03.03.2024, 22:45 ✶
Robert nie doceniał kobiet, w przeciwieństwie do Rodolphusa, który kobiety szanował. Doceniał, rozumiał że potrafią być niebezpieczne. Brał pod uwagę każdą możliwość w przypadku tej tu konkretnej, bo instynkt podpowiadał mu, że coś się tu nie zgadzało. Kontrolnie zerknął na Roberta, ale Mulciber nie wydawał się zbyt przejęty tym, jak bardzo nietypowa sytuacja to była. Paradoksalnie - wcale go to nie uspokoiło. Nie wątpił, że kobieta mogłaby im wyrządzić krzywdę, a nawet jeśli nie: to porządnie napsuć krwi.
Skinął głową w odpowiedzi na pytanie, chociaż szczerze wątpił, czy akurat on będzie dobrym towarzyszem do rozmów. Nie bardzo miał ochotę, zresztą nigdy nie był w to dobry. Nic nieznaczące rozmowy zawsze go wykańczały psychicznie. Gdy musiał udawać kogoś innego, jak ostatnio, czuł się potem tak wydrenowany z sił, że nie potrzebował eliksiru, by zasnąć. Nie bardzo chciał sobie pozwalać na taki stan tutaj, w obcym miejscu. Usiadł w odpowiedniej odległości od Roberta, darując sobie przypatrywanie się Unie. Była ładna, to prawda. Miała w sobie coś, co przyciągało wzrok i hipnotyzowało, ale wpatrywanie się tak intensywnie w obce osoby było zwyczajnie niegrzeczne. A w tym się zgadzał z Robertem, chociaż żaden z nich nie wypowiedział na ten temat ani słowa: byli gośćmi. Musieli się dostosować.
- Och, podróżujecie do Glenfinnan, to wiele tłumaczy - odezwała się, przeskakując spojrzeniem od Rodolphusa do Roberta. To on tutaj odpowiadał na pytania, wydawał się również bardziej rozmowny od swojego towarzysza, więc to na nim zawiesiła na chwilę wzrok. - Niestety, zboczyli panowie z drogi. Stąd do Glenfinnan są dwie godziny pieszo przy ładnej pogodzie. Dzisiejszego dnia nie jest możliwe, by tam dotrzeć. Szlak, który tam prowadzi, zapewne zmienił się w strugę deszczu i błota. Nalegam, żeby panowie zostali na noc a najlepiej na dwa dni, dopóki wszystko nie wyschnie. Człapek przygotuje państwu pokój gościnny.
Lestrange drgnął. Dwa dni? Tu? Oczywiście domyślał się, że wychodzenie dzisiaj z tego domu było zbyt ryzykowne, i że pewnie przyjdzie im się tu przespać, chociaż prawdę mówiąc on raczej spać nie będzie. Nie był przygotowany na wycieczkę z nocowaniem, nie wziął ze sobą eliksiru. Mógł czuwać nad bezpieczeństwem Roberta, gdy ten będzie nabierać sił. Ale dwa dni? Odchrząknął, zwracając tym samym na siebie uwagę blondynki.
- Byłoby nam niezmiernie miło, ale jutro powinniśmy stawić się w Glenfinnan w samo południe. Jesteśmy umówieni, a czas to pieniądz - odpowiedział uprzejmie, chociaż stanowczo. Nie podobał mu się jej wzrok. Una co prawda nie wyglądała na złą, ale... Zawiedzioną?
- Oczywiście, rozumiem. Ale nalegam. Mam jednak nadzieję, że pogoda jutro nam dopisze. Mówił pan, że zajmujecie się świecami i kadzidłami? Macie może przy sobie próbki? Kadzidła są fascynujące, potrafią uspokoić w kilka chwil. Ukoić niespokojne myśli, które wpadają samotnej kobiecie do głowy.
