08.12.2022, 15:45 ✶
- A jeśli zmieni mnie w kamień? – zapytał z przerażeniem, chociaż nie był pewien, czy byłaby w stanie to zrobić. Ale mogłaby go spetryfikować, żeby się nie poruszał, a to już by ograniczało umiejętność posługiwania się tym alfabetem. – Ale SOS akurat potrafię, przydawało się na transmutacji, kiedy McGonagall rozsadziła mnie z Norą.
Zastanowił się przez chwilę, próbując sobie przypomnieć, czy Esy i Floresy miały usługę, o której mówił Castiel i czy istniała możliwość wykonania jej dla Fergusa. Za nic nie potrafił przypisać twarzy sprzedawcy do tego konkretnego miejsca, ale jeśli ten ktoś przyjaźnił się z jego ojcem, szanse były raczej marne, bo musiałby się tłumaczyć staremu, czemu szlaja się po Pokątnej w godzinach pracy. Kusiło go zapytać Flinta, czy może zakraść się na jakiś ich statek i popłynąć na inny kontynent, ale z drugiej strony nie potrafiłby zostawić Nory, zwłaszcza teraz, kiedy miała tyle spraw do ogarnięcia i potrzebowała wsparcia.
- To bardziej skomplikowane, niż się może wydawać – próbował wyjaśnić, chociaż sam do końca nie rozumiał tego, co łączyło go z Cynthią. – Lubimy się, ale czasem mamy ochotę zrzucić się nawzajem z klifu.
Z ich charakterami nie było innego wyjścia, a biorąc pod uwagę, że ta relacja zaczęła się od narażenia na szlaban i dobrej woli Flintówny przed uchronieniem Fergusa od wywalenia ze szkoły, no cóż… Łatwe to nie mogło być i zapewne nigdy nie będzie.
- Trzymacie swoje portrety w porcie? – zdziwił się, nie wyłapując żartu z powodu poważnego tonu Castiela. W przypadku tej rodziny i tak by go to nie zdziwiło. Różni czarodzieje mieli różne zwyczaje. Ostatnio kot zmusił go do kupienia ciasta, więc czemu Flintowie nie mieliby ukrywać portretów w dokach?
- Eee…tak? – mruknął, zbity z tropu i spojrzał na butelkę z lekkim przerażeniem. To było uprzejme pytanie, czy podchwytliwe? Wiedział, że Cynthia babrała się w eliksirach, co narodziło w jego głowie myśl, że może przekonała brata do pomocy w zemście. Miał zginąć na środku ich salonu? A może wyrosną mu dodatkowe nóżki i zostanie żukiem gnojarzem? Przemieni w kijankę i zostanie wrzucony do morza, gdzie zginie pod naporem zbyt rozległej fali? Żaby żyły w morzu? Chyba nawet nie. Merline Najjaśniejszy, a co, jeśli naprawdę testują na nim mikstury? Może nie było za późno? Wziął ledwie dwa łyki. - Co to właściwie jest? - zapytał w końcu, obracając butelkę w dłoni.
- W sumie to nad czym pracujesz? – zapytał, próbując zmienić temat i nawiązując do syfu, o którym miał udawać, że nie istnieje. Castiel wydawał się wyrwany z rzeczywistości, zupełnie jak Fergus, kiedy zabierał się za coś interesującego. A robota łamacza klątw interesowała go nadal, nawet jeśli zaprzepaścił swoje szanse na rzecz przekładania na niego ambicji jego ojca.
Zastanowił się przez chwilę, próbując sobie przypomnieć, czy Esy i Floresy miały usługę, o której mówił Castiel i czy istniała możliwość wykonania jej dla Fergusa. Za nic nie potrafił przypisać twarzy sprzedawcy do tego konkretnego miejsca, ale jeśli ten ktoś przyjaźnił się z jego ojcem, szanse były raczej marne, bo musiałby się tłumaczyć staremu, czemu szlaja się po Pokątnej w godzinach pracy. Kusiło go zapytać Flinta, czy może zakraść się na jakiś ich statek i popłynąć na inny kontynent, ale z drugiej strony nie potrafiłby zostawić Nory, zwłaszcza teraz, kiedy miała tyle spraw do ogarnięcia i potrzebowała wsparcia.
- To bardziej skomplikowane, niż się może wydawać – próbował wyjaśnić, chociaż sam do końca nie rozumiał tego, co łączyło go z Cynthią. – Lubimy się, ale czasem mamy ochotę zrzucić się nawzajem z klifu.
Z ich charakterami nie było innego wyjścia, a biorąc pod uwagę, że ta relacja zaczęła się od narażenia na szlaban i dobrej woli Flintówny przed uchronieniem Fergusa od wywalenia ze szkoły, no cóż… Łatwe to nie mogło być i zapewne nigdy nie będzie.
- Trzymacie swoje portrety w porcie? – zdziwił się, nie wyłapując żartu z powodu poważnego tonu Castiela. W przypadku tej rodziny i tak by go to nie zdziwiło. Różni czarodzieje mieli różne zwyczaje. Ostatnio kot zmusił go do kupienia ciasta, więc czemu Flintowie nie mieliby ukrywać portretów w dokach?
- Eee…tak? – mruknął, zbity z tropu i spojrzał na butelkę z lekkim przerażeniem. To było uprzejme pytanie, czy podchwytliwe? Wiedział, że Cynthia babrała się w eliksirach, co narodziło w jego głowie myśl, że może przekonała brata do pomocy w zemście. Miał zginąć na środku ich salonu? A może wyrosną mu dodatkowe nóżki i zostanie żukiem gnojarzem? Przemieni w kijankę i zostanie wrzucony do morza, gdzie zginie pod naporem zbyt rozległej fali? Żaby żyły w morzu? Chyba nawet nie. Merline Najjaśniejszy, a co, jeśli naprawdę testują na nim mikstury? Może nie było za późno? Wziął ledwie dwa łyki. - Co to właściwie jest? - zapytał w końcu, obracając butelkę w dłoni.
- W sumie to nad czym pracujesz? – zapytał, próbując zmienić temat i nawiązując do syfu, o którym miał udawać, że nie istnieje. Castiel wydawał się wyrwany z rzeczywistości, zupełnie jak Fergus, kiedy zabierał się za coś interesującego. A robota łamacza klątw interesowała go nadal, nawet jeśli zaprzepaścił swoje szanse na rzecz przekładania na niego ambicji jego ojca.