08.12.2022, 22:59 ✶
- Będę pamiętać żeby następnym razem nie zasłaniać bałaganu.- zapisał sobie to w pamięci, mimowolnie poznając trochę cechy charakteru Fergusa. Wystarczyło zostawić ich dwóch samych w jednym pomieszczeniu, dać możliwość pogadania o wszystkim i niczym a chcąc nie chcąc, dowiadywali się czegoś o sobie. Może całe te ekstrawertyczne nawiązywanie relacji z obcymi osobami nie jest takie trudne jak się wydaje? Może to zasługa tego pojednawczego piwa albo faktu, że Fergusa widywał często w czasach szkolnych i przynajmniej raz na miesiąc w okresie dorosłości? Może już na tyle się oswoił z jego twarzą, że teraz łatwiej jest po prostu rozmawiać? Trudno dociec ale nie było to teraz ważne. Obudził się w nim głód ruchu i przyspieszenia krążenia krwi. Jest już kwiecień, czas najwyższy wrócić w regularne pływactwo i sporadyczną żeglugę.
- Znajdziesz tu krakena, trytony, syreny… co sobie wymarzysz… - szerszy uśmiech zdradzał, że sobie z niego żartował. Naprawdę uwierzył, że w okolicy trzymają na smyczy krakena? Nowe domowe zwierzątko? Sąsiedzi mugole padliby martwi jak muchy na ten widok i trudno stwierdzić czy z szoku czy z powodu procesów trawiennych żołądka krakena.
- Nie martw się, przypomnę ci jak się pływa!- zawołał z korytarza i ubierał kurtkę. Sięgnął do najwyższej półki po czapkę młodszego brata. Niemal się zderzył z Fergusem kiedy odwracał się, żeby mu ją podać. Skąd się on u licha wziął tak szybko za jego plecami?!
- Włóż to bo na wodach jest zimno. - a nawet okazał trochę empatii, tak odświętnie i to wobec przyjaciela siostry.
Przerwał zapinanie kurtki i popatrzył na niego zdezorientowany. Nie miał pojęcia skąd wzięła się w tej rozmowie wzmianka o przynależności do hogwardzkich domów. Dziwnymi torami szły jego myśli.
- To była tylko szkoła, Fergus. Patroni mieli pielęgnować nasze najbardziej wyraziste cechy charakteru… w tamtych czasach. Myślisz, że teraz ktokolwiek rozpoznałby we mnie Puchona?- uniósł brwi i zarzucił torbę na ramię. Miał w niej nie tylko kombinezon pływacki ale też kilka innych małych popierdółek przydatnych na łódce. Tak, były tam dwie puszki piwa ale też i nawet ręcznik. Priorytety, prawda?
- Jeśli złapiesz mi tę plumpkę to na niej popłynę. - roześmiał się, zauważając w nich momentalne ożywienie na myśl, że zaraz zmienią otoczenie. Zacisnął palce na różdżce.
Gdy tylko Fergus się ubrał, znienacka chwycił go mocno za ramię.
- Trzymaj się!- i wbijając palce w rękaw jego odzienia teleportował ich z progu domu Flintów.
Teleportacja trwała kilkanaście sekund a w kanale teleportacyjnym obrócili się zaledwie trzy razy i znaleźli się kilka kilometrów dalej, za dokami. Wylądowali dosyć głośno, a przynajmniej Castiel, który bez problemu zachował równowagę. Lubił tę formę przemieszczania się i był w niej naprawdę dobry. Nie zdarzyło się aby miał zgubić choćby kawałek naskórka. Zdmuchnął z krańca różdżki niewidzialny dymek i wsunął ją za lewe ucho.
- Gotowy? Idziemy wyciągać łódź. - poklepał go po ramieniu i szeroko uśmiechnięty ruszył żwawo przed siebie, machając ręką na Olivandera by się pospieszył. Znajdowali się w porcie ale dostatecznie daleko od zadokowanych statków i samego domu Flintów. Budynek było widać z oddali, tak samo jak maszty. Wszędzie wokół znajdowały się beczki, skrzynie, sieci, sznury, kotwice, łódki rozmaitej wielkości i wątpliwej jakości. Unosił się zapach bryzy, octu i ryb. W tych rejonach było zdecydowanie zimniej i bardziej wilgotno. Wiatr wpadał z impetem w morskie wody, a ich fale rozbijały się leniwie o kamień. Wody były spokojne, a do zmierzchu mieli jeszcze kilka godzin. Utrzymał żwawe tempo , stawiał długie kroki i prowadził ich na krótkie molo przy którym przymocowanych było wiele łódek. Zatrzymał się dopiero przy siódmej. Czarodziej rozpozna, że ta lśniąca poświata na dziobie łódeczki zdradza jej delikatne umagicznienie - ot, mugole nie wpadali na pomysł aby do niej wsiadać. Rzucił torbę do Ferugsa, wołając jedynie "łap" i w ciągu czterech minut odcumował łódkę. Była dwuosobowa, drewniana i dla normalnego oka zwyczajna. Flintowie wiedzieli jednak, że łódź była zrobiona z najlepszego ciemnego drewna, zabezpieczona zaklęciami przed przeciekaniem wody i śliskością. Na kładce wewnątrz łódki widać było wyryte czymś ostrym imiona Flintów - od dziadkowych po najmłodsze pokolenie. Wszedł do łódki, a jej zachwianie się nie zakłóciło jego równowagi. Ot, przypięte wiosła odbiły się lekko od drewnianych pali molo.
