05.03.2024, 19:42 ✶
Z każdym kolejnym krokiem, z jakim oddalali się od stoiska z biżuterią, poszerzał się uśmiech na twarzy Terry'ego. Tak dla kontrastu dla tego obrazu smutku i rozpaczy, jaki prezentowała w tym samym czasie Penny. A także dlatego, że skoro już udało mu się odciągnąć ją od świecidełek, to nie musiał dłużej udawać. Pozwolił sobie nawet zaśmiać się całkiem szczerze po jej słowach. Widocznie faktycznie przez lata znajomości zdążył już uodpornić się na widok biednej nieszczęśliwej Penny. Oraz na ewentualne wyrzuty sumienia w związku z całym tym oszukiwaniem przyjaciół, na których podobno powinno się móc polegać.
- Chyba sobie żartujesz! - oburzenie mogłoby być całkiem przekonujące, gdyby wcześniej pamiętał o pozbyciu się uśmiechu. - Właśnie uratowałem cię przed możliwą tragedią, jaką mogłabyś na siebie ściągnąć przez ten nieprzemyślany zakup. Nawet nie masz pojęcia, jakie nieszczęścia by się z tym wiązały. I dzięki mnie nie musisz się tym już martwić.
Oczywiście, że dłużej nie zamierzał już nawet próbować udawać, że wcześniej miałby faktycznie cokolwiek poczuć po wzięciu bransoletki do ręki. Rozbawiony ton wypowiedzi doskonale wskazywał na to, że było to zwyczajne kłamstwo. Choć chyba Penny nie powinna być jakoś szczególnie tym faktem zaskoczona. W końcu nie bez powodu miała pewne opory, by faktycznie zaufać przyjacielowi.
- Wydaje mi się, że w takim wypadku to raczej ty powinnaś być mi winna galeona. Albo i więcej, taką przysługę dość trudno wycenić - beztrosko wzruszył ramionami, po drodze przelotnie przyglądając się rzeczom wystawionym na kolejnych mijanych straganach. Rozkrzyczany czajnik raczej nie był czymś, na czym mógłby zawiesić oko na dłużej. A gdyby Penny ulokowała taki na zapleczu ich sklepu, najpewniej dość szybko skończyłby jako sterta smutnych - ale przynajmniej milczących - skorup. Choć niewykluczone, że Terry byłby w stanie nawet bez zastanowienia wymienić przynajmniej kilka osób, którym z chęcią podobny czajnik by sprezentował. Dokładnie z tego samego powodu, z jakiego Weasley pomyślała o jego kupnie.
Ostatecznie jednak nic w całej tej kolorowej plątaninie stoisk i kramów nie zwróciło jego szczególnej uwagi. A przynajmniej nie na tyle, by miał zatrzymywać się przy nich na dłużej albo od razu sięgać po sakiewkę i beztrosko pozbywać się jej zawartości. Chciał już wprawdzie podejść nieco bliżej jednego ze straganów, jednak w tym samym momencie Penny pociągnęła go za rękę, odwracając tym samym jego uwagę i wskazując na ciasteczka. Z wróżbą. O, ironio.
- Tak przedstawionej prośbie po prostu nie da się odmówić... - zaśmiał się, w tym przypadku nie widząc jednak powodu, by robić z tego zakupu jakikolwiek problem. Za ciasteczka nikt nie oczekiwał przynajmniej jakiejś absurdalnej ceny. Nie musząc więc uciekać się do kolejnego przedstawienia, po prostu zakupił od wskazanej Chinki dwa ciasteczka. Jedno z nich podał Penny, choć oczywiście nie mogłoby obyć się bez posłanego jej wymownego, ewidentnie rozbawionego, spojrzenia.
- Przypomnij mi, proszę, co takiego zazwyczaj powtarzasz na temat jakichkolwiek wróżb...? - sam również nie podchodził do nich śmiertelnie poważnie, raczej szczerze bawiło go wymyślanie znaczeń dla symboli rzekomo widocznych w rozmoczonych fusach, jednak... nie byłby sobą, gdyby ten drobny przytyk zachował dla siebie. To oczywiste.
- Chyba sobie żartujesz! - oburzenie mogłoby być całkiem przekonujące, gdyby wcześniej pamiętał o pozbyciu się uśmiechu. - Właśnie uratowałem cię przed możliwą tragedią, jaką mogłabyś na siebie ściągnąć przez ten nieprzemyślany zakup. Nawet nie masz pojęcia, jakie nieszczęścia by się z tym wiązały. I dzięki mnie nie musisz się tym już martwić.
Oczywiście, że dłużej nie zamierzał już nawet próbować udawać, że wcześniej miałby faktycznie cokolwiek poczuć po wzięciu bransoletki do ręki. Rozbawiony ton wypowiedzi doskonale wskazywał na to, że było to zwyczajne kłamstwo. Choć chyba Penny nie powinna być jakoś szczególnie tym faktem zaskoczona. W końcu nie bez powodu miała pewne opory, by faktycznie zaufać przyjacielowi.
- Wydaje mi się, że w takim wypadku to raczej ty powinnaś być mi winna galeona. Albo i więcej, taką przysługę dość trudno wycenić - beztrosko wzruszył ramionami, po drodze przelotnie przyglądając się rzeczom wystawionym na kolejnych mijanych straganach. Rozkrzyczany czajnik raczej nie był czymś, na czym mógłby zawiesić oko na dłużej. A gdyby Penny ulokowała taki na zapleczu ich sklepu, najpewniej dość szybko skończyłby jako sterta smutnych - ale przynajmniej milczących - skorup. Choć niewykluczone, że Terry byłby w stanie nawet bez zastanowienia wymienić przynajmniej kilka osób, którym z chęcią podobny czajnik by sprezentował. Dokładnie z tego samego powodu, z jakiego Weasley pomyślała o jego kupnie.
Ostatecznie jednak nic w całej tej kolorowej plątaninie stoisk i kramów nie zwróciło jego szczególnej uwagi. A przynajmniej nie na tyle, by miał zatrzymywać się przy nich na dłużej albo od razu sięgać po sakiewkę i beztrosko pozbywać się jej zawartości. Chciał już wprawdzie podejść nieco bliżej jednego ze straganów, jednak w tym samym momencie Penny pociągnęła go za rękę, odwracając tym samym jego uwagę i wskazując na ciasteczka. Z wróżbą. O, ironio.
- Tak przedstawionej prośbie po prostu nie da się odmówić... - zaśmiał się, w tym przypadku nie widząc jednak powodu, by robić z tego zakupu jakikolwiek problem. Za ciasteczka nikt nie oczekiwał przynajmniej jakiejś absurdalnej ceny. Nie musząc więc uciekać się do kolejnego przedstawienia, po prostu zakupił od wskazanej Chinki dwa ciasteczka. Jedno z nich podał Penny, choć oczywiście nie mogłoby obyć się bez posłanego jej wymownego, ewidentnie rozbawionego, spojrzenia.
- Przypomnij mi, proszę, co takiego zazwyczaj powtarzasz na temat jakichkolwiek wróżb...? - sam również nie podchodził do nich śmiertelnie poważnie, raczej szczerze bawiło go wymyślanie znaczeń dla symboli rzekomo widocznych w rozmoczonych fusach, jednak... nie byłby sobą, gdyby ten drobny przytyk zachował dla siebie. To oczywiste.