03.03.2024, 21:12 ✶
Może i byłem dobry, spokojny i miękki, ale potrafiłem być również twardy. Inaczej cyrk by już nie stał, byłby tak zadłużony albo odsprzedany, że już nie byłby Fantasmagorią czy też cyrkiem Bellów, a jednak staliśmy. Każdego dnia walczyłem, starałem się, trzymałem to wszystko w ryzach. Nie zawsze było lekko, bo jeśli nie cyrk, to któryś z jego członków wpadał w tarapaty, z których trzeba było go wyciągać. Zdawałem też sobie sprawę z tego, że to, co do mnie docierało, to tylko ten skrawek historii, który jakimś cudem albo umyślnie został mi wyjawiony. Czasami po prostu czytałem z kart albo pozwalałem trupie na samodzielność, ale...
Brak wiary Flynna we mnie i w moje umiejętności, we mnie jako jednostkę, łamał mnie wewnętrznie. Teraz, tak na dobrą albo też złą sprawę, byłem miękki, chociaż starałem się być pewny siebie i niezłomny. Z tymi wielkimi jajami, jak to ujął Flynn, ale jak mogłem, szczególnie kiedy wolał iść i bawić się sam, zostawić mnie i iść bawić się samemu... Choć obstawiałem, że wcale nie takiemu samemu. Zapewne miał rzeszę ludzi chętnych do zabaw, do śmiechu, pijaństwa i szalenia na parkiecie, kiedy ja zamulałem, byłem zmęczony czy niedostatecznie silny by przetrwać na Podziemnych Ścieżkach. Byłem niewystarczający?
Chciałem mu odpowiedzieć by sobie szedł, jakiejś tam miłej zabawy życzyć albo coś z dosadną nutą sarkazmu, udać, że mnie to nie obeszło wcale, ale nie byłem w stanie. Jedynie wisiałem nad tym przeklętym kufrem, jakbym się nad nim modlił, tak na kolanach, ale o co mogłem się modlić...? O bycie wystarczającym? O mniejszą ilość obowiązków? O bycie bardziej przebojowym? Mniej zazdrosnym? O bycie prawdziwie kochanym...? Nie, to było już poniżej pasa. Nie powinienem tak myśleć. Uczucie Flynna do mnie było prawdziwe, intensywne i szczere. Wiedziałem to i wiedziałem, że miał swoje momenty i to prawdopodobnie jeden z tych momentów, a jednak mnie to łamało. Ale mi przejdzie, tak. Po prostu musiałem odpocząć.
- Szukałem czarnej koszulki, ale wszystko gdzieś wcięło. Nieistotne. - stwierdziłem, podnosząc na niego zrezygnowany, zmęczony wzrok. - Dobrej zabawy, Flynn - życzyłem mu całkiem szczerze, choć byłem pewien, że sam z kolei to takiej dobrej zabawy nie będę miał, nie mogąc zasnąć, myśląc nadmiernie i katując się negatywnymi scenariuszami naszej relacji. Za bardzo mi zależało i tak bardzo to wszystko, co między nami było, nie zależało ode mnie. Może trochę zależało, ale jednak... czułem, że kontroli nie miałem tu żadnej. I te czarne koszulki... Jak na złość.
Brak wiary Flynna we mnie i w moje umiejętności, we mnie jako jednostkę, łamał mnie wewnętrznie. Teraz, tak na dobrą albo też złą sprawę, byłem miękki, chociaż starałem się być pewny siebie i niezłomny. Z tymi wielkimi jajami, jak to ujął Flynn, ale jak mogłem, szczególnie kiedy wolał iść i bawić się sam, zostawić mnie i iść bawić się samemu... Choć obstawiałem, że wcale nie takiemu samemu. Zapewne miał rzeszę ludzi chętnych do zabaw, do śmiechu, pijaństwa i szalenia na parkiecie, kiedy ja zamulałem, byłem zmęczony czy niedostatecznie silny by przetrwać na Podziemnych Ścieżkach. Byłem niewystarczający?
Chciałem mu odpowiedzieć by sobie szedł, jakiejś tam miłej zabawy życzyć albo coś z dosadną nutą sarkazmu, udać, że mnie to nie obeszło wcale, ale nie byłem w stanie. Jedynie wisiałem nad tym przeklętym kufrem, jakbym się nad nim modlił, tak na kolanach, ale o co mogłem się modlić...? O bycie wystarczającym? O mniejszą ilość obowiązków? O bycie bardziej przebojowym? Mniej zazdrosnym? O bycie prawdziwie kochanym...? Nie, to było już poniżej pasa. Nie powinienem tak myśleć. Uczucie Flynna do mnie było prawdziwe, intensywne i szczere. Wiedziałem to i wiedziałem, że miał swoje momenty i to prawdopodobnie jeden z tych momentów, a jednak mnie to łamało. Ale mi przejdzie, tak. Po prostu musiałem odpocząć.
- Szukałem czarnej koszulki, ale wszystko gdzieś wcięło. Nieistotne. - stwierdziłem, podnosząc na niego zrezygnowany, zmęczony wzrok. - Dobrej zabawy, Flynn - życzyłem mu całkiem szczerze, choć byłem pewien, że sam z kolei to takiej dobrej zabawy nie będę miał, nie mogąc zasnąć, myśląc nadmiernie i katując się negatywnymi scenariuszami naszej relacji. Za bardzo mi zależało i tak bardzo to wszystko, co między nami było, nie zależało ode mnie. Może trochę zależało, ale jednak... czułem, że kontroli nie miałem tu żadnej. I te czarne koszulki... Jak na złość.