09.12.2022, 17:50 ✶
Wywrócił oczyma kiedy Fergus porównał pływanie do latania. Więcej wspólnego ma patronus i dementor aniżeli te dwa sporty! Nie cierpiał latać. Nie umiał. Bał się wysokości ale za to żegluga i pływactwo to jego komik. Dzięki takiej przynależności do rodu nie miał zbyt wiele sposobności na obrośnięcie tłuszczykiem. Nawet mając siedzący tryb życia w weekendy robił coś wysiłkowego - czy to z obowiązku (pomoc w stoczni) czy z chęci własnych (pływanie). Brenna mogła mieć rację. Jego krew to morska woda z solą, dzięki czemu istniały marne szanse, że mógłby się utopić. Już jako roczne dziecko machał nogami i rękami w wodzie. Dwadzieścia sześć lat później czuł się jak plumpka w wodzie… ot, jedynie miał milszą dla oka aparycję i dobre wymiary.
- Ja jestem od pływania, ty od łowienia plumpek. Nie będę ci ułatwiać zadania.- prychnął i uśmiechnął się niczym łobuz. Nie był pewien co w niego wstąpiło ale chętnie temu przyklaśnie. Musiał szybko ich wcisnąć na łódź zanim uzna, że to słaby pomysł i uświadomi sobie swoją swobodę przy względnie obcej osobie. Gości nie lokuje się w łodziach tylko w fotelu z filiżanką kawy. Jak nic dzisiaj miał ochotę łamać zasady.
- Wyciągnie łodzi to pchanie łodzi. Jestem pewien, że dasz sobie z tym radę. - zwęził oczy w takie dwie szparki i przyjrzał się facjacie Fergusa. Czy aby tu węszył uciekanie przed zmęczeniem? Ach tak, niech tak będzie… już Castiel zadba o to, aby ten żałował wejścia na łódź. Niech tylko wypłyną to dostanie do rąk wiosła i nie wrócą na brzeg dopóki ręce Fergusa nie zmienia się ze zmęczenia w galaretę. Cóż za okrucieństwo z jego strony! To takie do niego niepodobne ale zarazem tak bardzo kuszące. Nie mógł sobie tego odmówić.
Okazało się, że łódź była przycumowana i nie trzeba było jej wyciągać z doków. Fergusowi się upiekło. Kiedy pracował nad rozplątaniem węzła marynarskiego dotarł do niego zapach papierosów. Zerknął na swojego leniwego towarzysza w czapce Balduda i utwierdził się w przekonaniu, że należy go zmęczyć.
- Ciesz się, że nie jęczy z rozkoszy ilekroć ktoś ją dotknie.- wyszczerzył zęby, czując się już nad wyraz swobodnie - woda, łódź, fale, charakterystyczny zapach i obietnica pływania. To go rozluźniało.
- Mój brat kiedyś ją w ten sposób zaczarował. Wyobraź sobie furię mojego ojca kiedy tu wsiadł a łódka zaczęła wzdychać męskim głosem.- zdradził mu nawet rodzinny sekret. To chyba znak, że po wszystkim będzie musiał go zabić. Co on mówił o transmitowaniu w kamień…? Fantastyczny pomysł, jeśli rzuci się nim na dno morza! Cóż za okrutne myśli, panie Flint. A ten uśmiech na twarzy… parsknął śmiechem na słowa Olivandera, a jego śmiech wplótł się echem pomiędzy szum fal.
- Królowa plumpek prędzej cię zje niż uratuje. To ja powinienem być tu wzywany do wybawienia.- usiadł zaraz po tym jak Fergus dzielnie usadowił swoje cztery litery na kładce. Rozłożył wygodnie stopy bo bokach ścian i sięgnął po jedno wiosło. Z jego pomocą odepchnął łódź od molo, nastąpiło charakterystyczne szarpnięcie kiedy pomknęli od brzegu.
- Bierz wiosło. - oznajmił złowrogo unosząc wymownie brwi.
