04.03.2024, 16:14 ✶
Żegnam się z Brenną. Biorę alkohol i idę na poszukiwania Sebastiana. Znajduję go i proponuję mu wyjście na dwór.
Patrick odebrał zamówiony przez siebie alkohol. Znowu skierował spojrzenie na stojącą obok niego Brennę, dalej za nią, na parkiecie wirowały biorące udział w konkursie tańca pary. Nawet przez moment nie rozważał, by samemu zatańczyć. Zdawało mu się także, że rozumiał czemu organizatorka nie brała udziału, chociaż jej brat już tak. Znowu się uśmiechnął, ale tym razem mniej wesoło, przez myśl, która nagle w niego uderzyła.
- To naprawdę fajna impreza – powiedział do Brenny. – I Sebastian miał rację, gdy komplementował twój wygląd. – W sukience, lekkim makijażu, z daleka od pracy, ale otoczona ludźmi których lubiła Longbottom, wyglądała zupełnie inaczej niż na co dzień. I nie chodziło tylko o to, że była mniej oficjalna lub że bardziej podkreśliła, ukrywaną na co dzień urodę; ale o zmianę, która dotknęła jej w całości.
Steward podniósł szklaneczki z alkoholem do góry, jakby na znak, że musiał już iść. A potem odwrócił się, pozostawiając Brennę innym gościom, i ruszył wzdłuż ściany – tak by nawet przypadkiem nie zahaczyć o parkiet i nie zepsuć komuś tańca – na poszukiwania Sebastiana. Miał nadzieję, że ten jeszcze nie zdążył wyjść z budynku i puścić się biegiem do punktu aportacyjnego. Pozostawał kompletnie nieświadomy tego, że wcześniejszy drink, który McMillan wypił (a który Patrick zamówił na chybił trafił), okazał się aż tak problematyczny dla egzorcysty. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tańce, że hałas, że tłum nieznajomych twarzy (lub tylko ledwo znajomych) to mogło być dla egzorcysty za dużo.
Westchnął, dostrzegając go pod jedną ze ścian. Zbliżył się, od razu pokazując mu trzymane w rękach szklanki z alkoholem.
- Masz ochotę się trochę przewietrzyć? – zapytał, gdy znalazł się już na tyle blisko Sebastiana, by nie musiał krzyczeć. – Wziąłem ci jeszcze jednego, tym razem bez żadnych dodatków. Jeśli nie lubisz whisky chrzczonej lodem, mogę wrócić i poprosić o jakieś wino. – Mszalne?
Patrick odebrał zamówiony przez siebie alkohol. Znowu skierował spojrzenie na stojącą obok niego Brennę, dalej za nią, na parkiecie wirowały biorące udział w konkursie tańca pary. Nawet przez moment nie rozważał, by samemu zatańczyć. Zdawało mu się także, że rozumiał czemu organizatorka nie brała udziału, chociaż jej brat już tak. Znowu się uśmiechnął, ale tym razem mniej wesoło, przez myśl, która nagle w niego uderzyła.
- To naprawdę fajna impreza – powiedział do Brenny. – I Sebastian miał rację, gdy komplementował twój wygląd. – W sukience, lekkim makijażu, z daleka od pracy, ale otoczona ludźmi których lubiła Longbottom, wyglądała zupełnie inaczej niż na co dzień. I nie chodziło tylko o to, że była mniej oficjalna lub że bardziej podkreśliła, ukrywaną na co dzień urodę; ale o zmianę, która dotknęła jej w całości.
Steward podniósł szklaneczki z alkoholem do góry, jakby na znak, że musiał już iść. A potem odwrócił się, pozostawiając Brennę innym gościom, i ruszył wzdłuż ściany – tak by nawet przypadkiem nie zahaczyć o parkiet i nie zepsuć komuś tańca – na poszukiwania Sebastiana. Miał nadzieję, że ten jeszcze nie zdążył wyjść z budynku i puścić się biegiem do punktu aportacyjnego. Pozostawał kompletnie nieświadomy tego, że wcześniejszy drink, który McMillan wypił (a który Patrick zamówił na chybił trafił), okazał się aż tak problematyczny dla egzorcysty. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tańce, że hałas, że tłum nieznajomych twarzy (lub tylko ledwo znajomych) to mogło być dla egzorcysty za dużo.
Westchnął, dostrzegając go pod jedną ze ścian. Zbliżył się, od razu pokazując mu trzymane w rękach szklanki z alkoholem.
- Masz ochotę się trochę przewietrzyć? – zapytał, gdy znalazł się już na tyle blisko Sebastiana, by nie musiał krzyczeć. – Wziąłem ci jeszcze jednego, tym razem bez żadnych dodatków. Jeśli nie lubisz whisky chrzczonej lodem, mogę wrócić i poprosić o jakieś wino. – Mszalne?