06.03.2024, 13:30 ✶
- Chociaż ty - mruknął pod nosem wchodząc do środka zaraz za nią. Powiódł wzrokiem za Brenną znikającą w salonie i wrócił spojrzeniem do młodego czarodzieja, który miał go zaprowadzić do bagaży.
Przysłuchiwał się narzekaniu Leo i choć wolał nie wtrącać się w czyjeś życie - dość odważne stwierdzenie jak na kogoś kto właśnie pomaga w wymuszonej przeprowadzce - to postanowił nieco sprowadzić na ziemię chłopaka.
- W życiu nic nie jest sprawiedliwe - zaczął spokojnie, zdejmując kaptur, bo i uszy już mu nie zmarzną. - W życiu chodzi o to co jesteś w stanie zrobić, a czego nie. Czy jesteś w stanie zostać bezpiecznie w tym domu i ochronić rodzinę? - Zapytał retorycznie i nie czekając na odpowiedź kontynuował. - Nie, dlatego robicie to co możecie, dbanie o rodzinę to nie tylko machanie różdżką ale też podejmowanie trudnych decyzji - nie miał pojęcia ile ojciec mu wpoił, ale skoro go nie ma, to lepiej, żeby chłopak zdawał sobie z tego sprawę.
Thomas odpowiedział młodszemu z braci uśmiechem, niemrawym co prawda ale w jego mniemaniu miał by pocieszający. Sam nie wiedział jak to jest opuszczać w takiej sytuacji rodzinny dom i wolałby się nie dowiedzieć. W milczeniu już pomógł im znieść bagaże na sam dół - wszystko zapowiadało się całkiem przyjemnie i spoko...
- Nóż kurwa... - warknął pod nosem. - Wy, idźcie powiadom matkę i Brennę, niech przygotują się do podróży - nakazał młodszemu rodzeństwu zbierając bagaże w jedno miejsce. Cóż nie taki był plan, ale trzeba było się dostosowywać. Zaklęciem odesłał ich bagaże w bezpieczne miejsce - miał tylko nadzieję, że w jego pokoju w Norze nikogo obecnie nie było, potem zajmie odzyskają swoje bagaże - jeżeli będą musieli uciekać wolał nie musieć zwracać uwagi na jakieś torby i walizki.
- Ty, za mną - powiedział do Leo - Wolę się upewnić że to nie wasz ojciec, oby na Merlina to był on, a nie jeden z tych kutasów co wypędzają cię z domu - to było proste, przez okno sprawdzić w miarę możliwości kto czai się przy furtce.
Przysłuchiwał się narzekaniu Leo i choć wolał nie wtrącać się w czyjeś życie - dość odważne stwierdzenie jak na kogoś kto właśnie pomaga w wymuszonej przeprowadzce - to postanowił nieco sprowadzić na ziemię chłopaka.
- W życiu nic nie jest sprawiedliwe - zaczął spokojnie, zdejmując kaptur, bo i uszy już mu nie zmarzną. - W życiu chodzi o to co jesteś w stanie zrobić, a czego nie. Czy jesteś w stanie zostać bezpiecznie w tym domu i ochronić rodzinę? - Zapytał retorycznie i nie czekając na odpowiedź kontynuował. - Nie, dlatego robicie to co możecie, dbanie o rodzinę to nie tylko machanie różdżką ale też podejmowanie trudnych decyzji - nie miał pojęcia ile ojciec mu wpoił, ale skoro go nie ma, to lepiej, żeby chłopak zdawał sobie z tego sprawę.
Thomas odpowiedział młodszemu z braci uśmiechem, niemrawym co prawda ale w jego mniemaniu miał by pocieszający. Sam nie wiedział jak to jest opuszczać w takiej sytuacji rodzinny dom i wolałby się nie dowiedzieć. W milczeniu już pomógł im znieść bagaże na sam dół - wszystko zapowiadało się całkiem przyjemnie i spoko...
- Nóż kurwa... - warknął pod nosem. - Wy, idźcie powiadom matkę i Brennę, niech przygotują się do podróży - nakazał młodszemu rodzeństwu zbierając bagaże w jedno miejsce. Cóż nie taki był plan, ale trzeba było się dostosowywać. Zaklęciem odesłał ich bagaże w bezpieczne miejsce - miał tylko nadzieję, że w jego pokoju w Norze nikogo obecnie nie było, potem zajmie odzyskają swoje bagaże - jeżeli będą musieli uciekać wolał nie musieć zwracać uwagi na jakieś torby i walizki.
- Ty, za mną - powiedział do Leo - Wolę się upewnić że to nie wasz ojciec, oby na Merlina to był on, a nie jeden z tych kutasów co wypędzają cię z domu - to było proste, przez okno sprawdzić w miarę możliwości kto czai się przy furtce.