05.03.2024, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 00:01 przez Erik Longbottom.)
Teraz Melinda już wiedziała, że przeniesienie się do Londynu było bezsensowne. Słyszała plotki, że napady coraz częściej się zdarzają, jednak wydawało jej się, że była mowa o Śmiertelnym Nokturnie lub jakichś opuszczonych przez Matkę dzielnicach niemagicznych, w których osiedlili się czarodzieje, żeby żyć bardziej ''egzotycznie''. A siostrzenica mówiła, żeby uważać. Ech, trzeba było siedzieć u siebie na wsi i łapać klientów w Dolinie Godryka albo Little Hangleton. Mądra wiedźma po szkodzie, nie ma co.
— Trafiło się paru takich. A bo to mało teraz ludzi niezdecydowanych po mieście się pląta? — Pokręciła z niedowierzaniem głową. — Jeden nie ufa, drugi chodzi od zakładu do zakładu, porównując ceny, a trzeci chce, żeby mu rabat dać, chociaż pierwszy raz człowieka na oczy widzę! — W jej głosie momentalnie rozbrzmiały nutki wrogości. — A tak to... Kręciła się taka jedna trójka. Blondasek taki starszy trochę od pani i dwie rude. Mechanizmy oglądali, cenę próbowali zbyć. O wykształcenie pytali, gdzie się fachu nauczyłam.
Zerknęła kątem oka na skutych napastników, a jej rysy twarzy stężały, jakby dopiero teraz dotarło do niej, o co konkretnie pytała Brygadzistka. Że to niby oni mogli być? Ale to tylko dwójka... A po sylwetkach łatwo rozpoznać ich nie było przez te szaty. Melinda okręcała powoli rękę, nabierając odwagi, aby przyjrzeć się swoim obrażeniom. Oby zagoiło się to jak najszybciej.
— Siostrzenicę najlepiej będzie wezwać — zdecydowała niepewnie, jakby nie chciała robić krewniaczce problemu. — Sprytna dziewucha jakich mało! Do egzaminów na kursie się przygotowuje. Departament Skarbu! — Uśmiechnęła się na samą myśl. — W takiej jednej knajpce w dzielnicy pracuje. — Podyktowała młodszej czarownicy nazwę lokalu i adres.
Millie, z twoich oględzin... Nie wynikło nic specjalnego. Ślady po gwałtownych rozcięciach były równe i czyste, raczej nie użyto do nich fizycznego narzędzia, toteż zaklęcie wydawało się najlogiczniejszym rozwiązaniem. Nie licząc bladości na skórze, nic nie rzuciło ci się w oczy. Możesz spróbować wyczarować tymczasowe bandaże, jednak poza tym za wiele nie zrobisz. Bądź co bądź, uzdrowicielką nie jesteś.
— Trafiło się paru takich. A bo to mało teraz ludzi niezdecydowanych po mieście się pląta? — Pokręciła z niedowierzaniem głową. — Jeden nie ufa, drugi chodzi od zakładu do zakładu, porównując ceny, a trzeci chce, żeby mu rabat dać, chociaż pierwszy raz człowieka na oczy widzę! — W jej głosie momentalnie rozbrzmiały nutki wrogości. — A tak to... Kręciła się taka jedna trójka. Blondasek taki starszy trochę od pani i dwie rude. Mechanizmy oglądali, cenę próbowali zbyć. O wykształcenie pytali, gdzie się fachu nauczyłam.
Zerknęła kątem oka na skutych napastników, a jej rysy twarzy stężały, jakby dopiero teraz dotarło do niej, o co konkretnie pytała Brygadzistka. Że to niby oni mogli być? Ale to tylko dwójka... A po sylwetkach łatwo rozpoznać ich nie było przez te szaty. Melinda okręcała powoli rękę, nabierając odwagi, aby przyjrzeć się swoim obrażeniom. Oby zagoiło się to jak najszybciej.
— Siostrzenicę najlepiej będzie wezwać — zdecydowała niepewnie, jakby nie chciała robić krewniaczce problemu. — Sprytna dziewucha jakich mało! Do egzaminów na kursie się przygotowuje. Departament Skarbu! — Uśmiechnęła się na samą myśl. — W takiej jednej knajpce w dzielnicy pracuje. — Podyktowała młodszej czarownicy nazwę lokalu i adres.
Millie, z twoich oględzin... Nie wynikło nic specjalnego. Ślady po gwałtownych rozcięciach były równe i czyste, raczej nie użyto do nich fizycznego narzędzia, toteż zaklęcie wydawało się najlogiczniejszym rozwiązaniem. Nie licząc bladości na skórze, nic nie rzuciło ci się w oczy. Możesz spróbować wyczarować tymczasowe bandaże, jednak poza tym za wiele nie zrobisz. Bądź co bądź, uzdrowicielką nie jesteś.
— Niedługo powinien zjawić się tutaj transport z Munga — zapowiedział Erik, podchodząc bliżej Millie i zaatakowanej kobiety.
Obdarzył czarownicę dobrotliwym spojrzeniem, chociaż jego twarz okrywał żal. Jeśli dobrze zrozumiał, Melinda ledwo przeniosła się do Londynu, a już spotykały ją takie nieprzyjemne niespodzianki. Najlepszego czasu na przeprowadzkę to nie wybrała, pomyślał z lekkim smutkiem. Zaczynał doceniać to, że sam jedynie pracował w stolicy i nie musiał tutaj mieszkać. Wprawdzie wszędzie było blisko, mnóstwo lokali pod ręką, jednak... Dolina Godryka to była jednak Dolina Godryka. Co złego mogło tam się stać?
— Coś czuję, że czeka nas długa nos — mruknął, pochylając się nad Brygadzistką i zaglądając do jej notesu. — Zanim ich zamkniemy w areszcie i dopełnimy formalności, to już słońce zacznie wschodzić.
Obdarzył czarownicę dobrotliwym spojrzeniem, chociaż jego twarz okrywał żal. Jeśli dobrze zrozumiał, Melinda ledwo przeniosła się do Londynu, a już spotykały ją takie nieprzyjemne niespodzianki. Najlepszego czasu na przeprowadzkę to nie wybrała, pomyślał z lekkim smutkiem. Zaczynał doceniać to, że sam jedynie pracował w stolicy i nie musiał tutaj mieszkać. Wprawdzie wszędzie było blisko, mnóstwo lokali pod ręką, jednak... Dolina Godryka to była jednak Dolina Godryka. Co złego mogło tam się stać?
— Coś czuję, że czeka nas długa nos — mruknął, pochylając się nad Brygadzistką i zaglądając do jej notesu. — Zanim ich zamkniemy w areszcie i dopełnimy formalności, to już słońce zacznie wschodzić.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