05.03.2024, 18:21 ✶
Prewettówna traktowała to, jako nową przygodę. Coś niesamowitego, co pozwoli jej zdobyć nowe doświadczenie, ale i więcej przyjaciół. Bo dobrych ludzi w życiu nigdy nie było zbyt dużo, zwłaszcza gdy swoją osobowością maskowali szarość dnia codziennego. Wszystko przez ten cholerny konflikt. Zamknięcie się na kilka godzin w pracowni i praca nad mechanizmem zdawała się prawdziwym relaksem, formą odpoczynku. Uśmiechnęła się pod nosem, zerkając nad nią, gdy ostrożnie obracała mechanizm w dłoni,
- Nikogo? Naprawdę? Doskonale się składa. - trochę nie dowierzała, bo Ginny była przecież piękną i interesującą kobietą, na pewno wielu się przy niej kręciło. Warto było korzystać z romantycznych chwil, jeśli życie je podsuwało i trafiało się właściwych ludzi, ale może faktycznie McGonagall była tu jeszcze zbyt krótko. A tak ładnie wyglądałaby z Laurim! Nic więc dziwnego, że zrobiła mu reklamę, był przecież przystojnym i rozrywkowym młodzieńcem, miał śliczne oczy, a te były zwierciadłem duszy człowieka. Laurent miał dobrą, szlachetną duszę, nawet jeśli pewne aspekty odziedziczył po ojcu.
- To brzmi bardziej skomplikowanie, niż moje schematy i rozbrajanie pułapek, chociaż od obydwu poniekąd zależy życie. - skwitowała jej słowa, zwilżając wargi. Może to kolejna dziedzina, którą powinna się trochę bardziej zainteresować, żeby nie czuć się troszkę głupią w rozmowie z Ginny? Skoro ludzie do niej przychodzili po interpretację, musiała być dobra. I brać za to odpowiedzialność, bo skoro coś podpowiadasz z życiem drugiego człowieka. Nie mogło to być łatwe, bywały przecież sytuacje, że ludzie mieli pretensje za to, co powiedział im symbol przez jej interpretację. Na wyobrażenie jej z kadzidłem, machającą komuś przed nosem, nie mogła powstrzymać śmiechu. - Z pewnością nie jesteś szachrajką. Nie spodziewałam się, że zrobiłaś też dyplom z uzdrawiania. Mądra z Ciebie kobieta, musisz mieć silną intuicję i samozaparcie.
To był jeden z najtrudniejszych i wymagających odpowiedzialności kierunków dyplomowych. Trzymanie w dłoniach bezpieczeństwa drugiej osoby, jej życia, to coś więcej, niż czytanie losu. Była autentycznie pod wrażeniem, jednak ta odpowiedzialna cząstka Pandory, która objawiała się głównie przy pracy, sugerowała, żeby najpierw to skończyć, a potem ewentualnie wnieść z nią toast kawą za taki życiowy sukces. Śrubokręt w dłoni Turczynki zakołysał się nieco, a ona sama nakreśliła kilka rzeczy na leżącym obok pergaminie, żeby kilka sekund później przyświecić sobie w mechanizm swoim magicznym robakiem.
- No to musisz spróbować na Abraksanie. Mara na pewno Cię polubi. - wzruszyła ramionami pewnie, posyłając jej krótki uśmiech, bo zaraz wsunęła sobie ołówek w usta i wróciła do kręcenia oraz nasłuchiwania. Musiało tyknąć.
- To dopiero niesamowite. Pozyskanie kocich oczu lub uszu jest bardzo praktyczne, jeśli uzyskujesz pełen dostęp do zmysłów. - prawie upuściła mechanizm, chcąc zaklaskać w dłonie. Nie znała się aż tak na Transmutacji. Była to interesująca dziedzina, ale zwykle korzystała z niej tyle, ile wymagała praca. Czasem ratowała ją przekształceniem narzędzia w to, którego akurat zapomniała lub tworzyła inne elementy, brakujące do ukończenia konstrukcji. Powielała śrubki! Bardzo praktyczna magia, lepsza niż bojowa, chociaż w tych czasach, ta druga była bardziej doceniana. - Sama się nauczyłaś, Ginny?
Zmieniła śrubokręt, pochylając się niże, obracając kolejny raz, zgodnie z rytmem ustępujących trybików, których schemat rozpisała na pergaminie. Jedno, drugie, trzecie.. Drzewo drgnęło, a Pandora uśmiechnęła się pod nosem, odsuwając nieco i przyglądając temu, co kryło. Przyglądała się chwilę fiolkom, chociaż jej uwagę skupiało samo wnętrze drzewa. Mętna zawartość szkła zdawała się błyszczeć, jakby ktoś nasypał brokatu. Czytała o tym, na pewno. Przekręciła na bok. - Dlaczego ktoś zamknął wspomnienia w mechanicznym, zabezpieczonym pułapką, schowku? - ściągnęła brwi, a tysiące uzasadnień przemknęły przez jej głowę. Ostrożnie wstała i odłożyła drzewko na stolik, opierając dłonie na biodrach, po uprzednim schowaniu śrubokrętu za ucho. - Trzeba zawołać chyba Cathala.
