dobry, nie chciałbym, żebyś przeze mnie straciła swoje szanse. – odwrócił się do dziewczęcia, której pląsy niejednokrotnie miał szansę obserwować na leśnej polanie. Wiedział, że jej wrodzona gracja, naturalny czar mógłby za moment rozświetlić gwieździstym pyłem cały ten magiczny las. Mogłaby być nimfą wodzącą na pokuszenie młodych straceńców, którzy w jej chłodnym objęciu stracą ostatni...
Tak, oddech, to klucz do tego, aby nie zepsuć nikomu przyjęcia. Klucz do tego, by ziemia nie ruszyła mu z pomocą, by nie otoczyła go ostrym, zaborczym kokonem, raniąc wszystkich wkoło.
Uśmiechnął się nawet, wolą rozpychając płuca, odwrócił się do niej i ucałował delikatne wierzch jej dłoni, jak wtedy, gdy z łatwością rozpoznała go podczas wiejskiej zabawy, wtedy, gdy mieli oboje zawiązane oczy. Teraz gdy nie miał tak wiele zarostu, a jego włosy były krótsze, z pewnością sprawiłoby jej to większą trudność.
– Dołożę starań panienko, byś była zadowolona... – choć byli już po imieniu, skupił się na tym, by podroczyć się nieco, by odciążyć myśli by...
Zabrzmiały pierwsze gitarowe nuty. Riff wzbudził zachwyt, wielu, lecz on nie znał tej piosenki. Wydawała mu się przeraźliwie szybka. No nic, słowo się rzekło i kobyłka stała u płota. Pozostawało patrzyć na okoliczne pary i zgapiać bezczelnie wszystkie ruchy wydające mu się adekwatne. Taniec godowy, ptakom przychodziło to naturalnie, czemuż on miałby mieć problemy?
Rzut 1d100 - 42