Właśnie Fernie nie powinna rozważać zmiany nawyków. Lupin dostawał już wystarczająco mocno od życia po tyłku, więc gdyby obrywałby jeszcze od dziewczyny po łbie za swoje durne pomysły, to mogłoby to sprawić, że zostałby istnym masochistką. A chyba nikt nie chciałby być świadkiem tego, jak Cameron na własne życzenie i w pełni świadomie stara się podpaść innym, tylko po to, aby odczuć na sobie konsekwencje własnych porażek. Mogłoby to być traumatyczne przeżycie.
— J-ja? Nie p-p-potrzebuję... P-po prostu wolałem spytać w imieniu grupy. Może się wstydzą lub brakuje im odwagi — odparł cicho, odwracając wzrok w bok. — P-poza tym dobrze mieć alternatywę, gdyby c-coś w życiu nie wyszło...
Wypowiadał się niepewnie, jak gdyby obawiał się, że zbytnia stanowczość sprawi, że momentalnie znajdzie się na celowniku Bulstrode. Nie żeby obecnie już tak nie było, ale zwalając poniekąd winę za swoje zachowanie na reszty grupy, sądził, że wybrnął z tej nieco... mało komfortowej sytuacji. Ugh, zdecydowanie będzie musiał wyjść na papierosa na najbliższej przerwie.
Wypuścił cicho powietrze z ust, wlepiając wzrok w pustą kartkę, starając się nie wodzić wzrokiem na boki, czy nawet do przodu, a zamiast tego po prostu się skupić. Nachylił się nad blatem i wypisał starannie swoje dane osobowe, czekając w milczeniu, aż Bulstrode zacznie dyktować im tekst. Cóż, pierwsze zdanie nie zapowiadało jakiejś dużej katastrofy, toteż na samym początku pisania był nastrojony dosyć pozytywnie, jednak potem kobieta udowodniła, że nie będzie to zwykłe dyktando, mające na celu sprawdzenie podstawowych umiejętności zastosowania zasad ortografii. Znajomość składników do eliksirów i innych magicznych wywarów była w tym przypadku nieoceniona.
Chociaż kobieta mówiła powoli, Cameron zapisywał kolejne słowa wyjątkowo szybko, jakby był się, że te uciekną mu z głowy. Sprawiło to, że w paru miejscach tekst, który przelewał na papier, w paru miejscach wydawał się mało czytelny. Pierwszą w swoim mniemaniu trudność, napotkał, dopiero gdy dotarli do jaj bahanka, gdyż zaczął się głowić, przez jakie h powinno się pisać to słówko. Przygryzł dolną wargę, mrużąc oczy i przekreślił pierwszą zapisaną wersję, zapisując kolejną nad nią. Przechylił lekko głowę w bok, zastanawiając się, czy faktycznie powinno się to tak zapisywać, po czym wrócił do oryginalnego wariantu odpowiedzi.
Czas spędzony na sprawdzenie swojej pracy poświęcił na poprawienie trudnych do rozczytania fraz, przekreślając je i zapisując na nowo tuż nad oryginalnym tekstem. Bądź co bądź, nie chciał stracić punktów, tylko dlatego, że zapisał daną ingrediencję tak niewyraźnie, że nie dało się jej odczytać. Ba, jeśli dostaną wyniki dopiero w przyszłym tygodniu, to pewnie sam nie będzie w stanie odcyfrować własnych słów, jeśli Florence dałaby mu na to szansę, aby wybronić swój stopień.
— Proszę — mruknął z wahaniem, odsuwając swój test w róg ławki, co by prowadząca nie musiała wyrywać mu papierka z ręki. I tak nie mógł już zbyt wiele zmienić, więc pozostawało tylko czekać na wyrok i liczyć, że będzie wydany na korzyść stażystów. Cameron odwrócił się do Fernah. — Cóż, przynajmniej tę część wykładów przetrwaliśmy... Chyba nie było tak źle? Mogła nam dyktować tekst przez następne czterdzieści minut...
Była to dokładnie taka metoda nauczania, jakiej spodziewałby się po Bulstrode. Męczące, temperująca innych i sprawiająca, że każdy, kto będzie pracował w magazynie, zastanowi się piętnaście razy, zanim chociaż zamoczy końcówkę pióra w atramencie.