Powinna się przejąć jego słowami, prawda? Powinna zareagować, oburzyć się, cokolwiek.
Ale było jej tak bardzo kurewsko wszystko jedno. I było to widać. Nawet uśmiechnęła się kpiąco.
– Spróbuj. Zobaczymy co się stanie wtedy – czy go prowokowała? Może trochę. Może sama miała ochotę dać upust swojej nazbieranej na cały świat złości; te demony, zamknięte w ciemnym pokoju już nie tylko drapały pazurami o drzwi, one próbowały jej wyważyć. – Ale zaręczam ci, że wedle wszelkich znanych prawideł powinnam być martwa. To, że nie jestem… – to prawdziwy cud i zagadka. Gdy na Polanie Ognisk rozpoczęło się pogodowe piekło, leżała głową w rytualnym ognisku, a później, gdy drzewa korzeniami w górę pojawiły się tam znikąd, a wichura zaczęła pustoszyć Dolinę Godryka, zawisła na jakiejś gałęzi i nieprzytomna, wystawiona na wicher, w zimnie, wisiała tam kilka godzin, nim nie ściągnięto jej i reszty Zimnych nad ranem. Wtedy myśleli, że ta czwórka jest martwa. A nie byli. Z tego okresu Victoria pamiętała tylko niekończący się, rozrywający ciało… i duszę… ból.
Ostatecznie kobieta wzruszyła ramionami, nie kończąc przerwanego przez siebie zdania.
Obserwowała go, gdy mówił. Gdy wyrzucał z siebie całą tę zagmatwaną sytuację, gdy może celowo, a może zupełnie przypadkowo, wysuwał na dłoni, całkiem nieśmiało, te wszystkie swoje skrywane uczucia, emocje.
– Uczucia to bardzo skomplikowana sprawa – powiedziała w końcu, jakby nie usłyszała jego pytań. – Może ci się wydawać, że to tyle, że czujesz pustkę, że ci obojętnie, a potem położą cię na kolana w najmniej oczekiwanym momencie – postukała paznokciami o szklankę, a ostatecznie zmarszczyła czarne brwi, upiła kolejny łyk i odłożyła ją na stolik, nadal w połowie pełną. Splotła ze sobą dłonie, wpatrując się w Rodolphusa, ważąc w głowie to, co jej powiedział. – Wiesz co zauważyłam? Że mnóstwo problemów pomiędzy ludźmi bierze się z tego, że ze sobą nie rozmawiają. Rzucają jakimiś półsłówkami, skrótami myślowymi. Potem powiedzą coś w złości. Potem są zbyt dumni, żeby odezwać się do drugiej osoby i przynajmniej sprawę wyjaśnić, by wiedzieć, tak na pewno, na czym stoją. I mają tendencje do wieszczenia apokaliptycznych wizji – czy mówiła z własnego doświadczenia? Takiego związkowego, z mężczyzną, który nauczony był tego, by nie otwierać się przed drugą osobą? A i owszem. – Bardzo to dojrzałe z jej strony swoją drogą. Rzucić idiotycznym, bolesnym tekstem i podwinąć ogon. Zupełnie jakby szukała atencji. Niektóre kobiety tak robią, zwłaszcza gówniary – stwierdziła i prychnęła, dając Rodolphusowi chwilę na oddech, a sama znowu jednak sięgnęła po wodę. Tak naprawdę to po to, by zebrać myśli. – Możesz tego chwilę unikać, żeby dać sobie trochę czasu, by się sprawa uleżała. Ale nie dasz rady w nieskończoność. W końcu cię o nią zapytają i będziesz musiał ściemniać, a może ona sama coś wygada pierwsza… Jeszcze ci zarzucą nielojalność rodzinie czy inną głupotę. Na pewno nie wolisz spróbować się z nią spróbować skontaktować? To może być głupie nieporozumienie, nie wiem… Miała okres, albo coś – może nie powinna tego do tego sprowadzać, może powinna to powiedzieć mniej bezpośrednio i delikatnie, ale była obecnie w takim nastroju, że niekoniecznie miała ochotę się gryźć w język. – Jeśli jesteś pewien, że to koniec… Nie bierz całości na siebie, nie warto – za kobietę, która nie miała jaj porozmawiać jak człowiek? Czuł coś do niej, słyszała to w słowach, jakich używał. Nie znała całej sytuacji i nawet nie próbowała udawać mądrzejszą niż jest. Ot… Sama próbowałaby porozmawiać. Ba. Korzystała z własnych rad i chociaż nie miała już narzeczonego, to przynajmniej… rozmawiała z nim. Widziała się z nim… Choćby dwa dni temu. Może to było głupie, ale czuła, że nie chce go zostawiać w takim stanie, w jakim był, nawet jeśli wymusił zakończenie tych oficjalnych spraw pomiędzy nimi.