05.03.2024, 15:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2024, 12:42 przez Millie Moody.)
Mildred chowała się bez matki, zapatrzona w swojego brata jak w zwierciadło spędzała więcej czasu w gronie jego kumpli, a nie swoich kolażanek. W pogardzie miała kolorowe fatałaszki i zaiste, jej przełożeni doskonale wiedzieli kogo wrobić w to śledztwo.
Sukienka nie zrobiła na niej większego wrażenia, a koszt... nawet jeśli, była doskonałą pokerzystką i nie zamierzała dać po sobie poznać jak ją wrosło w podłogę. Miała 10 tysięcy powodów, by zareagować gwałtownie, zamiast tego skupiła się na notatkach w notesie. Nabazgroliła kilka słów, spisując również podejrzenia poszkodowanego. Szczerze nie wierzyła, żeby suknia była do odratowania. Gdyby ona ją ukradła, świecidełka z niej byłyby już skrzętnie odprute i przygotowne do przemytu poza wyspę. Chociaż kto wie, kolekcjonerzy, zazdrosne panny...
– Rozumiem, że ma pan już swoje podejrzenia, zaraz sprawdzimy, jak sytuacja prezentuje się na miejscu. Jeśli jeszcze mógłby pan powiedzieć, dwie sprawy... czy jakiś konkurencyjny "dom" – o jak ciężko przechodziło jej to przez gardło. Snobistyczni krawcowie lubili swoje folwarki szwalskie nazywać domami. Żałosne. – starał się o to zlecenie? Oraz em... na czyj to ślub była kiecka? – skupiała się na potencjalnych motywach, że słowo samo wysunęło się przez wargi. No cóż, trudno, nie było co się z tego wycofywać, trzeba udawać, że tak właśnie to powinno się nazywać. A że przy okazji wykazała się absolutną ignorancją w stosunku do bieżących wydarzeń w wyżynach czarodziejskiej society? Jebać to.
Skupiła się zamiast tego na pustym manekinie. Z kieszeni wyciągnęła zaklęte okulary, które pozwalały zobaczyć echa niedawno rzuconych w okolicy zaklęć. Interesowały ją ewentualne ingerencje w suknie bezpośrednio (czy była maskowana w jakiś sposób, pomniejszana), mgła użytych teleportów, sposoby ominięcia zabezpieczeń.
– Kto ostatni widział suknię? Kto odkrył, że jej nie ma? Pan prawda? Jakie to były godziny? – patrzyła też na ewentualne okna i na ile było przez nie widać okolicę, któż był tą okolicą. Jeśli nie wynieśli jej teleportem, to może udałoby się zgarnąć jakichś świadków. Tylko dyskrecja... Trzeba będzie walnąć jakąś ściemę, że szuka się czegoś zgoła odmiennego. Zagadka, pomimo tematu, była przyjemna. Mózg Milles spragniony atrakcji w końcu rozpoznał znaną zabawę w policjantów i złodziei, dopamina wykrzesała z jej głosu i twarzy więcej entuzjazmu, więcej energii do tego by zajmować się tą sprawą.
Sukienka nie zrobiła na niej większego wrażenia, a koszt... nawet jeśli, była doskonałą pokerzystką i nie zamierzała dać po sobie poznać jak ją wrosło w podłogę. Miała 10 tysięcy powodów, by zareagować gwałtownie, zamiast tego skupiła się na notatkach w notesie. Nabazgroliła kilka słów, spisując również podejrzenia poszkodowanego. Szczerze nie wierzyła, żeby suknia była do odratowania. Gdyby ona ją ukradła, świecidełka z niej byłyby już skrzętnie odprute i przygotowne do przemytu poza wyspę. Chociaż kto wie, kolekcjonerzy, zazdrosne panny...
– Rozumiem, że ma pan już swoje podejrzenia, zaraz sprawdzimy, jak sytuacja prezentuje się na miejscu. Jeśli jeszcze mógłby pan powiedzieć, dwie sprawy... czy jakiś konkurencyjny "dom" – o jak ciężko przechodziło jej to przez gardło. Snobistyczni krawcowie lubili swoje folwarki szwalskie nazywać domami. Żałosne. – starał się o to zlecenie? Oraz em... na czyj to ślub była kiecka? – skupiała się na potencjalnych motywach, że słowo samo wysunęło się przez wargi. No cóż, trudno, nie było co się z tego wycofywać, trzeba udawać, że tak właśnie to powinno się nazywać. A że przy okazji wykazała się absolutną ignorancją w stosunku do bieżących wydarzeń w wyżynach czarodziejskiej society? Jebać to.
Skupiła się zamiast tego na pustym manekinie. Z kieszeni wyciągnęła zaklęte okulary, które pozwalały zobaczyć echa niedawno rzuconych w okolicy zaklęć. Interesowały ją ewentualne ingerencje w suknie bezpośrednio (czy była maskowana w jakiś sposób, pomniejszana), mgła użytych teleportów, sposoby ominięcia zabezpieczeń.
– Kto ostatni widział suknię? Kto odkrył, że jej nie ma? Pan prawda? Jakie to były godziny? – patrzyła też na ewentualne okna i na ile było przez nie widać okolicę, któż był tą okolicą. Jeśli nie wynieśli jej teleportem, to może udałoby się zgarnąć jakichś świadków. Tylko dyskrecja... Trzeba będzie walnąć jakąś ściemę, że szuka się czegoś zgoła odmiennego. Zagadka, pomimo tematu, była przyjemna. Mózg Milles spragniony atrakcji w końcu rozpoznał znaną zabawę w policjantów i złodziei, dopamina wykrzesała z jej głosu i twarzy więcej entuzjazmu, więcej energii do tego by zajmować się tą sprawą.