- Bierz wiosło albo ja nas odpłynę na środek morza i dam ci oba wiosła, abyś nas odprowadził do brzegu.- profilaktycznie zagroził, aby zmotywować mężczyznę do zaniechania buntu. Zademonstrował płynny ruch wiosłowania przez co łódź skierowała się dziobem w lewą stronę. Potrzebowała zrównoważenia z drugiej strony więc… trzeba było czekać na ruch biednego Fergusa.
- Ja jestem od pływania, ty od łowienia plumpek. Nie będę ci ułatwiać zadania.- prychnął i uśmiechnął się niczym łobuz. Nie był pewien co w niego wstąpiło ale chętnie temu przyklaśnie. Musiał szybko ich wcisnąć na łódź zanim uzna, że to słaby pomysł i uświadomi sobie swoją swobodę przy względnie obcej osobie. Gości nie lokuje się w łodziach tylko w fotelu z filiżanką kawy. Jak nic dzisiaj miał ochotę łamać zasady.
- Wyciągnie łodzi to pchanie łodzi. Jestem pewien, że dasz sobie z tym radę. - zwęził oczy w takie dwie szparki i przyjrzał się facjacie Fergusa. Czy aby tu węszył uciekanie przed zmęczeniem? Ach tak, niech tak będzie… już Castiel zadba o to, aby ten żałował wejścia na łódź. Niech tylko wypłyną to dostanie do rąk wiosła i nie wrócą na brzeg dopóki ręce Fergusa nie zmienia się ze zmęczenia w galaretę. Cóż za okrucieństwo z jego strony! To takie do niego niepodobne ale zarazem tak bardzo kuszące. Nie mógł sobie tego odmówić.
Okazało się, że łódź była przycumowana i nie trzeba było jej wyciągać z doków. Fergusowi się upiekło. Kiedy pracował nad rozplątaniem węzła marynarskiego dotarł do niego zapach papierosów. Zerknął na swojego leniwego towarzysza w czapce Balduda i utwierdził się w przekonaniu, że należy go zmęczyć.
- Ciesz się, że nie jęczy z rozkoszy ilekroć ktoś ją dotknie.- wyszczerzył zęby, czując się już nad wyraz swobodnie - woda, łódź, fale, charakterystyczny zapach i obietnica pływania. To go rozluźniało.
- Mój brat kiedyś ją w ten sposób zaczarował. Wyobraź sobie furię mojego ojca kiedy tu wsiadł a łódka zaczęła wzdychać męskim głosem.- zdradził mu nawet rodzinny sekret. To chyba znak, że po wszystkim będzie musiał go zabić. Co on mówił o transmitowaniu w kamień…? Fantastyczny pomysł, jeśli rzuci się nim na dno morza! Cóż za okrutne myśli, panie Flint. A ten uśmiech na twarzy… parsknął śmiechem na słowa Olivandera, a jego śmiech wplótł się echem pomiędzy szum fal.
- Królowa plumpek prędzej cię zje niż uratuje. To ja powinienem być tu wzywany do wybawienia.- usiadł zaraz po tym jak Fergus dzielnie usadowił swoje cztery litery na kładce. Rozłożył wygodnie stopy bo bokach ścian i sięgnął po jedno wiosło. Z jego pomocą odepchnął łódź od molo, nastąpiło charakterystyczne szarpnięcie kiedy pomknęli od brzegu.
- Bierz wiosło. - oznajmił złowrogo unosząc wymownie brwi.
- Bierz wiosło albo ja nas odpłynę na środek morza i dam ci oba wiosła, abyś nas odprowadził do brzegu.- profilaktycznie zagroził, aby zmotywować mężczyznę do zaniechania buntu. Zademonstrował płynny ruch wiosłowania przez co łódź skierowała się dziobem w lewą stronę. Potrzebowała zrównoważenia z drugiej strony więc… trzeba było czekać na ruch biednego Fergusa.