Lestrange na chwilę wstrzymał oddech. Ja pierdolę. Oczywiście, że na pewno tego nie mieli przy sobie. W końcu nie byli tu w żadnych interesach. Nie drgnął jednak, nawet nie spojrzał na Roberta. Ufał, że jakoś z tego wybrnie, bo on nie miał zielonego pojęcia o tym ich biznesie poza tym, co mu kiedyś powiedział Nick: że świeca mogłaby wysadzić mieszkanie. A kadzidła się tliły, a nie paliły. Ot, to była cała jego wiedza.
Skinął głową w odpowiedzi na pytanie, chociaż szczerze wątpił, czy akurat on będzie dobrym towarzyszem do rozmów. Nie bardzo miał ochotę, zresztą nigdy nie był w to dobry. Nic nieznaczące rozmowy zawsze go wykańczały psychicznie. Gdy musiał udawać kogoś innego, jak ostatnio, czuł się potem tak wydrenowany z sił, że nie potrzebował eliksiru, by zasnąć. Nie bardzo chciał sobie pozwalać na taki stan tutaj, w obcym miejscu. Usiadł w odpowiedniej odległości od Roberta, darując sobie przypatrywanie się Unie. Była ładna, to prawda. Miała w sobie coś, co przyciągało wzrok i hipnotyzowało, ale wpatrywanie się tak intensywnie w obce osoby było zwyczajnie niegrzeczne. A w tym się zgadzał z Robertem, chociaż żaden z nich nie wypowiedział na ten temat ani słowa: byli gośćmi. Musieli się dostosować.
- Och, podróżujecie do Glenfinnan, to wiele tłumaczy - odezwała się, przeskakując spojrzeniem od Rodolphusa do Roberta. To on tutaj odpowiadał na pytania, wydawał się również bardziej rozmowny od swojego towarzysza, więc to na nim zawiesiła na chwilę wzrok. - Niestety, zboczyli panowie z drogi. Stąd do Glenfinnan są dwie godziny pieszo przy ładnej pogodzie. Dzisiejszego dnia nie jest możliwe, by tam dotrzeć. Szlak, który tam prowadzi, zapewne zmienił się w strugę deszczu i błota. Nalegam, żeby panowie zostali na noc a najlepiej na dwa dni, dopóki wszystko nie wyschnie. Człapek przygotuje państwu pokój gościnny.
Lestrange drgnął. Dwa dni? Tu? Oczywiście domyślał się, że wychodzenie dzisiaj z tego domu było zbyt ryzykowne, i że pewnie przyjdzie im się tu przespać, chociaż prawdę mówiąc on raczej spać nie będzie. Nie był przygotowany na wycieczkę z nocowaniem, nie wziął ze sobą eliksiru. Mógł czuwać nad bezpieczeństwem Roberta, gdy ten będzie nabierać sił. Ale dwa dni? Odchrząknął, zwracając tym samym na siebie uwagę blondynki.
- Byłoby nam niezmiernie miło, ale jutro powinniśmy stawić się w Glenfinnan w samo południe. Jesteśmy umówieni, a czas to pieniądz - odpowiedział uprzejmie, chociaż stanowczo. Nie podobał mu się jej wzrok. Una co prawda nie wyglądała na złą, ale... Zawiedzioną?
- Oczywiście, rozumiem. Ale nalegam. Mam jednak nadzieję, że pogoda jutro nam dopisze. Mówił pan, że zajmujecie się świecami i kadzidłami? Macie może przy sobie próbki? Kadzidła są fascynujące, potrafią uspokoić w kilka chwil. Ukoić niespokojne myśli, które wpadają samotnej kobiecie do głowy.
Lestrange na chwilę wstrzymał oddech. Ja pierdolę. Oczywiście, że na pewno tego nie mieli przy sobie. W końcu nie byli tu w żadnych interesach. Nie drgnął jednak, nawet nie spojrzał na Roberta. Ufał, że jakoś z tego wybrnie, bo on nie miał zielonego pojęcia o tym ich biznesie poza tym, co mu kiedyś powiedział Nick: że świeca mogłaby wysadzić mieszkanie. A kadzidła się tliły, a nie paliły. Ot, to była cała jego wiedza.