05.03.2024, 17:49 ✶
A matka zawsze kocha swoje dzieci, nawet jeśli nie bardzo wie, jak im to okazać. Nadzieja wydawała się Pandorze czymś fundamentalnym, składnikiem ludzkiej duszy. Wszyscy przecież wiedzieli, że ta istniała, nawet jeśli tylko z ksiąg o jej dzieleniu i horkruksach, których temat nie cieszył się popularnością. To będzie smutny dzień dla wszystkich, jeśli nad życiem Brenny Longbottom kontrole przejmą szarości, straci pewnie odrobinę swojego blasku, który był teraz tak potrzebnym. Mogła nie zdawać sobie sprawy, dla jak wielu ludzi to ona właśnie była nadzieją na lepsze jutro.
- Powiedziałabym nawet, że trochę senne marzenie. Ostatecznie i tak znajdzie się ktoś, kto chciałby być lepszy od drugiego, przesiąknięty zazdrością i chęcią zdobycia władzy. Nadzieja jednak sprawia, że nie jest to takie łatwe. - odpowiedziała również z uśmiechem, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Jakby ta forma oporu miała cokolwiek zmienić.
- Byłabym zachwycona, gdybyś znalazła czas! Obiecuję więcej przekąsek, masz jakieś swoje ulubione? - ożywiła się bardziej, pełna entuzjazmu na te słowa. Zawsze była to wizja spotkania wartego wyczekiwania, nie tylko przez możliwość zdobycia nowych umiejętności, ale także przez to, że mogła spędzić z Brenną czas. Prewettówna doszła ostatnio do wniosku, że bardzo zaniedbywała najbliższych, pracowała zbyt wiele, a maj i czerwiec uciekały jej pomiędzy palcami. Podobnie jak przyjaciółka, skupiła się chwilę na jedzeniu kanapki, odrobinę zbyt suchej w swojej opinii. Nie umiała magicznie gotować za bardzo, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie dobrze. Zainteresowały ją głównie przez ilość przepisów dla wegetarian, chociaż ich wypieki uważała za lepsze od tych ze świata czarodziejów. Popiła, pozbywając się palcem okruszków z warg i uśmiechnęła się na widok brunetki. - Doskonały pomysł. - rzuciła pod nosem, dojadając prędko i zaraz kładąc się obok niej, spojrzała w niebo. Chmury przesuwały się leniwie, Pandora bardzo lubiła szukać w nich kształtów. Zrobiła z palców kwadratowy obiektyw, przymykając oko — zupełnie, jakby próbowała zrobić zdjęcie obłokowi. Uśmiechnęła się pod nosem na jej słowa.
- Powiedziałabym, że brzmisz bardzo rozsądnie na kogoś bez munduru, podoba mi się to, lepiej niż gdybyś powtórzyła mi to z mundurem. - przyznała po chwili namysłu, bo ona podobnie, jak Brenna, należała do osób lubiących działać. Do myślenia dały jej też słowa o tym, że przecież taki Auror lub Uderzeniowiec, jakikolwiek pracownik Ministerstwa, może faktycznie mieć dwóch panów, czego nie brała jakoś pod uwagę, chcąc chyba wierzyć w przyzwoitość i dobre serce wykonujących zawód, który miał przecież zapewnić bezpieczeństwo społeczności. Węzę piękne gady, ale ostatnio przywodziły na myśl tylko mrok, nekromancję i Salazara. - Zdecydowanie, nikt przecież nie powie mi, co mam robić w wolnym czasie.- przerwała, opuszczając ręce. Obróciła głowę w jej stronę, przyglądając się profilowi kobiety. - Jeśli czysto teoretycznie oczywiście, potrzebowałabyś kogoś o moich umiejętnościach, to wiesz, jestem praktycznie sama sobie szefową, nie licząc Cathala, ale on jest bardzo wyrozumiały w związku z moimi zleceniami oraz podróżami. Jeśli to dałoby więcej nadziei i dobra, chętnie bym coś zrobiła.
Zakończyła cicho z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak pasma włosów opadają jej na twarz. Zgarnęła je dłonią, przesuwając palcami po oczach. Na jej pytanie roześmiała się, nie podnosząc się jednak z trawy.
- Zrobiłabym wszystko, żeby jutro było lepsze i bezpieczniejsze niż dziś. Nie tylko dla siebie i własnej przyszłości. -brzmiała dość pewnie, mając wiele na myśli pomiędzy wierszami. Jeśli mogłaby cokolwiek zdziałać, żeby Laurent i rodzina Prewettów, Brenna, wszyscy jej przyjaciele, magiczne stworzenia i przede wszystkim Hjalmar byli bezpieczniejsi, nie było o czym mówić. To było dla niej znacznie ważniejsze niż ona sama. Widziała, jak przez twarze najbliższych przemykał cień zmartwienia, wystarczyło odrobina zamieszana, dziwnych dźwięków, a już chwytali za różdżki w obawie przed najgorszym. A ona nie wybaczyłaby temu, kto by ich skrzywdził. Może nie była czarownicą bojową, ale miała swoje sztuczki. Spojrzała ponownie na Longbottom, siadając i dopijając pozostawiony w kubku napój. - Wiem. Jak już się zdecydujesz, to nie ma odwrotu. Jednak wiesz co? Nie chciałabym żyć w świecie, do którego dąży ten człowiek. I to wystarczający powód, żeby się nie bać ryzyka i spróbować walczyć.
- Powiedziałabym nawet, że trochę senne marzenie. Ostatecznie i tak znajdzie się ktoś, kto chciałby być lepszy od drugiego, przesiąknięty zazdrością i chęcią zdobycia władzy. Nadzieja jednak sprawia, że nie jest to takie łatwe. - odpowiedziała również z uśmiechem, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Jakby ta forma oporu miała cokolwiek zmienić.
- Byłabym zachwycona, gdybyś znalazła czas! Obiecuję więcej przekąsek, masz jakieś swoje ulubione? - ożywiła się bardziej, pełna entuzjazmu na te słowa. Zawsze była to wizja spotkania wartego wyczekiwania, nie tylko przez możliwość zdobycia nowych umiejętności, ale także przez to, że mogła spędzić z Brenną czas. Prewettówna doszła ostatnio do wniosku, że bardzo zaniedbywała najbliższych, pracowała zbyt wiele, a maj i czerwiec uciekały jej pomiędzy palcami. Podobnie jak przyjaciółka, skupiła się chwilę na jedzeniu kanapki, odrobinę zbyt suchej w swojej opinii. Nie umiała magicznie gotować za bardzo, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie dobrze. Zainteresowały ją głównie przez ilość przepisów dla wegetarian, chociaż ich wypieki uważała za lepsze od tych ze świata czarodziejów. Popiła, pozbywając się palcem okruszków z warg i uśmiechnęła się na widok brunetki. - Doskonały pomysł. - rzuciła pod nosem, dojadając prędko i zaraz kładąc się obok niej, spojrzała w niebo. Chmury przesuwały się leniwie, Pandora bardzo lubiła szukać w nich kształtów. Zrobiła z palców kwadratowy obiektyw, przymykając oko — zupełnie, jakby próbowała zrobić zdjęcie obłokowi. Uśmiechnęła się pod nosem na jej słowa.
- Powiedziałabym, że brzmisz bardzo rozsądnie na kogoś bez munduru, podoba mi się to, lepiej niż gdybyś powtórzyła mi to z mundurem. - przyznała po chwili namysłu, bo ona podobnie, jak Brenna, należała do osób lubiących działać. Do myślenia dały jej też słowa o tym, że przecież taki Auror lub Uderzeniowiec, jakikolwiek pracownik Ministerstwa, może faktycznie mieć dwóch panów, czego nie brała jakoś pod uwagę, chcąc chyba wierzyć w przyzwoitość i dobre serce wykonujących zawód, który miał przecież zapewnić bezpieczeństwo społeczności. Węzę piękne gady, ale ostatnio przywodziły na myśl tylko mrok, nekromancję i Salazara. - Zdecydowanie, nikt przecież nie powie mi, co mam robić w wolnym czasie.- przerwała, opuszczając ręce. Obróciła głowę w jej stronę, przyglądając się profilowi kobiety. - Jeśli czysto teoretycznie oczywiście, potrzebowałabyś kogoś o moich umiejętnościach, to wiesz, jestem praktycznie sama sobie szefową, nie licząc Cathala, ale on jest bardzo wyrozumiały w związku z moimi zleceniami oraz podróżami. Jeśli to dałoby więcej nadziei i dobra, chętnie bym coś zrobiła.
Zakończyła cicho z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak pasma włosów opadają jej na twarz. Zgarnęła je dłonią, przesuwając palcami po oczach. Na jej pytanie roześmiała się, nie podnosząc się jednak z trawy.
- Zrobiłabym wszystko, żeby jutro było lepsze i bezpieczniejsze niż dziś. Nie tylko dla siebie i własnej przyszłości. -brzmiała dość pewnie, mając wiele na myśli pomiędzy wierszami. Jeśli mogłaby cokolwiek zdziałać, żeby Laurent i rodzina Prewettów, Brenna, wszyscy jej przyjaciele, magiczne stworzenia i przede wszystkim Hjalmar byli bezpieczniejsi, nie było o czym mówić. To było dla niej znacznie ważniejsze niż ona sama. Widziała, jak przez twarze najbliższych przemykał cień zmartwienia, wystarczyło odrobina zamieszana, dziwnych dźwięków, a już chwytali za różdżki w obawie przed najgorszym. A ona nie wybaczyłaby temu, kto by ich skrzywdził. Może nie była czarownicą bojową, ale miała swoje sztuczki. Spojrzała ponownie na Longbottom, siadając i dopijając pozostawiony w kubku napój. - Wiem. Jak już się zdecydujesz, to nie ma odwrotu. Jednak wiesz co? Nie chciałabym żyć w świecie, do którego dąży ten człowiek. I to wystarczający powód, żeby się nie bać ryzyka i spróbować walczyć.