- Wskakuj. Plumpki czekają aż je złapiesz. - nie siadał jeszcze, stał w lekkim rozkroku i czekał. Popatrzył na Olivandera te kilka sekund dłużej w oczekiwaniu na całkowicie normalne "przytrzymaj mnie albo tę łódkę".
- Znajdziesz tu krakena, trytony, syreny… co sobie wymarzysz… - szerszy uśmiech zdradzał, że sobie z niego żartował. Naprawdę uwierzył, że w okolicy trzymają na smyczy krakena? Nowe domowe zwierzątko? Sąsiedzi mugole padliby martwi jak muchy na ten widok i trudno stwierdzić czy z szoku czy z powodu procesów trawiennych żołądka krakena.
- Nie martw się, przypomnę ci jak się pływa!- zawołał z korytarza i ubierał kurtkę. Sięgnął do najwyższej półki po czapkę młodszego brata. Niemal się zderzył z Fergusem kiedy odwracał się, żeby mu ją podać. Skąd się on u licha wziął tak szybko za jego plecami?!
- Włóż to bo na wodach jest zimno. - a nawet okazał trochę empatii, tak odświętnie i to wobec przyjaciela siostry.
Przerwał zapinanie kurtki i popatrzył na niego zdezorientowany. Nie miał pojęcia skąd wzięła się w tej rozmowie wzmianka o przynależności do hogwardzkich domów. Dziwnymi torami szły jego myśli.
- To była tylko szkoła, Fergus. Patroni mieli pielęgnować nasze najbardziej wyraziste cechy charakteru… w tamtych czasach. Myślisz, że teraz ktokolwiek rozpoznałby we mnie Puchona?- uniósł brwi i zarzucił torbę na ramię. Miał w niej nie tylko kombinezon pływacki ale też kilka innych małych popierdółek przydatnych na łódce. Tak, były tam dwie puszki piwa ale też i nawet ręcznik. Priorytety, prawda?
- Jeśli złapiesz mi tę plumpkę to na niej popłynę. - roześmiał się, zauważając w nich momentalne ożywienie na myśl, że zaraz zmienią otoczenie. Zacisnął palce na różdżce.
Gdy tylko Fergus się ubrał, znienacka chwycił go mocno za ramię.
- Trzymaj się!- i wbijając palce w rękaw jego odzienia teleportował ich z progu domu Flintów.
Teleportacja trwała kilkanaście sekund a w kanale teleportacyjnym obrócili się zaledwie trzy razy i znaleźli się kilka kilometrów dalej, za dokami. Wylądowali dosyć głośno, a przynajmniej Castiel, który bez problemu zachował równowagę. Lubił tę formę przemieszczania się i był w niej naprawdę dobry. Nie zdarzyło się aby miał zgubić choćby kawałek naskórka. Zdmuchnął z krańca różdżki niewidzialny dymek i wsunął ją za lewe ucho.
- Gotowy? Idziemy wyciągać łódź. - poklepał go po ramieniu i szeroko uśmiechnięty ruszył żwawo przed siebie, machając ręką na Olivandera by się pospieszył. Znajdowali się w porcie ale dostatecznie daleko od zadokowanych statków i samego domu Flintów. Budynek było widać z oddali, tak samo jak maszty. Wszędzie wokół znajdowały się beczki, skrzynie, sieci, sznury, kotwice, łódki rozmaitej wielkości i wątpliwej jakości. Unosił się zapach bryzy, octu i ryb. W tych rejonach było zdecydowanie zimniej i bardziej wilgotno. Wiatr wpadał z impetem w morskie wody, a ich fale rozbijały się leniwie o kamień. Wody były spokojne, a do zmierzchu mieli jeszcze kilka godzin. Utrzymał żwawe tempo , stawiał długie kroki i prowadził ich na krótkie molo przy którym przymocowanych było wiele łódek. Zatrzymał się dopiero przy siódmej. Czarodziej rozpozna, że ta lśniąca poświata na dziobie łódeczki zdradza jej delikatne umagicznienie - ot, mugole nie wpadali na pomysł aby do niej wsiadać. Rzucił torbę do Ferugsa, wołając jedynie "łap" i w ciągu czterech minut odcumował łódkę. Była dwuosobowa, drewniana i dla normalnego oka zwyczajna. Flintowie wiedzieli jednak, że łódź była zrobiona z najlepszego ciemnego drewna, zabezpieczona zaklęciami przed przeciekaniem wody i śliskością. Na kładce wewnątrz łódki widać było wyryte czymś ostrym imiona Flintów - od dziadkowych po najmłodsze pokolenie. Wszedł do łódki, a jej zachwianie się nie zakłóciło jego równowagi. Ot, przypięte wiosła odbiły się lekko od drewnianych pali molo.
- Wskakuj. Plumpki czekają aż je złapiesz. - nie siadał jeszcze, stał w lekkim rozkroku i czekał. Popatrzył na Olivandera te kilka sekund dłużej w oczekiwaniu na całkowicie normalne "przytrzymaj mnie albo tę łódkę".