05.03.2024, 12:09 ✶
Zabolało. Cios w kolano może nie był specjalnie mocny, ale na pewno odczuwalny, bo aż mu twarz wykręciło z bólu. Oko za oko, czy tam kopniak za kopniak. Nie spodziewał się jednak, że blondyn będzie taki zajadły. Z reguły czarodzieje olewali wszelkie ćwiczenia, dotyczące sprawności fizycznej. Nie dbali o to, by w razie czego móc się bronić w inny sposób niż przy pomocy różdżki. Ten tu był inny. Być może miał jakąś przeszłość, która zmusiła go do tego, by wyćwiczyć pewne obronne odruchy? A może był szlamą? Oni przecież myśleli zupełnie innymi kategoriami, niż większość czarodziejów czystej krwi.
Mężczyzna szarpał się, ale Brenna była szybsza. Miała większe doświadczenie i wiedziała w jaki sposób bić ludzi i najwyraźniej jak wykręcać im ręce tak, żeby ich unieruchomić. W sumie dobrze że ktoś był obok niego, bo mógłby skończyć gorzej niż z bolącą nogą, gdyby był sam. Parkinson skorzystał z okazji i kolanem (tym drugim, które nie bolało) docisnął plecy faceta, by przestał się w koncu szarpać jak pstrąg wyrzucony na pomost, a następnie sięgnął do paska.
- Masz prawo zachować milczenie, cośtam cośtam, Brenna dokończ bo nigdy nie pamiętam tej formułki - zatrzasnął kajdanki na jego nadgarstkach, odpowiednio odsuwając głowę, bo blondyn spróbował na niego splunąć. - Kurwa, jaki zajadły.
Gdyby trafił, wkurzyłby się. A tak ocharał się sam. Chociaż godne podziwu było to, że nadal próbował, chociaż nie miał szans z dwójką ludzi przeciw sobie.
- To napaść! Nic nie zrobiłem! - krzyknął, chyba nieco głośniej, niż powinien. Przecież wciąż byli w miejscu pełnym mugoli, nawet jeśli byli oni za zamkniętymi drzwiami. Na ich szczęście nikt nie dobijał się do drzwi. Najwyraźniej postanowili się nie wtrącać, co było mądrym posunięciem.
Mężczyzna szarpał się, ale Brenna była szybsza. Miała większe doświadczenie i wiedziała w jaki sposób bić ludzi i najwyraźniej jak wykręcać im ręce tak, żeby ich unieruchomić. W sumie dobrze że ktoś był obok niego, bo mógłby skończyć gorzej niż z bolącą nogą, gdyby był sam. Parkinson skorzystał z okazji i kolanem (tym drugim, które nie bolało) docisnął plecy faceta, by przestał się w koncu szarpać jak pstrąg wyrzucony na pomost, a następnie sięgnął do paska.
- Masz prawo zachować milczenie, cośtam cośtam, Brenna dokończ bo nigdy nie pamiętam tej formułki - zatrzasnął kajdanki na jego nadgarstkach, odpowiednio odsuwając głowę, bo blondyn spróbował na niego splunąć. - Kurwa, jaki zajadły.
Gdyby trafił, wkurzyłby się. A tak ocharał się sam. Chociaż godne podziwu było to, że nadal próbował, chociaż nie miał szans z dwójką ludzi przeciw sobie.
- To napaść! Nic nie zrobiłem! - krzyknął, chyba nieco głośniej, niż powinien. Przecież wciąż byli w miejscu pełnym mugoli, nawet jeśli byli oni za zamkniętymi drzwiami. Na ich szczęście nikt nie dobijał się do drzwi. Najwyraźniej postanowili się nie wtrącać, co było mądrym posunięciem.