04.03.2024, 19:45 ✶
Na szczęście - lub też wręcz przeciwnie, zależnie od której strony spojrzeć - był dość uparty. A podaną cenę mógł zaklasyfikować co najwyżej do kategorii zwykłego zdzierstwa. Zwłaszcza, że chodziło o zakup czegoś, czego sam kompletnie nie potrzebował i za co miał nigdy nie odzyskać pieniędzy. Tych samych, które mógłby przeznaczyć na cokolwiek innego. Tym bardziej, że naprawdę nie miałby większego problemu z tym, żeby nawet w najbliższej okolicy wskazać przynajmniej kilka potencjalnie bardziej interesujących przedmiotów. Z czym zapewne nie zgodziłaby się Penny.
Niewiele brakowało, by uśmiechnął się triumfalnie słysząc, że wykorzystywane przez kobietę kamienie pochodziły z drugiej ręki. Pamiętał jednak o tym, by zachować dotychczasowy zaniepokojony wyraz twarzy, nie obeszło się również bez szybkiego zerknięcia na upuszczoną przed momentem biżuterię - w sposób odpowiadający temu, w jaki należałoby patrzeć na chwilowo spokojne, ale jednak jadowite i niebezpieczne zwierzę.
- Może i zyskują drugie życie, ale najwyraźniej zapamiętują też przekazaną im przez poprzednich właścicieli energię. A ta - oskarżycielsko wskazał palcem na wisiorek i bransoletkę - zdecydowanie nie jest zbyt przyjemna. To... to zresztą i tak mało powiedziane.
Wypowiedź zakończył przeciągłym westchnięciem, mającym najpewniej sugerować, że obrazy podsunięte przez wykorzystane w biżuterii kamienie były zdecydowanie zbyt drastyczne, by w ogóle wspominać o nich na głos. Podobnie drastyczny był zresztą pomysł, jaki nasunął mu się na myśl, a jaki mógłby umożliwić uciszenie Penny. Ten jednak od siebie odsunął, w końcu zamordowanie przyjaciółki na środku Pokątnej na pewno wiązałoby się co najmniej z kilkoma nieprzyjemnościami.
Nie mógł jednak twierdzić przecież, że absolutnie każda ze sprzedawanych tutaj błyskotek posiadała jakąś tragiczną historię i emanowała negatywną aurą. To akurat każdy już uznałby chyba za co najmniej odrobinę podejrzane.
A jednak przezornie chwycił przyjaciółkę za nadgarstek, na wszelki wypadek powstrzymując ją przed sięgnięciem po prezentowaną właśnie broszkę.
- Tylko pod warunkiem, że nie przesiąkła wcześniej jakimś... - znów nie dokończył, świadomy najwyraźniej, że czasami te przemilczane kwestie okazywały się mimo wszystko bardziej wymowne niż wypowiedziane wprost. Niepozorną - i wcale nie taką brzydką - koniczynkę obdarzył nieufnym spojrzeniem, mając przy tym nadzieję, że nie zawędrował za bardzo w okolice lekkiej paranoi. Zbytnia przesada mogłaby wpłynąć negatywnie na autentyczność.
- Zaufaj mi, Penny - prawdopodobnie niewiele zdań, które wypowiadał Terry, a które zaczynały się w ten sposób, niosło za sobą jakkolwiek pozytywne konsekwencje... - Będzie lepiej, jeżeli rozejrzysz się jeszcze gdzieś indziej. Najlepiej gdzieś, gdzie znajdzie się coś... bezpieczniejszego.
Posyłając ostatnie nieufne spojrzenie w kierunku prawie kupionej bransoletki i pasującego do niej wisiorka, lekko pociągnął przyjaciółkę za sobą, zamierzając oddalić się od straganu. I naprawdę miał przy tym nadzieję, że przynajmniej raz Weasley wykaże się chęcią współpracy i nie będzie mu tego w jakiś szczególny sposób utrudniać.
Niewiele brakowało, by uśmiechnął się triumfalnie słysząc, że wykorzystywane przez kobietę kamienie pochodziły z drugiej ręki. Pamiętał jednak o tym, by zachować dotychczasowy zaniepokojony wyraz twarzy, nie obeszło się również bez szybkiego zerknięcia na upuszczoną przed momentem biżuterię - w sposób odpowiadający temu, w jaki należałoby patrzeć na chwilowo spokojne, ale jednak jadowite i niebezpieczne zwierzę.
- Może i zyskują drugie życie, ale najwyraźniej zapamiętują też przekazaną im przez poprzednich właścicieli energię. A ta - oskarżycielsko wskazał palcem na wisiorek i bransoletkę - zdecydowanie nie jest zbyt przyjemna. To... to zresztą i tak mało powiedziane.
Wypowiedź zakończył przeciągłym westchnięciem, mającym najpewniej sugerować, że obrazy podsunięte przez wykorzystane w biżuterii kamienie były zdecydowanie zbyt drastyczne, by w ogóle wspominać o nich na głos. Podobnie drastyczny był zresztą pomysł, jaki nasunął mu się na myśl, a jaki mógłby umożliwić uciszenie Penny. Ten jednak od siebie odsunął, w końcu zamordowanie przyjaciółki na środku Pokątnej na pewno wiązałoby się co najmniej z kilkoma nieprzyjemnościami.
Nie mógł jednak twierdzić przecież, że absolutnie każda ze sprzedawanych tutaj błyskotek posiadała jakąś tragiczną historię i emanowała negatywną aurą. To akurat każdy już uznałby chyba za co najmniej odrobinę podejrzane.
A jednak przezornie chwycił przyjaciółkę za nadgarstek, na wszelki wypadek powstrzymując ją przed sięgnięciem po prezentowaną właśnie broszkę.
- Tylko pod warunkiem, że nie przesiąkła wcześniej jakimś... - znów nie dokończył, świadomy najwyraźniej, że czasami te przemilczane kwestie okazywały się mimo wszystko bardziej wymowne niż wypowiedziane wprost. Niepozorną - i wcale nie taką brzydką - koniczynkę obdarzył nieufnym spojrzeniem, mając przy tym nadzieję, że nie zawędrował za bardzo w okolice lekkiej paranoi. Zbytnia przesada mogłaby wpłynąć negatywnie na autentyczność.
- Zaufaj mi, Penny - prawdopodobnie niewiele zdań, które wypowiadał Terry, a które zaczynały się w ten sposób, niosło za sobą jakkolwiek pozytywne konsekwencje... - Będzie lepiej, jeżeli rozejrzysz się jeszcze gdzieś indziej. Najlepiej gdzieś, gdzie znajdzie się coś... bezpieczniejszego.
Posyłając ostatnie nieufne spojrzenie w kierunku prawie kupionej bransoletki i pasującego do niej wisiorka, lekko pociągnął przyjaciółkę za sobą, zamierzając oddalić się od straganu. I naprawdę miał przy tym nadzieję, że przynajmniej raz Weasley wykaże się chęcią współpracy i nie będzie mu tego w jakiś szczególny sposób utrudniać.