04.03.2024, 00:18 ✶
- Betty jest bardzo sprytna. Każdy ją ma za wariatkę, ale Betty nie jest szalona - pewnie gdyby mówiła to nie pod wpływem hipnozy, to by się uśmiechnęła. Pokazała jakiekolwiek zadowolenie z tego, że się ją chwali. Bo tak naprawdę nikt Betty nigdy nie chwalił. Nie mówił, że dobrze sobie radzi - opłacali jej ten lokal, pomagali, kupowali rzeczy bo musieli, bo nie chcieli żeby... no właśnie. Czemu to robili? - Betty umie przywiązać do siebie ludzi.
Nie wyrywała się spod hipnozy, w jej głosie nie przebrzmiała nawet maleńka nutka zadowolenia. Gdy Robert zapytał o sąsiadów, starucha zmilczała. Milczała dość długo jak na fakt, że zaledwie chwilę wcześniej paplała jak najęta i pierdoliła jakieś kocopoły o starych ogórkach i dżemach w piwnicy, którymi truła swoich klientów tylko po to, by sprzedać im lek na sraczkę.
- Oni są niemili dla Betty. Nie lubię ich - powiedziała w końcu cichutko, nie odrywając oka od wahadełka. - Krzyczą na Betty, że zajmuje lokal. A to mój lokal. Ja płacę. Oni mówią, że chcą tu wyburzyć ścianę i poszerzyć magazyn. Ale ja się nie dam, to MÓJ lokal!
Poszczególne słowa były mocniej zaakcentowane. Robert musiał trafić w czuły punkt - taki, który nawet hipnoza nie była w stanie opanować. Nie znaczyło to, że kobieta się wyrwała spod uroku: znaczyło to tylko tyle, że w końcu jej reakcje mówiły mu więcej, niż puste słowa.
- Ostatnio Betty podrzuciła im smrodka. Zamknęli na tydzień. Dobrze im tak, to źli ludzie, którzy nie wierzą w dar Betty. Ja widzę, że niedługo to będzie ich koniec.
Nie wyrywała się spod hipnozy, w jej głosie nie przebrzmiała nawet maleńka nutka zadowolenia. Gdy Robert zapytał o sąsiadów, starucha zmilczała. Milczała dość długo jak na fakt, że zaledwie chwilę wcześniej paplała jak najęta i pierdoliła jakieś kocopoły o starych ogórkach i dżemach w piwnicy, którymi truła swoich klientów tylko po to, by sprzedać im lek na sraczkę.
- Oni są niemili dla Betty. Nie lubię ich - powiedziała w końcu cichutko, nie odrywając oka od wahadełka. - Krzyczą na Betty, że zajmuje lokal. A to mój lokal. Ja płacę. Oni mówią, że chcą tu wyburzyć ścianę i poszerzyć magazyn. Ale ja się nie dam, to MÓJ lokal!
Poszczególne słowa były mocniej zaakcentowane. Robert musiał trafić w czuły punkt - taki, który nawet hipnoza nie była w stanie opanować. Nie znaczyło to, że kobieta się wyrwała spod uroku: znaczyło to tylko tyle, że w końcu jej reakcje mówiły mu więcej, niż puste słowa.
- Ostatnio Betty podrzuciła im smrodka. Zamknęli na tydzień. Dobrze im tak, to źli ludzie, którzy nie wierzą w dar Betty. Ja widzę, że niedługo to będzie ich koniec.