04.03.2024, 18:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 15:53 przez Millie Moody.)
Milles rzadko kiedy miewała wyrzuty sumienia i może ta gruboskórność gwarantowała jej całkiem wysoką poczytalność jak na ryzyko, które niosła praca w Brygadzie Uderzeniowej. Nie brakło jej jednak empatii, oraz niewątpliwie miała całe pokłady wkurwu, na tych gnojków, którzy chcieli uczciwą kobietę zmusić do darmowej pracy. Oczywiście nie popierała jakiegokolwiek wspierania tej bandy kretynów, ale była pewna, że gdyby przyszli do pani Meadowes i zapłacili, to rzemieślniczka nie miałaby najmniejszych skrupułów by "wesprzeć" sprawę swoją pracą.
– Niestety... chyba rzeczywiście warto było jej posłuchać. – nieprzyjemny zwykle dla postronnych głos złagodniał na tyle, by przypominać neutralny, trochę zobojętniały ton innych ludzi. Złość gotowała się w młodej kobiecie i ciężko było jej przemawiać miło przez zaciśnięte zęby.
Skupiła się więc na oględzinach, na obrażeniach, choć nie była lekarką. Chciała jednak upewnić się, że pośród szmat i kolejnych warstw, nie ma mimo wszystko rany która weszła głębiej. Warto było też rozejrzeć się za ewentualnymi poszlakami, które mogłyby podważać zeznania świadka. Nie żeby ta przemiła kobiecina zasłużyła sobie czymś konkretnym na brak zaufania. Ot, Milles zarażała się paranoją od brata. A może była to kwestia mieszanki krwi, która powołała ich na świat?
– Kręcili się tu wcześniej? Albo może kojarzy pani jakiegoś dziwnego klienta, który oglądał towary i nic nie kupił? To mogło być nawet kilka dni temu – dopytywała na świeżo. Cały czas kucała obok nie, teraz jednak, gdy oddała menażkę, wyciągnęła notes i zapisała (nabazgrała) zeznania, które otrzymała do tej pory. Potem czekało ich biurokratyczne fiku miku, tona raportów, pewne w trzech kopiach. – Chce Pani, żebyśmy poinformowali kogoś bliskiego? To może chwile zająć, a po wszystkim warto, żeby zajął się Panią ktoś bliski.
– Niestety... chyba rzeczywiście warto było jej posłuchać. – nieprzyjemny zwykle dla postronnych głos złagodniał na tyle, by przypominać neutralny, trochę zobojętniały ton innych ludzi. Złość gotowała się w młodej kobiecie i ciężko było jej przemawiać miło przez zaciśnięte zęby.
Skupiła się więc na oględzinach, na obrażeniach, choć nie była lekarką. Chciała jednak upewnić się, że pośród szmat i kolejnych warstw, nie ma mimo wszystko rany która weszła głębiej. Warto było też rozejrzeć się za ewentualnymi poszlakami, które mogłyby podważać zeznania świadka. Nie żeby ta przemiła kobiecina zasłużyła sobie czymś konkretnym na brak zaufania. Ot, Milles zarażała się paranoją od brata. A może była to kwestia mieszanki krwi, która powołała ich na świat?
– Kręcili się tu wcześniej? Albo może kojarzy pani jakiegoś dziwnego klienta, który oglądał towary i nic nie kupił? To mogło być nawet kilka dni temu – dopytywała na świeżo. Cały czas kucała obok nie, teraz jednak, gdy oddała menażkę, wyciągnęła notes i zapisała (nabazgrała) zeznania, które otrzymała do tej pory. Potem czekało ich biurokratyczne fiku miku, tona raportów, pewne w trzech kopiach. – Chce Pani, żebyśmy poinformowali kogoś bliskiego? To może chwile zająć, a po wszystkim warto, żeby zajął się Panią ktoś bliski.
Percepcja na oględziny obrażeń i ewentualnych dziwności na skórze
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana