05.03.2024, 19:42 ✶
Parkinson zgrabnym ruchem wyszarpnął różdżkę z kieszeni blondyna. Spojrzał na nią ze wstrętem, ale wyjątkowo posłuchał się Brenny i najpierw wygłuszył drzwi zaklęciem, żeby kobieta mogła wygłosić te wszystkie niezbędne do aresztowania formułki. Jak mugol jest ciekawy, niech se wsadzi nos do kawy - z tego pokoju nie wydobędzie się już ani jeden dźwięk, który zdradzałby, że się tu szamoczą. Podobnie jak z gardła mężczyzny, który już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Aidan machnął różdżką, a z otwartych ust mężczyzny nie wydobył się żaden dźwięk. Wyglądał na wściekłego.
Powiedział coś bezgłośnie w kierunku kobiety, gdy ta bezlitośnie podciągała go w górę. Blondyn stanął na nogi i obrzucił ją wściekłym spojrzeniem. Nie próbował jednak się już wyrywać. To była przegrana sprawa, Longbottom nie tyle co była silniejsza, ale była w zdecydowanie lepszej pozycji, niż on. Skuty kajdankami, niemogący mówić. No i było dwóch na jednego.
- Zaraz za tobą, pani oficer - mrugnął do Brenny, rozmasowując kolano. Dobrze, że znała te wszystkie formułki, na które on nigdy nie miał czasu. Z reguły patrolował ulice i po prostu spisywał dzieciaki, które... Za bardzo się rozochociły, mogąc rzucać zaklęcia gdzie popadnie. Nie musiał ich pamiętać, bo zawsze miał obok siebie kogoś, kto mówił to za niego.
Teleportował się do atrium zaraz za Brenną. Nie musiał niczego sprawdzać, nie wiedział też w którym pokoju czekała na zabójcę ofiara. Lepiej, żeby pomyślała że typ ją wystawił. Nawet jeśli go będzie szukać, to przecież mieli go w garści, nie stanowił już zagrożenia. A on nie będzie latał po wszystkich pokojach, żeby szukać blond prostytutki. Całość w zasadzie zostawił Brennie - zarówno przytarganie typa do kogo trzeba, jak i, oczywiście, uzupełnienie raportu. Wystarczająco się napracował na najbliższe kilka miesięcy.
Powiedział coś bezgłośnie w kierunku kobiety, gdy ta bezlitośnie podciągała go w górę. Blondyn stanął na nogi i obrzucił ją wściekłym spojrzeniem. Nie próbował jednak się już wyrywać. To była przegrana sprawa, Longbottom nie tyle co była silniejsza, ale była w zdecydowanie lepszej pozycji, niż on. Skuty kajdankami, niemogący mówić. No i było dwóch na jednego.
- Zaraz za tobą, pani oficer - mrugnął do Brenny, rozmasowując kolano. Dobrze, że znała te wszystkie formułki, na które on nigdy nie miał czasu. Z reguły patrolował ulice i po prostu spisywał dzieciaki, które... Za bardzo się rozochociły, mogąc rzucać zaklęcia gdzie popadnie. Nie musiał ich pamiętać, bo zawsze miał obok siebie kogoś, kto mówił to za niego.
Teleportował się do atrium zaraz za Brenną. Nie musiał niczego sprawdzać, nie wiedział też w którym pokoju czekała na zabójcę ofiara. Lepiej, żeby pomyślała że typ ją wystawił. Nawet jeśli go będzie szukać, to przecież mieli go w garści, nie stanowił już zagrożenia. A on nie będzie latał po wszystkich pokojach, żeby szukać blond prostytutki. Całość w zasadzie zostawił Brennie - zarówno przytarganie typa do kogo trzeba, jak i, oczywiście, uzupełnienie raportu. Wystarczająco się napracował na najbliższe kilka miesięcy.
Koniec sesji