04.03.2024, 12:38 ✶
Miał to szczęście, że Brenna należała do myślących jednostek. Pewnie nigdy by jej tego nie powiedział, bo co za dużo, to niezdrowo, ale czasem doceniał, że nie była tępa jak but. Wzmocnił uścisk tylko po to, by ją pospieszyć. Nie mieli przecież wcale tak dużo czasu. Jedna sekunda, dwie - i facet by zniknął.
Gdyby nagle Brenna nie wypruła do przodu, jakby coś ją oparzyło, a potem nie zderzyła się z blondynem. Mężczyzna sapnął, zaskoczony. Gdyby klucz do pokoju nie tkwił już w zamku, to pewnie by go upuścił. Prawą dłoń trzymał na klamce, którą puścił odruchowo, chcąc sięgnąć chyba do kieszeni? Ale Longbottom go powstrzymała. Jego twarz wykrzywił najpierw grymas zdziwienia, a potem złości.
- Puść mnie, durna! - syknął, podwijając ręce tak, by znalazły się pomiędzy jego ciałem a ciałem Brenny. - Jak masz problem, zejdź na dół do recepcji.
Widać było, że blondyn nie należał do typu cierpliwych, miłych gości. Zareagował agresywnie, nieprzyjemnie. W jego niebieskich oczach widać było wściekłość. Zupełnie jakby w czymś mu przerwali.
- Hamuj się, prostaku - zza pleców Brenny wyrósł Aidan. Z równie widoczną wściekłością w tak samo niebieskich oczach. Nie wątpił, że Longbottom sobie poradzi, ale nie potrafił tkwić w tej roli, którą sobie sami narzucili. A może w niej jednak tkwił? W końcu kto by nie bronił swojej kochanki przed jakimś blond dupkiem, który właśnie zaczynał się z nią szarpać?
Mężczyzna prychnął, nic nie robiąc sobie z pojawienia się Parkinsona, a następnie spróbował odepchnąć Brennę. Mocno, brutalnie i zdecydowanie. Wkładając w to całą swoją złość na to, że zepsuli mu idealny plan i robili zamieszanie pod drzwiami pokoju.
rzut na odepchnięcie AF
Gdyby nagle Brenna nie wypruła do przodu, jakby coś ją oparzyło, a potem nie zderzyła się z blondynem. Mężczyzna sapnął, zaskoczony. Gdyby klucz do pokoju nie tkwił już w zamku, to pewnie by go upuścił. Prawą dłoń trzymał na klamce, którą puścił odruchowo, chcąc sięgnąć chyba do kieszeni? Ale Longbottom go powstrzymała. Jego twarz wykrzywił najpierw grymas zdziwienia, a potem złości.
- Puść mnie, durna! - syknął, podwijając ręce tak, by znalazły się pomiędzy jego ciałem a ciałem Brenny. - Jak masz problem, zejdź na dół do recepcji.
Widać było, że blondyn nie należał do typu cierpliwych, miłych gości. Zareagował agresywnie, nieprzyjemnie. W jego niebieskich oczach widać było wściekłość. Zupełnie jakby w czymś mu przerwali.
- Hamuj się, prostaku - zza pleców Brenny wyrósł Aidan. Z równie widoczną wściekłością w tak samo niebieskich oczach. Nie wątpił, że Longbottom sobie poradzi, ale nie potrafił tkwić w tej roli, którą sobie sami narzucili. A może w niej jednak tkwił? W końcu kto by nie bronił swojej kochanki przed jakimś blond dupkiem, który właśnie zaczynał się z nią szarpać?
Mężczyzna prychnął, nic nie robiąc sobie z pojawienia się Parkinsona, a następnie spróbował odepchnąć Brennę. Mocno, brutalnie i zdecydowanie. Wkładając w to całą swoją złość na to, że zepsuli mu idealny plan i robili zamieszanie pod drzwiami pokoju.
rzut na odepchnięcie AF
Rzut N 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!