05.03.2024, 00:42 ✶
Aktorzy na pewno byliby wniebowzięci, gdyby Geraldine postanowiła odwalić na widowni taką improwizację. Kto wie, może nawet znaleźliby jej jakiś etat?
— Sądziłem, że chociaż znasz gatunek. — Zaśmiał się krótko. — Aczkolwiek darmowy alkohol to równie dobry powód przyjścia tutaj, jak każdy inny. Przynajmniej nie szukasz sponsorów jak właściciele tego przybytku.
Czy pozwalał sobie na zbyt dużo w stosunku do Selwynów? Możliwe, jednak ufał Geraldine. Znali się od lat, wiedziała o jego futerkowym problemie i akceptowała go takim, jakim był. Jeśli miał się przy kimś czuć swobodnie z żarcikami skierowanymi w stronę czarodziejskiej socjety, to była to właśnie panna Yaxley. Bądź co bądź, jako jedna z nielicznych wiedziała, że wysokie pochodzenie niekoniecznie równało się idealnemu życiu. Na taki obraz trzeba było sobie zapracować, a czasem nauczyć się także ignorować pewne zadrapania i skazy.
Skinął z ubolewaniem głową. Podczas zimy mógł wyrwać się co najwyżej w okolicy Yule, a i wtedy musiał sprawdzać korespondencje, czy aby go nie wzywają do Ministerstwa. Może powinien w przyszłym roku zrezygnować z letniego wolnego na rzecz dłuższej przerwy w okresie świątecznym? Mógłby się znów poczuć jak uczeń Hogwartu.
— W takim razie cieszę się, że wleciałem na listę jako pierwszy — stwierdził. Lepiej było zaklepać sobie dostawcę zawczasu niż szukać kogoś na ostatnią chwilę. — I co planujesz na listopad? Góry, ciepłe kraje?
Aż żal byłoby nie skorzystać z zimy w jakimś resorcie w górach. Chociaż znając Yaxleyów, pewnie mieli jakąś starą chatę w górach po pradziadku, gdzie zbierali się na jakieś polowania.
— Właściwie to niedawno wróciłem. Byłem na wybrzeżu z kilkoma osobami z Ministerstwa. Łowiliśmy ryby. — przyznał, przystając tuż przed wejściem na salę, aby przepuścić w kolejce starszą parę. Siwowłosy mężczyzna z plamami na skórze miał na sobie dosyć staroświecki garnitur, a jego towarzyszka ciemną sukienkę oraz kapelusz z pawim piórem. — Mam być szczery? Sądziłem, że będzie gorzej, ale wszystko jakby... Spowolniło. Nie wiem, czy to cisza przed burzą, czy coś pokrzyżowało im szyki, ale da się żyć. Chwilowo.
Z tak bliskiej odległości Geraldine bez wątpienia mogła zauważyć, że jego nos poznaczony był drobnymi siniakami, jakby zaliczył bliskie i nagłe spotkanie z czymś twardym. Kobieta mogła się jednak tylko domyślić, z czym konkretnie. Skałą? Ścianą w domku? Czyjąś pięścią? Ciekawe, czy wśród opcji miała konfrontację z górskim trollem, które nastąpiło już po powrocie z urlopu. Erik uśmiechnął się pod nosem, gdy weszli już do środka.
Pracownik teatru po sprawdzeniu ich biletów wskazał im schodki prowadzące do jednej z bocznych loży. Na bogato, nie ma co. Opłacało się robić te wszystkie przyjęcia charytatywne, pomyślał z przekąsem, zaraz jednak przypomniał sobie, do kogo należał budynek w jakim się znajdowali i jego uśmiech nieco przygasł. To oczywiste, że rodzina tak zaangażowana w kulturę i sztukę chciała wkupić się w łaski rodzin czystej krwi. Dobre słowo, czy dodatkowe zaproszenie na bankiet mogło być dla kogoś być albo nie być.
— Zaczynamy od szampana czy będziemy prosić o jakieś wino? — spytał, gdy znaleźli się już w loży i usadowili na swoich miejscach. Erik przesunął delikatnie palcem po nóżce kieliszka z winem musującym. — Dzisiaj zdam się na ciebie, moja droga.
