04.03.2024, 19:11 ✶
Miał ochotę mocno zacisnąć oczy i policzyć do dziesięciu. Powoli, spokojnie, oddychając przy okazji głęboko. Spotkania z tą kobietą to będzie droga przez mękę. Mulciber mu to za to zapłaci w ten czy inny sposób. Nie mógł wybrać kogoś... Kogokolwiek tylko nie ją?!
- Dzisiaj jest za późno, ale powiedzmy za kilka dni? - uśmiechnął się kącikiem ust, przyzywając gestem kelnera. Pokrył wszystkie koszty, tak jak obiecał. Planował to wcześniej, musiał zrobić na niej dobre wrażenie. Trzymać się ustalonego planu. A co do jej pytania... Przecież o tej porze sklep był zamknięty. Spotkanie było krótkie, ale tak wydrenowało go psychicznie, że naprawdę nie miał sił dłużej użerać się z Marie. Nie mógł jednak wypaść z roli, chociaż wzrok musiał mieć nieco zmęczony. Zawsze jednak mógł to zrzucić na karb przepracowania. Wstał. - Odprowadzę cię do domu, czasy są niespokojne, a nie chciałbym by ktokolwiek cię po drodze zaczepiał.
Cóż, technicznie rzecz biorąc to nie było kłamstwo, bo była mu potrzebna. Gdyby ktoś postanowił pokrzyżować mu plany i sprzątnął Marie sprzed nosa - w różnym tego słowa znaczeniu - wyszedłby chyba z siebie i stanął obok.
Rodolphus wyciągnął dłoń w stronę kobiety, by pomóc jej wstać. Przez dłuższą chwilę trzymał jej dłoń, lekko, zerkając na reakcję. A potem opuścili restaurację. Nie planował dzisiaj wykonywać innych ruchów w jej kierunku - zwykły spacer, odprowadzenie do domu. Żadnych pocałunków w policzek, co najwyżej w dłoń, na pożegnanie. W końcu był porządnym czarodziejem, a tacy się nie spieszyli z tymi sprawami, prawda? Poprosił tylko na koniec kobietę o trochę czasu. Odezwie się do niej, ustalą pasującą im datę i pójdą do Rosierów, żeby wybrać sukienkę. Zrobił to celowo: mógł przecież rzucić pieniędzmi i zapomnieć o sprawie. Ale musiał krążyć wokół niej jak sęp wokół padliny, zdobyć zaufanie. Tylko czemu miał wrażenie, że w przyszłości tego pożałuje?
- Dzisiaj jest za późno, ale powiedzmy za kilka dni? - uśmiechnął się kącikiem ust, przyzywając gestem kelnera. Pokrył wszystkie koszty, tak jak obiecał. Planował to wcześniej, musiał zrobić na niej dobre wrażenie. Trzymać się ustalonego planu. A co do jej pytania... Przecież o tej porze sklep był zamknięty. Spotkanie było krótkie, ale tak wydrenowało go psychicznie, że naprawdę nie miał sił dłużej użerać się z Marie. Nie mógł jednak wypaść z roli, chociaż wzrok musiał mieć nieco zmęczony. Zawsze jednak mógł to zrzucić na karb przepracowania. Wstał. - Odprowadzę cię do domu, czasy są niespokojne, a nie chciałbym by ktokolwiek cię po drodze zaczepiał.
Cóż, technicznie rzecz biorąc to nie było kłamstwo, bo była mu potrzebna. Gdyby ktoś postanowił pokrzyżować mu plany i sprzątnął Marie sprzed nosa - w różnym tego słowa znaczeniu - wyszedłby chyba z siebie i stanął obok.
Rodolphus wyciągnął dłoń w stronę kobiety, by pomóc jej wstać. Przez dłuższą chwilę trzymał jej dłoń, lekko, zerkając na reakcję. A potem opuścili restaurację. Nie planował dzisiaj wykonywać innych ruchów w jej kierunku - zwykły spacer, odprowadzenie do domu. Żadnych pocałunków w policzek, co najwyżej w dłoń, na pożegnanie. W końcu był porządnym czarodziejem, a tacy się nie spieszyli z tymi sprawami, prawda? Poprosił tylko na koniec kobietę o trochę czasu. Odezwie się do niej, ustalą pasującą im datę i pójdą do Rosierów, żeby wybrać sukienkę. Zrobił to celowo: mógł przecież rzucić pieniędzmi i zapomnieć o sprawie. Ale musiał krążyć wokół niej jak sęp wokół padliny, zdobyć zaufanie. Tylko czemu miał wrażenie, że w przyszłości tego pożałuje?
Koniec sesji