- Nie, nie, nie. Mam ci przypomnieć, jak było? Ty zaczęłaś mówić, że to twoja własność. Gdybyś na początku przyznała, że czegoś szukasz, że coś zgubiłaś, lub wyrzuciłaś przypadkiem to nie zachowywałbym się w ten sposób, cenię sobie szczerość. - Na pewno nie wziąłby na siebie przebiegu ich rozmowy i oczywiście nie omieszkał o tym wspomnieć. Nie będzie mu wmawiała, że to jego wina. Miał pewne zasady i cenił sobie pewne zachowania. Nie znosił, jak ktoś próbował go do czegoś zmuszać, straszył, to na niego nie działało. Wiedział teraz, czym było to spowodowane, najwyraźniej się bała, że zarobek jej przepadnie, jednak dla niego to nie był wystarczający argument do tego, aby uzasadnić jej wcześniejsze zachowanie. Sammy był prostym człowiekiem i docierały do niego najprostsze prawdy, nie znosił oszustwa i kręcenia. Miał nadzieję, że takie wyjaśnienia jej wystarczą.
Nie zamierzał też ukraść jej tego kamyczka, skoro to właśnie jego szukała. Nie był złodziejem, tyle, że skoro już zaczęła z nim rozmowę w ten sposób, to nie mógł się oprzeć, aby choć trochę jej to uprzykrzyć, nie mogło pójść zbyt gładko, nie po tym, jak chciała załatwić tę sprawę. On sam wiedział, że prędzej, czy później jej to odda, chciał jednak, żeby miała nauczkę, doprowadzić ją do granicy, żeby może w przyszłości pamiętała, żeby załatwiać sprawy inaczej. Może nie miała szansy jeszcze się nauczyć, że nie na wszystkich działają groźby.
Carrow nigdy nie udawał, nie bawił się uczuciami innych. Był prostym człowiekiem, jednak, gdy pojawiały się okazje jak ta, uwielbiał udowadniać innym swoje racje. Był strasznie narwany i szybko się odpalał, być może te cechy charakteru spowodowały, że doprowadził ją do łez. Nie spodziewał się, że to się tak skończy. Jeszcze kilka minut temu próbowała grać osobę bardzo pewną siebie, jak widać były to tylko pozory. Udało mu się ściągnąć z niej maskę, co nawet go usatysfakcjonowało.
Zmienił zdanie dotyczące swojego zachowania, kiedy uświadomił sobie, że ją zna. Ze znajomymi postępował delikatniej, nie chciał, aby się na niego obrazili, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebował ich pomocy. Cóż, zawsze było ryzyko, szczególnie, kiedy zachodzące słońce uniemożliwiało zidentyfikowanie rozmówcy. Nie przejął się tym jakoś specjalnie, sięgnął do kieszeni koszuli i wyciągnął z niej paczkę fajek, wsadził sobie jednego papierosa i odpalił go zapalniczką. Zaciągnął się dymem - nałóg okropna rzecz.
- Tak, to ja. Trochę przypał, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach. - Mówił teraz spokojniejszym i mniej zaczepnym tonem, mogła zauważyć, że jego podejście się zmieniło, kiedy zauważył z kim ma do czynienia. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi uszczypliwość. - Strzepał popiół z papierosa na ziemię. - Nie lubię, kiedy ktoś przeszkadza mi w pracy. - Mówił o grzebaniu w śmietniku, jakby to było najzwyczajniejsze na świecie zajęcie.