06.03.2024, 12:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 12:30 przez Rodolphus Lestrange.)
Nie wdawał się w pyskówki z kobietą. Wiedział, że z jakiegoś powodu był podatny na jej urok, bo po prostu to czuł. Być może wtedy to było zaskoczenie, ale w tej chwili nie tylko trudno mu było opanować swoje myśli, ale i skupić się na tyle, by rzucić jakiekolwiek zaklęcie. Jej słowa wchodziły do jego głowy jak jad, wprowadzony przez węża do krwioobiegu. Jeżeli pozwoli sobie na jakiekolwiek rozproszenie, to polegnie - był tego świadomy.
Nie dopuszczał do siebie blondynki - w żaden sposób. Ani psychiczny, ani fizyczny. W tym drugim pomagał mu Mulciber, jednak nic nie mógł poradzić na ten pierwszy sposób. Wydawało się jednak, że wykrzywiona w złości twarz Uny skutecznie odciągała uwagę Rodolphusa od jej osoby. Była brzydka, nie pasowała do obrazka, który pokazywała im wcześniej. A być może to słowa Roberta przywróciły go do pionu i pozwoliły w końcu zebrać myśli na tyle, by zacząć działać? Przecież miał go chronić. Mieli chronić siebie nawzajem. Musieli.
Lestrange zrobił krok w przód i posłał w Unę zaklęcie, które otoczyło ją magiczną energią. Ostatnie próby się nie udały, ale tym razem postać kobiety skurczyła się i gwałtownie wykrzywiła, podobnie jak jej twarz. Na ich oczach mleczny wir przybrał na sile, by w ciągu kilku uderzeń serca zmienić Unę w ślimaka.
Rodolphus nic do ślimaków nie miał - wcześniej ze złości chciał ją zmienić w karalucha, bo uważał że to byłaby największa kara dla kobiety, która przecież była piękna i tak dbała o to, jak postrzegali ją inni. Jednak głos rozsądku zwyciężył: karaluchy były szybkie, a zaklęcia nietrwałe. Ślimaki zaś były powolne i można je było zamknąć w słoiku. Pilnować, żeby nie uciekły, gdy oni będą zastanawiać się, co dalej.
Bo właśnie w tej chwili dotarło do Lestrange'a, że pokonanie Uny to był dopiero początek.
- Skrzat - syknął w kierunku Roberta. Przecież był tu jeszcze ten cholerny skrzat domowy, który ich wpuścił do środka.
Rzut na rozproszenie
Rzut na transmutację w przypadku powodzenia rozproszenia
Nie dopuszczał do siebie blondynki - w żaden sposób. Ani psychiczny, ani fizyczny. W tym drugim pomagał mu Mulciber, jednak nic nie mógł poradzić na ten pierwszy sposób. Wydawało się jednak, że wykrzywiona w złości twarz Uny skutecznie odciągała uwagę Rodolphusa od jej osoby. Była brzydka, nie pasowała do obrazka, który pokazywała im wcześniej. A być może to słowa Roberta przywróciły go do pionu i pozwoliły w końcu zebrać myśli na tyle, by zacząć działać? Przecież miał go chronić. Mieli chronić siebie nawzajem. Musieli.
Lestrange zrobił krok w przód i posłał w Unę zaklęcie, które otoczyło ją magiczną energią. Ostatnie próby się nie udały, ale tym razem postać kobiety skurczyła się i gwałtownie wykrzywiła, podobnie jak jej twarz. Na ich oczach mleczny wir przybrał na sile, by w ciągu kilku uderzeń serca zmienić Unę w ślimaka.
Rodolphus nic do ślimaków nie miał - wcześniej ze złości chciał ją zmienić w karalucha, bo uważał że to byłaby największa kara dla kobiety, która przecież była piękna i tak dbała o to, jak postrzegali ją inni. Jednak głos rozsądku zwyciężył: karaluchy były szybkie, a zaklęcia nietrwałe. Ślimaki zaś były powolne i można je było zamknąć w słoiku. Pilnować, żeby nie uciekły, gdy oni będą zastanawiać się, co dalej.
Bo właśnie w tej chwili dotarło do Lestrange'a, że pokonanie Uny to był dopiero początek.
- Skrzat - syknął w kierunku Roberta. Przecież był tu jeszcze ten cholerny skrzat domowy, który ich wpuścił do środka.
Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!
Rzut na transmutację w przypadku powodzenia rozproszenia
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!