Hałas na sali utrudniał rozmowy. Sam chyba nie usłyszał, że usłyszałam jego słowa i powtórzył komplement. Zaraz mi się zacznie kręcić w głowie, jeśli tak dalej będzie o mnie mówił. Chce być po prostu miły, czy naprawdę tak myśli? Nie, na pewno chce być po prostu miły. To brytyjczyk, oni pewnie tak mają.
— Oh, ale to straszne, że to się samo z siebie dzieje... Może jednak będę musiała się nauczyć trochę teleportacji... bo wtedy to już nie wystąpi, prawda?
Sam nie musiał mi wspominać o rozszczepieniach. Teleportacja powodowała we mnie potężne zawroty żołądkowe. Tym razem jednak byłam tak zaskoczona, że nie zdążyłam się rozchorować. Może również ten eliksir siły mnie wspomógł. A może po prostu nie miałam czasu na chorowanie, bo trzeba było wracać na konkurs tańca.
Konkurs tańca!
Kto by pomyślał, że wezmę w czymś takim udział! Ale zdecydowałam się i zamierzałam go wygrać. Nieskromnie przyznam, że trochę się w życiu natańczyłam. We własnym zamkniętym pokoju, ale jednak. Znałam sporą część muzyki popularnej, dlatego już po pierwszych nutach w głowie miałam zarys choreografii... Tylko jak tego dokonać skoro wyjątkowo nie tańczę sama?
Wszystkie moje mięśnie ścisnęły się w gotowości do tańca. Tymczasem Sam postanowił nas sabotować, wysyłając mi kolejny komplement. Czy zdawał sobie sprawę z tego, co robił? Automatycznie podałam mu rękę, a gdy znów przyciągnął mnie do siebie, zawirowało mi w głowie. Byłam tak odklejona, że nawet potrafiłam spojrzeć na jego twarz. Był ładny. Wyglądałam pewnie trochę nieprzytomnie, ale nie potrzebowałam sprawnego umysłu, żeby oddać się muzyce. Pamietałam też o położeniu ręki na jego ramieniu.
Moja głowa była nieprzytomna. Wybijał w niej ostro zarysowany rytm piosenki, do której moim zadaniem było odtańczenie najlepszej choreografii na świecie. Samuel wprowadził nas w linię melodyczną i w mig staliśmy się jednością z muzyką. Ale to nie wystarczyłoby do wygranej. Musiałam wejść w tryb "popularna dziewczyna ze szkoły zaraz zostanie królową promu". Biblioteka kroków z mojej głowy podrzuciła mi sprawdzone pozycje, które szybko zaadoptowałam do tańca z partnerem. Nie byliśmy tylko parą wirującą na parkiecie. Co jakiś czas odrywałam się, by zakręcić się wokół własnej osi w całkiem przyzwoitym piruecie. Gdy moje ręce były wolne, imitowały trzcinę lub wstęgi porwane przez wiatr. Te momenty nie były długie. Wracałam do Sama łapiąc go stanowczo (być może zbyt stanowczo, biorąc pod uwagę moją wzmocnioną siłę). Ręce w powietrzu, wirująca sukienka i włosy, splecione palce dwóch obcych sobie dłoni. Byłam jak w transie.
Rzut na taniec:
+ 20 za aktywność fizyczną
+ 5 za siłę