- Nikogo? Naprawdę? Doskonale się składa. - trochę nie dowierzała, bo Ginny była przecież piękną i interesującą kobietą, na pewno wielu się przy niej kręciło. Warto było korzystać z romantycznych chwil, jeśli życie je podsuwało i trafiało się właściwych ludzi, ale może faktycznie McGonagall była tu jeszcze zbyt krótko. A tak ładnie wyglądałaby z Laurim! Nic więc dziwnego, że zrobiła mu reklamę, był przecież przystojnym i rozrywkowym młodzieńcem, miał śliczne oczy, a te były zwierciadłem duszy człowieka. Laurent miał dobrą, szlachetną duszę, nawet jeśli pewne aspekty odziedziczył po ojcu.
- To brzmi bardziej skomplikowanie, niż moje schematy i rozbrajanie pułapek, chociaż od obydwu poniekąd zależy życie. - skwitowała jej słowa, zwilżając wargi. Może to kolejna dziedzina, którą powinna się trochę bardziej zainteresować, żeby nie czuć się troszkę głupią w rozmowie z Ginny? Skoro ludzie do niej przychodzili po interpretację, musiała być dobra. I brać za to odpowiedzialność, bo skoro coś podpowiadasz z życiem drugiego człowieka. Nie mogło to być łatwe, bywały przecież sytuacje, że ludzie mieli pretensje za to, co powiedział im symbol przez jej interpretację. Na wyobrażenie jej z kadzidłem, machającą komuś przed nosem, nie mogła powstrzymać śmiechu. - Z pewnością nie jesteś szachrajką. Nie spodziewałam się, że zrobiłaś też dyplom z uzdrawiania. Mądra z Ciebie kobieta, musisz mieć silną intuicję i samozaparcie.
To był jeden z najtrudniejszych i wymagających odpowiedzialności kierunków dyplomowych. Trzymanie w dłoniach bezpieczeństwa drugiej osoby, jej życia, to coś więcej, niż czytanie losu. Była autentycznie pod wrażeniem, jednak ta odpowiedzialna cząstka Pandory, która objawiała się głównie przy pracy, sugerowała, żeby najpierw to skończyć, a potem ewentualnie wnieść z nią toast kawą za taki życiowy sukces. Śrubokręt w dłoni Turczynki zakołysał się nieco, a ona sama nakreśliła kilka rzeczy na leżącym obok pergaminie, żeby kilka sekund później przyświecić sobie w mechanizm swoim magicznym robakiem.
- No to musisz spróbować na Abraksanie. Mara na pewno Cię polubi. - wzruszyła ramionami pewnie, posyłając jej krótki uśmiech, bo zaraz wsunęła sobie ołówek w usta i wróciła do kręcenia oraz nasłuchiwania. Musiało tyknąć.
- To dopiero niesamowite. Pozyskanie kocich oczu lub uszu jest bardzo praktyczne, jeśli uzyskujesz pełen dostęp do zmysłów. - prawie upuściła mechanizm, chcąc zaklaskać w dłonie. Nie znała się aż tak na Transmutacji. Była to interesująca dziedzina, ale zwykle korzystała z niej tyle, ile wymagała praca. Czasem ratowała ją przekształceniem narzędzia w to, którego akurat zapomniała lub tworzyła inne elementy, brakujące do ukończenia konstrukcji. Powielała śrubki! Bardzo praktyczna magia, lepsza niż bojowa, chociaż w tych czasach, ta druga była bardziej doceniana. - Sama się nauczyłaś, Ginny?
Zmieniła śrubokręt, pochylając się niże, obracając kolejny raz, zgodnie z rytmem ustępujących trybików, których schemat rozpisała na pergaminie. Jedno, drugie, trzecie.. Drzewo drgnęło, a Pandora uśmiechnęła się pod nosem, odsuwając nieco i przyglądając temu, co kryło. Przyglądała się chwilę fiolkom, chociaż jej uwagę skupiało samo wnętrze drzewa. Mętna zawartość szkła zdawała się błyszczeć, jakby ktoś nasypał brokatu. Czytała o tym, na pewno. Przekręciła na bok. - Dlaczego ktoś zamknął wspomnienia w mechanicznym, zabezpieczonym pułapką, schowku? - ściągnęła brwi, a tysiące uzasadnień przemknęły przez jej głowę. Ostrożnie wstała i odłożyła drzewko na stolik, opierając dłonie na biodrach, po uprzednim schowaniu śrubokrętu za ucho. - Trzeba zawołać chyba Cathala.
Koniec sesji