05.03.2024, 16:14 ✶
Aż się uśmiechnął. Oczywiście, że nie prosił o jego opinię, ale jednak Lestrange ją wygłosił. Nie wydawało się przy tym, by przejął się tym... Upomnieniem? Skarceniem? Cokolwiek to było. Te dwa lata temu, nawet roku temu - kurczę, nawet kilka miesięcy przed przysięgą pewnie spuściłby po sobie uszy i pokiwał głową na znak, że rozumie. Może by nawet coś od siebie dodał, coś w rodzaju przeprosin. Ale nie teraz. Nie tylko Rodolphus popełnił błąd, związując się z Robertem przysięgą. To był miecz obosieczny. I chyba tylko fakt, że Lestrange naprawdę był wierny sprawiał, że nie chciał tego wykorzystywać czy się stawiać. Ale na pewno nie zamierzał być dłużej pod butem. Opcjonalnie tylko pod obcasem, byle by tylko Mulciber za mocno na niego nie nadepnął, bo zaboli.
- Obawiam się, że nie jestem w stanie dać ci za wiele przydatnych informacji - odpowiedział lekko, bez mrugnięcia okiem. Bo nie kłamał. To nie tak, że się nią nie interesował: po prostu nie spędzali czasu na plotkach. - Najbliżej Bellatrix jestem ja i mój brat, Rabastan. Poza tym ma kilkoro znajomych z pracy, czasem porozmawia z kimś z Hogwartu, aczkolwiek nie są to bliskie jej osoby. Rodzina. To wszystko. Podaj mi proszę coś do pisania, to spiszę imiona. Mieszka z rodzicami w rodzinnej posiadłości. Nie imprezuje, chociaż chadza na oficjalne przyjęcia. Czasem jej towarzyszę, ale nie zawsze.
Nazwisk nie znał - a przynajmniej nie w każdym przypadku. Gdy Bella opowiadała mu o pracy, zwykle nie była specjalnie wylewna. A on nie dopytywał, bo i po co? Nie interesowali go inni, tylko ona sama. Ach... Biedny Robert. Bo przecież oprócz kilku totalnie nic nie mówiących mu imion Lestrange dopisał jeszcze kilka słów pod spodem. "Ta ruda z Departamentu Kija w Dupie". "Ta wstrętna blondyna z recepcji". "Głupia małpa z biurka obok". Oprócz tego wypisał większość imion i nazwisk ludzi z rodziny Black. Bez wdawania się w szczegóły, kto był kim. Jak Robert chciał, niech Robert sam się dowie, kto jest kim. On nie musiał tego wiedzieć, bo nie zwracał zbytnio uwagi na to, jak liczne kuzynostwo miała Trix. Znał tylko imiona, zapewne nawet by nie dopasował ich do twarzy, gdyby przed nim ustawiła się cała kolejka Blacków.
- Znam ją od lat. Nie wiem, co chcesz wiedzieć konkretnie. Jest uparta od dziecka, ale wie, kiedy zejść ze sceny. Jest lojalna naszej sprawie. Ambitna i nieustępliwa. Lubi kwiaty i duperele w domu, takie jak wazoniki czy inne kurzołapy. Często zakłada sukienki - Robert nie był konkretny w swoich pytaniach. Co on miał mu powiedzieć - że gdy się uśmiechała, pięknie błyszczały jej oczy? Że była szalona i okrutna, ale jednocześnie potrafiła kochać tak, jakby świat miał się zaraz skończyć? Numer buta jeszcze chciał? Lestrange pokręcił głową i przesunął kartkę w stronę Roberta. Już się nie uśmiechał. Patrzył na Mulcibera uważnie, jakby chciał wyczytać, czy ten mówi szczerze. To była jedna z jego obaw - że ją skrzywdzi. I to nie będzie wyłącznie jej wina, chociaż w dużej mierze była za to odpowiedzialna, ruszając temat Roberta. Ale to on się z nim związał w taki a nie inny sposób i naraził ją na niebezpieczeństwo. Nie był idiotą, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Pracuje w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym jako Amnezjator. Ale to chyba wiesz, prawda? Jej umiejętności były, są i będą nieocenione. Jest przede wszystkim lojalna Mistrzowi. Jest porywcza, to prawda, ale wszystko co robi, robi dla dobra naszej wspólnej sprawy.
Tak naprawdę to miał gdzieś, że Robert nie potrzebował tego zapewnienia. I tak wypowiedział te słowa - żeby na pewno do niego dotarły. Nie wstawał na razie, czekał, czy Mulciber nie chce czegoś dodać.
- Czy potrzebujesz ode mnie czegoś jeszcze? - zapytał w końcu, bo wcale a wcale nie podobała mu się ta rozmowa. I chociaż pozostawał spokojny i nie komentował niepotrzebnie, to odczuwał ogromną chęć, by wyjść z tego gabinetu i po prostu wrócić do siebie.
- Obawiam się, że nie jestem w stanie dać ci za wiele przydatnych informacji - odpowiedział lekko, bez mrugnięcia okiem. Bo nie kłamał. To nie tak, że się nią nie interesował: po prostu nie spędzali czasu na plotkach. - Najbliżej Bellatrix jestem ja i mój brat, Rabastan. Poza tym ma kilkoro znajomych z pracy, czasem porozmawia z kimś z Hogwartu, aczkolwiek nie są to bliskie jej osoby. Rodzina. To wszystko. Podaj mi proszę coś do pisania, to spiszę imiona. Mieszka z rodzicami w rodzinnej posiadłości. Nie imprezuje, chociaż chadza na oficjalne przyjęcia. Czasem jej towarzyszę, ale nie zawsze.
Nazwisk nie znał - a przynajmniej nie w każdym przypadku. Gdy Bella opowiadała mu o pracy, zwykle nie była specjalnie wylewna. A on nie dopytywał, bo i po co? Nie interesowali go inni, tylko ona sama. Ach... Biedny Robert. Bo przecież oprócz kilku totalnie nic nie mówiących mu imion Lestrange dopisał jeszcze kilka słów pod spodem. "Ta ruda z Departamentu Kija w Dupie". "Ta wstrętna blondyna z recepcji". "Głupia małpa z biurka obok". Oprócz tego wypisał większość imion i nazwisk ludzi z rodziny Black. Bez wdawania się w szczegóły, kto był kim. Jak Robert chciał, niech Robert sam się dowie, kto jest kim. On nie musiał tego wiedzieć, bo nie zwracał zbytnio uwagi na to, jak liczne kuzynostwo miała Trix. Znał tylko imiona, zapewne nawet by nie dopasował ich do twarzy, gdyby przed nim ustawiła się cała kolejka Blacków.
- Znam ją od lat. Nie wiem, co chcesz wiedzieć konkretnie. Jest uparta od dziecka, ale wie, kiedy zejść ze sceny. Jest lojalna naszej sprawie. Ambitna i nieustępliwa. Lubi kwiaty i duperele w domu, takie jak wazoniki czy inne kurzołapy. Często zakłada sukienki - Robert nie był konkretny w swoich pytaniach. Co on miał mu powiedzieć - że gdy się uśmiechała, pięknie błyszczały jej oczy? Że była szalona i okrutna, ale jednocześnie potrafiła kochać tak, jakby świat miał się zaraz skończyć? Numer buta jeszcze chciał? Lestrange pokręcił głową i przesunął kartkę w stronę Roberta. Już się nie uśmiechał. Patrzył na Mulcibera uważnie, jakby chciał wyczytać, czy ten mówi szczerze. To była jedna z jego obaw - że ją skrzywdzi. I to nie będzie wyłącznie jej wina, chociaż w dużej mierze była za to odpowiedzialna, ruszając temat Roberta. Ale to on się z nim związał w taki a nie inny sposób i naraził ją na niebezpieczeństwo. Nie był idiotą, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Pracuje w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym jako Amnezjator. Ale to chyba wiesz, prawda? Jej umiejętności były, są i będą nieocenione. Jest przede wszystkim lojalna Mistrzowi. Jest porywcza, to prawda, ale wszystko co robi, robi dla dobra naszej wspólnej sprawy.
Tak naprawdę to miał gdzieś, że Robert nie potrzebował tego zapewnienia. I tak wypowiedział te słowa - żeby na pewno do niego dotarły. Nie wstawał na razie, czekał, czy Mulciber nie chce czegoś dodać.
- Czy potrzebujesz ode mnie czegoś jeszcze? - zapytał w końcu, bo wcale a wcale nie podobała mu się ta rozmowa. I chociaż pozostawał spokojny i nie komentował niepotrzebnie, to odczuwał ogromną chęć, by wyjść z tego gabinetu i po prostu wrócić do siebie.