Z rozważań wyrwał mnie głos. Ktoś za coś przepraszał. Ktoś powiedział, że nic mu nie jest. Co tu się działo?
Rozejrzałam się i dostrzegłam jakiegoś mężczyznę. Chyba sobie tutaj biegał. Był ubrany na sportowo i wyglądał na zmęczonego. A wtedy zorientowałam się, że nie mam ze sobą okularów. I tak nie zasłaniały całej mojej twarzy, ale to był głównie sposób na moją głowę, żebym sobie z tym radziła. Ale no trudno. Mężczyzna i tak się we mnie wgapiał w taki sposób, w jaki nie gapi się na przypadkowo spotkaną osobę. Chyba, że chodziło mu o to, że siedzę tak losowo w polu.
Gapiliśmy się na siebie trochę za długo. Zaskoczyła mnie jego obecność i tyle. Spuściłam odruchowo wzrok i ujrzałam kopiec szałwii.
— Ojej, przepraszam, że to tak na środku drogi postawiłam! — Powiedziałam, szybko zbierając się z ziemi.
"Na środku drogi?" Można to uznać za śmieszny żarcik, ale nie planowałam tego i mój ton głosu sugerował autentyczne przejęcie. Podeszłam do kopca, szybko zgarnęłam go na bok, po czym podniosłam się do pozycji stojącej.
Dopiero teraz dostrzegłam, że wybrałam sobie takie miejsce, w którym stoję dość blisko owego mężczyzny. Do piersi przyciskałam połowę z szałwii, która leżała na ziemi. Cały piękny pęk fioletowego kwiecia. Ale nie interesowało mnie ono teraz. Bo przypadkiem spojrzałam znów w twarz mężczyzny i zrozumiałam, że tą chwilę temu wpatrywałam się w niego nie tylko z powodu zaskoczenia czyjąś obecnością, ale i zaskoczenia... widoku TAKIEJ twarzy.
Musiał być modelem, albo aktorem. Członkiem znanego zespołu na pewno nie, bo bym go kojarzyła. Z taką twarzą mógłby grać kogoś z komiksów. Jakiegoś superbohatera. Albo nie. Jakiegoś wroga Spidermana. A może jednak superbohatera? Ciężko powiedzieć. Jeszcze chyba nie stworzyli postaci, która byłaby na tyle dobra, by ją odegrał. Może ja powinnam to zrobić?
Wpatrywałam się w twarz mężczyzny zupełnie zapominając, że nie przyglądam się przypadkowej osobie gdzieś na mieście, tylko człowiekowi stojącemu tuż przede mną.