06.03.2024, 11:02 ✶
Neil dalej siedzi przy stole i myśli, aż w końcu eychodzi za Sebą i Patim.
Kątem oka obserwował mężczyzn stojących z boku i rozmawiających, nie tylko oni tak stali, ale jednak jako jedyni ruszyli do wyjścia z sali. Odprowadził ich wzrokiem znów burcząc pod nosem niezadowolone myśli. Przed chwilą wyszedł już na podwórko, dziwnym by było gdyby znów zniknął. Z drugiej strony czy ktoś zwrócił uwagę na jego wyjście? Na to że wrócił? Że znów ucieknie? No... Nie. Równie dobrze mógłby uciec na całego, zwyczajnie mógł wrócić do domu i nikt by się nie przejął. Pasowałoby. Wyjść po angielsku.
Dopił wino do końca, wstał i ruszył do baru po kolejny kieliszek. Świat powoli wirował, ale jako tako dalej szedł prosto. Nie ma co się przejmować. Jeszcze kieliszek nikomu nie zaszkodził. Z resztą nikomu nic nie zrobił, prawda? Nikogo nie skompromitował oprócz samego siebie. Pociągnął nosem, chwycił kieliszek i ruszył w stronę wyjścia, tam gdzie dwóch obserwowanych wcześniej mężczyzn zniknęło. Nie wiedział niestety do końca po co i dlaczego. Wyszli to znaczy, że chcieli być sami, a on idzie im duoę zawracać, znów wklejając się na siłę w czyjeś towarzystwo, tylko teraz robił to celowo. Ehhh... Najwyżej go odgonią i będą mieli do niego uraz. Nie chciał jednak, żeby zaraz podszedł do niego ktoś dziwny aby wymuszać rozmowę, czy co gorsza... taniec
Kątem oka obserwował mężczyzn stojących z boku i rozmawiających, nie tylko oni tak stali, ale jednak jako jedyni ruszyli do wyjścia z sali. Odprowadził ich wzrokiem znów burcząc pod nosem niezadowolone myśli. Przed chwilą wyszedł już na podwórko, dziwnym by było gdyby znów zniknął. Z drugiej strony czy ktoś zwrócił uwagę na jego wyjście? Na to że wrócił? Że znów ucieknie? No... Nie. Równie dobrze mógłby uciec na całego, zwyczajnie mógł wrócić do domu i nikt by się nie przejął. Pasowałoby. Wyjść po angielsku.
Dopił wino do końca, wstał i ruszył do baru po kolejny kieliszek. Świat powoli wirował, ale jako tako dalej szedł prosto. Nie ma co się przejmować. Jeszcze kieliszek nikomu nie zaszkodził. Z resztą nikomu nic nie zrobił, prawda? Nikogo nie skompromitował oprócz samego siebie. Pociągnął nosem, chwycił kieliszek i ruszył w stronę wyjścia, tam gdzie dwóch obserwowanych wcześniej mężczyzn zniknęło. Nie wiedział niestety do końca po co i dlaczego. Wyszli to znaczy, że chcieli być sami, a on idzie im duoę zawracać, znów wklejając się na siłę w czyjeś towarzystwo, tylko teraz robił to celowo. Ehhh... Najwyżej go odgonią i będą mieli do niego uraz. Nie chciał jednak, żeby zaraz podszedł do niego ktoś dziwny aby wymuszać rozmowę, czy co gorsza... taniec