Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo Erik cieszył się z tego, że znowu wrobiła go w coś, czego chciał uniknąć... Na szczęście nie oponował, nie głośno i jak zawsze mogła robić z nim, co tylko chciała. Ten jej urok osobisty... nie potrafił jej odmawiać, nigdy! Wiedziała, jak go sobie owinąć wokół palca. Na tym w końcu polegała przyjaźń, czyż nie?
Wydawało jej się, że jak zawsze wspólnie będą w stanie pięknie się zaprezentować na tym parkiecie, szkoda by było nie skorzystać z możliwości wygrania konkursu, no i jeszcze dzisiaj z nim nie tańczyła, zniknął bowiem gdzieś na dłużej (nie usłyszała tej historii o zatrzaśnięciu się w toalecie, a szkoda, bo pewnie miałaby z tego niesamowity ubaw). To nie tak, że cieszyła się z niepowodzeń swojego przyjaciela, czasem po prostu ją bawiło to, że to zawsze musiał być on. Może zaraziła go tym fatum, które nad nią wisiało? Śmieszne, że przestała być jedyną ofiarą losu i teraz była ich dwójka.
- Tak, mam plan, jak zawsze, sprytny! - Odparła z entuzjazmem, kiedy zmierzała z Erikiem na parkiet. Oczywiście, że nie miała żadnego planu, wcale tego nie przemyślała i stwierdziła, że jakoś to będzie, jak zawsze. Co bowiem mogło pójść nie tak?
- Wszyscy wiemy, jak się skończyło ostatnie wystawienie cię na sprzedaż, tłukli się o to, kto cię kupi, myślę, że znowu by się tak stało, w końcu jesteś najlepszą partią w całej Wielkiej Brytanii. - Powiedziała cicho, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. - Wiesz jak jest skarbie, ja się mogę co najwyżej ładnie uśmiechnąć do tych, którzy będą nas oceniać, ty musisz ruszać nogami, może nie zauważą, że ja nie potrafię. - To nie tak, że w ogóle nie umiała tańczyć, tyle, że Norka miała bardzo ograniczone zdolności i typowe było dla niej to, że potykała się o własne stopy, cała nadzieja w Eriku.