09.12.2022, 04:03 ✶
Stała pośrodku sklepiku, napięta niczym struna. Miała wrażenie, ze czuje każdy mięsień w swoim ciele, napięty niczym postronek. Dłoń zaciśnięta na różdżce zaczynała powoli boleć. W głowie szumiało jej, jakby ktoś włączył telewizor i nie był w stanie złapać anteną jakiegokolwiek sygnału. Biały szum, do momentu, kiedy coś nie potoczyło się po podłodze, a ona sama omal nie podskoczyła.
Dźwięk toczącego się leniwie drewna po zasmolonej podłodze przebił się przez ciszę nad wyraz głośno. Dora nabrała powietrza do płuc gwałtownie, mimo że zdawać by się mogło, że po wdechu który nabrała sekundę wcześniej, nie miała już w sobie więcej miejsca. Kiedy jednak opuściła spojrzenie i skierowała je pod swoje nogi, na podłużny kształt, który się do niej dotoczył, równie gwałtownie to całe powietrze z siebie wypuściła.
Pochyliła się, palce zamykając na jakże znajomym kształcie różdżki, która jednak nie należała do niej. W panice jakby, podniosła spojrzenie, znowu wbijając je w elementy otoczenia, tym razem jednak jakby bardziej uważnie, bo spod pokracznie leżącego regału wyjrzała na nią blada ręka.
Tym razem ciszę przecięły jej własne kroki. Już nie ostrożne, a szybkie i nerwowe, które w mgnieniu oka sprawiły, że zawisła nad panną Macmillan.
- Sarah? - wyszeptała z wyraźnym niedowierzaniem, przez chwilę zastanawiając się, czy strach nie robi sobie z niej żartów. Im dłużej jednak patrzyła na drobną postać, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że zna ją bardzo dobrze. Jak rażona opadła na kolana, dłonią odgarniając włosy z twarzy dziewczyny, chcąc lepiej się jej przyjrzeć - Sarah? Słyszysz mnie? - pierwszym instynktem było sprawdzić, czy w ogóle żyje. Czy w ogóle oddycha, w końcu też, czy w ogóle jest przytomna. - Zaraz cię spod tego wyciągnę. Uważaj, na trzy. Raz, dwa... - uniosła dłonie, w jednej ściskając swoja różdżkę i rzucając zaklęcie. Przygniatający Macmillan regał zatrzeszczał i uniósł się. Początkowo jakby z trudem, jednak Dora szybko zdecydowała gdzie najlepiej będzie go odsunąć, co zaowocowało błyskawicznym uwolnieniem spod niego dziewczyny.
- Sarah, możesz się ruszać? - zapytała, wreszcie opuściwszy różdżkę i koncentrując swoją uwagę na niej. Na Sarę patrzyły jasne, błękitne oczy pełne troski i strachu. Miała nadzieję, że odpowiedź nie będzie jakkolwiek inna jak tak. Każda inna bowiem mogła zwiastować, że regał zabrałby jej coś więcej, niż tylko chwilową możliwość swobodnego oddychania.
Dźwięk toczącego się leniwie drewna po zasmolonej podłodze przebił się przez ciszę nad wyraz głośno. Dora nabrała powietrza do płuc gwałtownie, mimo że zdawać by się mogło, że po wdechu który nabrała sekundę wcześniej, nie miała już w sobie więcej miejsca. Kiedy jednak opuściła spojrzenie i skierowała je pod swoje nogi, na podłużny kształt, który się do niej dotoczył, równie gwałtownie to całe powietrze z siebie wypuściła.
Pochyliła się, palce zamykając na jakże znajomym kształcie różdżki, która jednak nie należała do niej. W panice jakby, podniosła spojrzenie, znowu wbijając je w elementy otoczenia, tym razem jednak jakby bardziej uważnie, bo spod pokracznie leżącego regału wyjrzała na nią blada ręka.
Tym razem ciszę przecięły jej własne kroki. Już nie ostrożne, a szybkie i nerwowe, które w mgnieniu oka sprawiły, że zawisła nad panną Macmillan.
- Sarah? - wyszeptała z wyraźnym niedowierzaniem, przez chwilę zastanawiając się, czy strach nie robi sobie z niej żartów. Im dłużej jednak patrzyła na drobną postać, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że zna ją bardzo dobrze. Jak rażona opadła na kolana, dłonią odgarniając włosy z twarzy dziewczyny, chcąc lepiej się jej przyjrzeć - Sarah? Słyszysz mnie? - pierwszym instynktem było sprawdzić, czy w ogóle żyje. Czy w ogóle oddycha, w końcu też, czy w ogóle jest przytomna. - Zaraz cię spod tego wyciągnę. Uważaj, na trzy. Raz, dwa... - uniosła dłonie, w jednej ściskając swoja różdżkę i rzucając zaklęcie. Przygniatający Macmillan regał zatrzeszczał i uniósł się. Początkowo jakby z trudem, jednak Dora szybko zdecydowała gdzie najlepiej będzie go odsunąć, co zaowocowało błyskawicznym uwolnieniem spod niego dziewczyny.
- Sarah, możesz się ruszać? - zapytała, wreszcie opuściwszy różdżkę i koncentrując swoją uwagę na niej. Na Sarę patrzyły jasne, błękitne oczy pełne troski i strachu. Miała nadzieję, że odpowiedź nie będzie jakkolwiek inna jak tak. Każda inna bowiem mogła zwiastować, że regał zabrałby jej coś więcej, niż tylko chwilową możliwość swobodnego oddychania.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.