05.03.2024, 15:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 15:20 przez Millie Moody.)
Kobieta siedzała rozwalona, jakby wypiła niezłą ilość ognistej whisky w angielskim pubie i obecnie myliła jej się ława z łóżkiem. Przez moment zdawało się, że w ogóle nie zamierza podnieść swojej ukrytej w dopasowanych spodniach kościstej dupy, ale przejechała językiem po zębach, jakby rozważając dostępne możliwości zachowań i ostatecznie podciągnęła się by zrobić miejsce drugiej osobie.
– Milles– rzuciła męskim imieniem, jakby było to coś absolutnie najnormalniejszego na świecie, nie kłopocząc się z dorzuceniem nazwiska do kompletu. Ziewnęła przeciągle, podrapała się po bladej szyi.
– Też do Paryża, czy gdzieś dalej? W ogóle jesteś nowy co? Nie widziałam Cię wcześniej. – klub nie miał regularnych spotkań, a jednak klubowicze siłą rzeczy spotykali się od czasu do czasu na wspólnych wyprawach. Ostateczni chodziło o sprawną organizację i pomoc w niezbędnych formalnościach. Milles, podobnie jak w policji tak i tutaj, nigdy nie wspinała się po drabienie. Jej ambicja leżała spróchniała odłogiem gdzieś w okolicach ścieków wpadających do Tamizy. A jednak zboczenie zawodowe nakazywało zapamiętywanie twarzy. Tak nominalnie, chociaż.
– Czym się zajmujesz? – wypaliła od razu dziobiąc sobie paznokcie, cała swoją postawą sugerując że ma go w dupie, a jednak najwidoczniej potrzebowała mielić ozorem, skoro już był w otoczeniu ktoś, kto chciał słuchać. Butem przysunęła do siebie miotłę, żeby przypadkiem jej słodka kochanka nie dotykała obcego chłopa choćby pojedynczą witką.
– Milles– rzuciła męskim imieniem, jakby było to coś absolutnie najnormalniejszego na świecie, nie kłopocząc się z dorzuceniem nazwiska do kompletu. Ziewnęła przeciągle, podrapała się po bladej szyi.
– Też do Paryża, czy gdzieś dalej? W ogóle jesteś nowy co? Nie widziałam Cię wcześniej. – klub nie miał regularnych spotkań, a jednak klubowicze siłą rzeczy spotykali się od czasu do czasu na wspólnych wyprawach. Ostateczni chodziło o sprawną organizację i pomoc w niezbędnych formalnościach. Milles, podobnie jak w policji tak i tutaj, nigdy nie wspinała się po drabienie. Jej ambicja leżała spróchniała odłogiem gdzieś w okolicach ścieków wpadających do Tamizy. A jednak zboczenie zawodowe nakazywało zapamiętywanie twarzy. Tak nominalnie, chociaż.
– Czym się zajmujesz? – wypaliła od razu dziobiąc sobie paznokcie, cała swoją postawą sugerując że ma go w dupie, a jednak najwidoczniej potrzebowała mielić ozorem, skoro już był w otoczeniu ktoś, kto chciał słuchać. Butem przysunęła do siebie miotłę, żeby przypadkiem jej słodka kochanka nie dotykała obcego chłopa choćby pojedynczą witką.