— Sądziłem, że chociaż znasz gatunek. — Zaśmiał się krótko. — Aczkolwiek darmowy alkohol to równie dobry powód przyjścia tutaj, jak każdy inny. Przynajmniej nie szukasz sponsorów jak właściciele tego przybytku.
Czy pozwalał sobie na zbyt dużo w stosunku do Selwynów? Możliwe, jednak ufał Geraldine. Znali się od lat, wiedziała o jego futerkowym problemie i akceptowała go takim, jakim był. Jeśli miał się przy kimś czuć swobodnie z żarcikami skierowanymi w stronę czarodziejskiej socjety, to była to właśnie panna Yaxley. Bądź co bądź, jako jedna z nielicznych wiedziała, że wysokie pochodzenie niekoniecznie równało się idealnemu życiu. Na taki obraz trzeba było sobie zapracować, a czasem nauczyć się także ignorować pewne zadrapania i skazy.
Skinął z ubolewaniem głową. Podczas zimy mógł wyrwać się co najwyżej w okolicy Yule, a i wtedy musiał sprawdzać korespondencje, czy aby go nie wzywają do Ministerstwa. Może powinien w przyszłym roku zrezygnować z letniego wolnego na rzecz dłuższej przerwy w okresie świątecznym? Mógłby się znów poczuć jak uczeń Hogwartu.
— W takim razie cieszę się, że wleciałem na listę jako pierwszy — stwierdził. Lepiej było zaklepać sobie dostawcę zawczasu niż szukać kogoś na ostatnią chwilę. — I co planujesz na listopad? Góry, ciepłe kraje?
Aż żal byłoby nie skorzystać z zimy w jakimś resorcie w górach. Chociaż znając Yaxleyów, pewnie mieli jakąś starą chatę w górach po pradziadku, gdzie zbierali się na jakieś polowania.
— Właściwie to niedawno wróciłem. Byłem na wybrzeżu z kilkoma osobami z Ministerstwa. Łowiliśmy ryby. — przyznał, przystając tuż przed wejściem na salę, aby przepuścić w kolejce starszą parę. Siwowłosy mężczyzna z plamami na skórze miał na sobie dosyć staroświecki garnitur, a jego towarzyszka ciemną sukienkę oraz kapelusz z pawim piórem. — Mam być szczery? Sądziłem, że będzie gorzej, ale wszystko jakby... Spowolniło. Nie wiem, czy to cisza przed burzą, czy coś pokrzyżowało im szyki, ale da się żyć. Chwilowo.
Z tak bliskiej odległości Geraldine bez wątpienia mogła zauważyć, że jego nos poznaczony był drobnymi siniakami, jakby zaliczył bliskie i nagłe spotkanie z czymś twardym. Kobieta mogła się jednak tylko domyślić, z czym konkretnie. Skałą? Ścianą w domku? Czyjąś pięścią? Ciekawe, czy wśród opcji miała konfrontację z górskim trollem, które nastąpiło już po powrocie z urlopu. Erik uśmiechnął się pod nosem, gdy weszli już do środka.
Pracownik teatru po sprawdzeniu ich biletów wskazał im schodki prowadzące do jednej z bocznych loży. Na bogato, nie ma co. Opłacało się robić te wszystkie przyjęcia charytatywne, pomyślał z przekąsem, zaraz jednak przypomniał sobie, do kogo należał budynek w jakim się znajdowali i jego uśmiech nieco przygasł. To oczywiste, że rodzina tak zaangażowana w kulturę i sztukę chciała wkupić się w łaski rodzin czystej krwi. Dobre słowo, czy dodatkowe zaproszenie na bankiet mogło być dla kogoś być albo nie być.
— Zaczynamy od szampana czy będziemy prosić o jakieś wino? — spytał, gdy znaleźli się już w loży i usadowili na swoich miejscach. Erik przesunął delikatnie palcem po nóżce kieliszka z winem musującym. — Dzisiaj zdam się na ciebie, moja droga.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