Och tak, Gerry to tylko do szczęścia brakowało etatu w teatrze, na pewno by się w tym odnalazła, nie ma co.
- Trudno zgadnąć gatunek po samym tytule, zresztą sam wiesz, jak to jest w teatrze, czasem zabawny tytuł może przynieść prawdziwą tragedię. - Rzuciła, jakby faktycznie znała się na sztuce. Dobre sobie. Nie była osobą, która odnajdywała się w tego typu miejsach, uważała, że często te przedstawienia to był przerost formy nad treścią, zupełnie do niej nie docierał ten rodzaj sztuki. No no, już się tu pojawiła, przemęczy się chwilę i zniknie.
- To nie tak, że brak mi alkoholu, wiesz, jak jest, ale skoro mogę go mieć więcej, do tego bez żadnych kosztów, pazerna jestem. - Uśmiechnęła się pokazując uzębienie. Była bogata, miała dużo pieniędzy, zresztą tak samo jak Longbottom, mimo wszystko cieszyły ją takie małe przyjemności, jak drink za darmo, w końcu za darmo to najlepsza cena. No i tatuś będzie zadowolony, czy potrzebowała czegoś więcej do szczęścia, no nie. Ger była naprawdę bardzo prostym człowiekiem.
- Ciekawa jestem, czy jakichś znajdą, mam wrażenie, że stan portfela teatrów nie jest aktualnie głównym problemem naszego społeczeństwa. - Czarodzieje musieli inwestować pieniądze w zupełnie inne rzeczy, kto wie, czy w najbliższym czasie w ogóle będą mieli szanse odwiedzać teatry, w końcu konflikt robił się coraz bardziej jawny, prędzej, czy później poplecznicy Czarnego Dzbana zaczną atakować miejsca jak to, skoro mieli odwagę zjawić się na Beltane, gdzie była masa śmietanki towarzyskiej czystokrwistych czarodziejów, to nie będą mieli problemu z atakowaniem innych miejsc.
- Nie liczy się kolejność wlecenia na listę, wiesz, że mam do ciebie sentyment, prawda? - Nie mogła uwierzyć, że myślał, że mógłby się znaleźć gdzieś indziej niż na samym szczycie jej priorytetów. - Dla Ciebie zawsze znajdę czas. Znaczy dla twoich zleceń. - Nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej. Darzyła Erika sympatią, od bardzo dawna.
- Póki co, nic konkretnego. Może wybiorę się na jakieś dalsze polowanie i przy okazji odbębnię urlop. - Yaxley chyba nie do końca potrafiła odpoczywać, nie umiała sobie wyobrazić, że miałaby gdzieś leżeć plackiem jakiś tydzień albo więcej. Zdecydowanie wolała ruch, a polowanie na jakieś egzotyczne stworzenia na pewno dałyby jej bardzo dużo radości.
- Łowienie ryb brzmi... - zastanowiła się chwilę, nad doborem odpowiedniego słowa - niesamowicie porywająco. - Nie miała pojęcia, czy oznacza to coś innego w męskim żargonie, czy faktycznie pojechał łowić ryby. Ona chyba zanudziłaby się na śmierć. Zresztą przy łowieniu trzeba było być cicho, co to za przyjemność na wakacjach?
- To dobrze, dobrze, że spowolniło, ludzie musieli wylizać rany po Beltane. - Tamte wydarzenia dotknęły sporą część osób, na szczęście póki co nie wydarzyło się nic więcej, przynajmniej nic do niej nie doszło. Skoro Erik jej to teraz potwierdził, to faktycznie tak musiało być. - Lepiej mieć oczy z tyłu głowy, nigdy nie można przewidzieć, kiedy należy się spodziewać najgorszego. - Sama Ger była ostatnio nieco ostrożniejsza.
Zauważyła siniaki na jego nosie. Nie byłaby sobą, gdyby tego nie skomentowała. Wolną ręką sięgnęła do jego twarzy i dotknęła go w miejsce, na którym dostrzegła ten ślad, nie wiadomo po czym. - Bliższe spotkanie z czymś twardym? - Zapytała, aby zaspokoić ciekawość. Nie widziała nic złego w tym, że smyra go po twarzy.
Udało im się dotrzeć do wejścia. Pracownik po sprawdzeniu biletów skierował ich na odpowiednie miejsce. Loża. Wspaniale, nie będą musieli siedzieć koło obcych, będą mogli skupić się na sobie i dobrze bawić, znaczy na sztuce, oczywiście, to ona była przecież tutaj najważniejsza.
- Możemy zacząć od szampana, że niby jesteśmy tacy eleganccy. - Sięgnęła po dwie lampki, bo już zadecydowała, jedną wzięła dla siebie, drugą wręczyła przyjacielowi. - Jakie wino, co ty, jesteś jakaś baba? - Nie mogła uwierzyć w jego propozycję. - Będziemy pić whiskey, jak prawdziwi, duzi chłopcy. - Dodała z uśmiechem.